Francuzi chcą, aby na opakowaniach żywności pojawiła się informacja o tym, jaka część ceny faktycznie trafia do rolnika. Wdrażany jest program pilotażowy w tej sprawie. To ma skłonić konsumentów do świadomych wyborów i realnego wsparcia producentów. Czy warto traktować ten pomysł jako rozwiązanie, które mogłoby zadziałać również u nas?
– To brzmi rewolucyjnie, bo z tego, co wiem, nikt wcześniej nie wprowadził tak transparentnego systemu. Francuzi, podobnie jak my, zderzają się dziś z potężnymi problemami w rolnictwie i szukają narzędzi, które choć trochę uporządkują rynek. Sedno tej propozycji jest proste: konsument ma wreszcie zobaczyć czarno na białym, jaka część ceny produktu wraca do rolnika, a jaka ginie po drodze: w hurtowniach, centrach logistycznych i sieciach handlowych. Taka informacja może przyhamować pośredników, którzy przyzwyczaili się do marż oderwanych od rzeczywistości i często kompletnie niewspółmiernych do włożonej pracy. Przykład z naszego podwórka pokazuje skalę absurdu: rolnik sprzedaje ziemniaki po 5 czy 10 groszy za kilogram, w Niemczech płacą 20 groszy, a w sklepie u nas te same ziemniaki kosztują już kilka złotych. I człowiek zaczyna zadawać sobie pytanie, gdzie tak naprawdę znika cała ta różnica i czy ktoś nie przestawia tu suwaków marż zbyt swobodnie. Moim zdaniem to ruch w dobrym kierunku. Nie warto go z góry krytykować – lepiej uważnie obserwować, jak sprawdzi się w praktyce, bo może się okazać, że przejrzystość to najtańszy i najskuteczniejszy sposób na uspokojenie rynku oraz uczciwsze traktowanie ludzi, którzy żywią całe społeczeństwo.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym.

