logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: R.Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Jak zabezpieczano tupolewa

Sobota, 18 maja 2013 (21:20)

Do samolotu Tu-154M nr 101, który rozbił się pod Smoleńskiem, mogły się wcześniej dostać niepożądane przedmioty, substancje, jak np. materiały wybuchowe – twierdzi mec. Stefan Hambura. Takie wnioski wyciągnął z informacji, jakich udzielili przedstawiciele resortów obrony i spraw wewnętrznych na interpelację posła Marka Opioły (PiS) oraz Naczelna Prokuratura Wojskowa w reakcji na publikacje „Naszego Dziennika”.

 „W ramach odpowiedzi na mój wniosek o udostępnienie informacji publicznej zostały mi przesłane do Berlina przez MON pismem z dnia 5.11.2012 r. uwierzytelnione kopie dokumentów z przeprowadzonego postępowania szkodowego w imieniu służby inżynieryjno-lotniczej w związku z katastrofą samolotu Tu-154M. W tych dokumentach znajduje się informacja, że w dniu 9.04.2010 r., dzień przed Katastrofą Smoleńską, została zabudowana na samolot Tu-154M nr 101 apteczka techniczna ukompletowana zgodnie z wykazem i zatwierdzona przez Szefa Sekcji Techniki Lotniczej, oraz wyposażenie lotniskowo-hangarowe niezbędne do wykonania obsług technicznych. Łączna waga apteczki technicznej wynosiła 870 kg. W skład apteczki wchodziły przykładowo następujące przedmioty: koła główne, koła przednie, kanister z olejem MS-8P, zbiornik do tankowania MS-8P, kanister z olejem Turbonycoil itd.” – napisał na swoim blogu mec. Hambura.

Jednocześnie przytacza dwie odpowiedzi przedstawicieli resortów na interpelację posła Marka Opioły (PiS) w sprawie nadzoru BOR nad zabudową w samolocie Tu-154M tony urządzeń w dniu 9 kwietnia 2010 r. „Jednocześnie pragnę nadmienić, że Biuro Ochrony Rządu nie było informowane przez Siły Powietrzne o przedmiotowej zabudowie. W dniu 10 kwietnia 2010 r. funkcjonariusze BOR przeprowadzili rozpoznanie pirotechniczne samolotu Tu-154M o numerze bocznym 101. Po zakończeniu sprawdzeń nie stwierdzono zagrożenia” – napisał Michał Deskur, wiceminister spraw wewnętrznych.

W podobnym tonie odpowiada Czesław Mroczek, wiceminister obrony narodowej. Informuje mianowicie, że „Służba Kontrwywiadu Wojskowego nie była informowana o zabudowie urządzeń na pokładzie samolotu Tu-154M nr boczny 101 dokonanej w dniu 9 kwietnia 2010 r. ani też o zmianie konfiguracji wnętrza”.

„Zabudowę wykonano siłami i środkami personelu 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, który objęty był ochroną kontrwywiadowczą Służby Kontrwywiadu Wojskowego, podobnie jak żołnierze i pracownicy innych jednostek organizacyjnych Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej oraz jednostek organizacyjnych podległych lub nadzorowanych przez ministra obrony narodowej” – zapewnia Mroczek.

Mecenas Hambura wskazuje ponadto na artykuł „Naszego Dziennika” autorstwa Zenona Baranowskiego pt. „Prokuratura wraca do pirotechników” i związany z tym komunikat Naczelnej Prokuratury Wojskowej.

„Komunikat Naczelnej Prokuratury Wojskowej nie neguje następującego zdania z artykułu w »Naszym Dzienniku«: »Z powodu utrudnionego dostępu pirotechnik z psem nie zbadał w całości luku bagażowego, trapu, podobnie jak zewnętrznej powłoki maszyny. Roman B. tłumaczył prokuratorom, że odstąpił od tej czynności z powodu hałasu« – zwraca uwagę mecenas.

Nie ma on wątpliwości co do braku ochrony przez BOR samolotu, którym leciał prezydent Lech Kaczyński wraz z delegacją. ”Pytanie czy 9 lub 10.04.2010 r. mogły się dostać do samolotu Tu-154M nr 101 niepożądane przedmioty, substancje, jak np. materiały wybuchowe, jest dzisiaj już tylko retoryczne. Przy powyżej udokumentowanym braku zabezpieczenia przez służby odpowiedź brzmi: TAK, mogły!!!„ – konkluduje mec. Hambura.

 

JD

Aktualizacja 19 maja 2013 (13:25)

NaszDziennik.pl