Marcin Przydacz w środę podczas konferencji prasowej, odnosząc się do wcześniejszej wypowiedzi Sikorskiego w Sejmie, ocenił, że była ona próbą ataku na prezydenta Karola Nawrockiego w celu odwrócenia uwagi opinii publicznej od „nieudolności polskiego rządu” i podległych mu służb w zakresie ostatniego aktu dywersji.
– Apelujemy do strony rządzącej, aby się opamiętała, aby zaczęła współpracować, aby przestrzegała Konstytucji, bo jeśli dzisiaj słyszę w Sejmie, że cytowany jest artykuł 133 [Konstytucji RP – PAP], to szkoda, że pan minister nie zacytował ustępu 2, który mówi, że Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej mianuje i odwołuje ambasadorów – powiedział szef prezydenckiego BPM. Ocenił przy tym, że Sikorski sparaliżował polską służbę zagraniczną.
Zdaniem Marcina Przydacza to, że dywersantom udało się uciec z kraju, jest odpowiedzialnością premiera Donalda Tuska, Sikorskiego oraz ministra koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka.
– Dzisiaj próbuje się odwracać uwagę od tej dyskusji, od nieudolności tego rządu, rozniecaniem kłótni i wpisywaniem się tak naprawdę w scenariusz pisany w Moskwie. Bo tak, Moskwa chce, abyśmy się wewnętrznie kłócili, abyśmy się wewnętrznie obrzucali inwektywami. I w ten scenariusz wpisał się dzisiaj minister spraw zagranicznych – ocenił szef Biura Polityki Międzynarodowej.

