Kolejny raz polskie służby zostały zmuszone przez rządzących do użycia szczególnych środków, aby zatrzymać i doprowadzić byłego ministra sprawiedliwości na posiedzenie tego gremium. Tym razem,
w przeciwieństwie do tego, z czym mieliśmy do czynienia podczas poprzedniego doprowadzenia Zbigniewa Ziobry
do Sejmu, uzurpujący sobie prawo do bycia sejmowymi śledczymi nie zbiegli przed przepytaniem byłego ministra. – Mamy do czynienia z pewnym rodzajem spektaklu odgrywanego przez posłów, tylko już widzów tego spektaklu brakuje. Nikt tego nie chce oglądać. Posłowie komisji już tyle razy zdążyli się swoimi działaniami skompromitować, że komisja jako całość już dawno straciła swoją moc. Jej przekaz może trafiać co najwyżej do tych tzw. silnych razem zafascynowanych festiwalem zemsty
– mówi „Naszemu Dziennikowi” prof. Mieczysław Ryba
z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
Nasz rozmówca zaznacza, że rzeczywistość pokazała,
iż „żadnej afery Pegasusa nie ma”. – Gdyby była, już dawno prokuratura w tej sprawie intensywnie by działała. W wyniku pracy komisji mamy natomiast do czynienia
z osłabianiem państwa. Do tego bowiem prowadzi obnażanie mechanizmu ścigania przestępców. Ta komisja skończy podobnie jak powołana przez Donalda Tuska komisja ds. badania wpływów rosyjskich, której praca
w ciszy została zakończona – dodaje prof. Mieczysław Ryba.
Były minister sprawiedliwości podtrzymywał, że nie mógł stawić się dobrowolnie na posiedzenie komisji śledczej, która zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego
nie istnieje, i podkreślał, że jej nie uznaje. Doprowadzony przez policję na posiedzenie wnioskował bezskutecznie
o wyłączenie najpierw wszystkich członków tego gremium, a później przewodniczącej komisji Magdaleny Sroki.
Drogi Czytelniku! Więcej warto przeczytać w papierowym wydaniu „Naszego Dziennika” dostępnym w punktach sprzedaży prasy lub w wersji elektronicznej TUTAJ.
Zapraszamy!

