logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Obława na zdjęciach

Piątek, 24 maja 2013 (02:03)

Prokuratorzy zweryfikowali wiele hipotez co do miejsca zbrodni. – Niestety one się nie potwierdziły – przyznaje dr Łukasz Kamiński, prezes IPN. Dlatego postanowiono sięgnąć po inne sposoby.

– Próbujemy w tej chwili takiej metody, która sprawdziła się w pracach poszukiwawczych na Łączce i w innych miejscach. Chodzi o wykorzystanie zdjęć lotniczych z lat 40. ubiegłego wieku – mówi Kamiński.

Zdjęcia takie wykonano w 1947 roku nad terytorium całego kraju. Przechowuje je Centralne Archiwum Wojskowe. – Groby masowe są widoczne na tego typu zdjęciach i jeśli to miejsce zbrodni byłoby na obecnym terenie Rzeczypospolitej Polskiej, to odnajdziemy je tą metodą – argumentuje prezes IPN. – Nie mamy jednak pewności, czy znajduje się ono w obecnych granicach Polski, czy też na terenie innego państwa – zastrzega.

– Wystąpiłem o takie zdjęcia już w 2012 roku, ale uzyskałem informację, że trwa remont – ujawnia naczelnik pionu śledczego białostockiego IPN prok. Zbigniew Kulikowski.

Jak informuje archiwum, remont potrwa do końca 2014 roku. W ostatnim czasie prokurator ponowił prośbę. Jak dowiedział się „Nasz Dziennik” w CAW, właśnie wystosowało ono odpowiedź.

– Wysłałem wczoraj odpowiedź do nich, pracujemy nad tym, muszą nam dostarczyć wskazówki – mówi zastępca dyrektora Centralnego Archiwum Wojskowego płk Bogusław Stachula. – Nie jest to taka łatwa sprawa, zdjęcia nie są dobrze skatalogowane. Potrzebujemy szczegółowych informacji, tutaj musi być pomoc – zaznacza.

Pułkownik Stachula podkreśla, że mimo remontu poszukiwania materiałów dla IPN są prowadzone. – Małą miejscowość trudno znaleźć, cały czas pracujemy nad tym tematem. Normalnie realizujemy kwerendy dla IPN czy dla innych instytucji. Nie ma znaczenia, że archiwum jest w remoncie – podkreśla dyrektor. – Dla pana profesora Szwagrzyka realizujemy rozległy projekt i wyszukujemy miejsca pochówków, z tym że otrzymujemy wskazówki, namiary, plany, szkice – dodaje nasz rozmówca.

Obstrukcja Rosjan

Białostocki pion śledczy IPN od kilku lat prowadzi śledztwo w sprawie obławy augustowskiej, czyli „zabójstwa w okresie lipca i sierpnia 1945 roku, w nieustalonym miejscu około 600 osób zatrzymanych na terenie Suwalszczyzny podczas tzw. obławy augustowskiej dokonanej przez NKWD, przy współudziale funkcjonariuszy UB, MO oraz żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego”.

Silnie zaangażowany w wyjaśnienie tej zbrodni rosyjski historyk Nikita Pietrow ze stowarzyszenia Memoriał dotarł w ubiegłym roku do nieznanych dotychczas dokumentów dotyczących obławy. Jak podkreśla, dokumentację w tej sprawie można odnaleźć m.in. w archiwach Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Wskazuje, że FSB (jako spadkobierczyni KGB i NKWD) ma 575 teczek personalnych polskich ofiar z 1945 roku.

O tego typu dokumentację stara się IPN. Na razie bez rezultatów. – Przełomu nie będzie, dopóki strona rosyjska nie zrealizuje wniosku o pomoc prawną. Jak do tej pory nie ma w tej sprawie żadnego postępu – przyznaje Kamiński.

– Nie czekając na przekazanie dokumentów przez stronę rosyjską, kontynuujemy śledztwo i wszelkie działania, aby jakimiś innymi metodami odkryć przede wszystkim miejsce pochówku ofiar. To jest w tej chwili najważniejsze – podkreślał prezes IPN na początku roku po apelu historyków do polskich władz o podjęcie działań skłaniających Rosję do ujawnienia listy i miejsca spoczynku ofiar obławy augustowskiej.

Obława augustowska stanowiła element pacyfikacji Suwalszczyzny przez NKWD i Armię Czerwoną w lipcu 1945 roku. Z zatrzymanych nawet ok. 7 tys. osób prawie 600 podejrzewanych o powiązania z Armią Krajową wywieziono i zamordowano w nieznanym do dziś miejscu. Historycy określają obławę jako największą po II wojnie światowej niewyjaśnioną dotąd zbrodnię na Polakach.

Zenon Baranowski

Nasz Dziennik