logo
logo

Zdjęcie: R.Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Ręce związane kablem

Środa, 29 maja 2013 (02:00)

Szczątki osoby, której przed śmiercią skrępowano dłonie kablem elektrycznym, wydobyto z powązkowskiej Łączki. To pierwszy tego typu przypadek.

Wcześniej co prawda znaleziono już szkielet więźnia ze związanymi rękoma, ale były skrępowane sznurem. W przypadku ciała wydobytego w poniedziałek oprawcy chcieli mieć pewność, że skazaniec się nie uwolni. – Trwa już trzeci tydzień naszych prac na Łączce.

Wczoraj zakończyliśmy prace ziemne, zbadaliśmy już wszystkie obszary pod asfaltową alejką, gdzie spodziewaliśmy się znaleźć szczątki ludzkie. W tej chwili udało nam się w sumie odnaleźć szczątki 82 więźniów okresu stalinowskiego – mówi prof. Krzysztof Szwagrzyk, kierujący pracami ekshumacyjnymi.

– Znaleźliśmy więźnia uśmierconego metodą katyńską ze związanymi rękoma. Udało się także odnaleźć kabel elektryczny, którym związano mu ręce, z charakterystycznymi węzłami. To wstrząsający widok, szczególnie że wiemy, że to nie jest jakiś kabel znaleziony gdzieś na obszarze Łączki, tylko przy szczątkach konkretnej osoby – dodaje profesor.

Będzie trzeci etap

Przez najbliższe kilka dni ekipa poszukiwawczo-ekshumacyjna będzie prowadzić jedynie sondażowe odwierty między współczesnymi pomnikami na dawnym polu więziennym, które pozwolą na określenie, gdzie są szczątki innych więźniów. – Myślę, że będzie tutaj pilna potrzeba przeprowadzenia jeszcze dodatkowych badań, ale to będzie bardzo trudny, chyba nawet najtrudniejszy z możliwych etap prac. Mówimy tu o miejscach, gdzie grzebano więźniów, a w tej chwili znajdują się współczesne pomniki. Musimy znaleźć skuteczną metodę, by te szczątki wydobyć i jednocześnie w żaden sposób nie naruszyć pomników – tłumaczy historyk.

Badania pod nagrobkami są jednak w tym roku niemożliwe. Warunkiem zejścia na potrzebną do badań głębokość dwóch metrów jest uzyskanie wyników badań genetycznych i odpowiednie warunki atmosferyczne.

– Dużą przeszkodą jest dla nas obecnie deszcz, który nieprawdopodobnie spowodował zwiększenie ciężaru ziemi. Przy ciężarze pomników – a to jest wiele ton – i tak nasiąkniętej wodą ziemi, ryzykowalibyśmy tragedię. Prace pod pomnikami są w tym roku niemożliwe, musimy mieć najpierw wyniki badań genetycznych – mówi Szwagrzyk.

Jest wiele możliwości wydobycia szczątków, nie wykluczając metody kopalnianej. Ale to kosztowne przedsięwzięcie, wymagające odpowiedniej techniki i dużej ilości materiałów.

Na razie prowadzone są odwierty i badania. Prace polegają na wkręcaniu w ziemię, między nagrobkami, specjalnego wiertła i wyciąganiu z pewnej głębokości ok. 20-centymetrowych próbek ziemi. Później materiał jest analizowany pod kątem ewentualnej obecności ludzkich szczątków.

– Gdy natrafiamy na szczątki ludzkie, kości czy fragment odzieży, taki materiał jest specyficzny, natychmiast dający się odróżnić na tle piachu czy jednolitej ziemi – opowiada profesor Szwagrzyk.

Dotychczasowe pochówki archeolodzy lokalizują na różnych głębokościach. Były takie, które odkopywano na głębokości 1,4 m, inne – 1,8 metra.

– Było tak, że na przestrzeni siedmiu metrów, w jednym rzędzie mieliśmy szczątki jednego więźnia, a w rzędzie następnym, na takiej samej szerokości, aż 13. Mieliśmy tutaj do czynienia z takimi dziwnymi anomaliami, których do końca nie da się wytłumaczyć – dodaje.

Czy to „Zapora”?

Wiele wskazuje na to, że w jednej ze zbiorowych jam grobowych odnaleziono szczątki mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. W niedzielę z grobu jego rodziców w Tarnobrzegu pobrano materiał porównawczy, który trafił już do Bazy Genetycznej w Szczecinie.

– Byliśmy w Tarnobrzegu w niedzielę. Został pobrany materiał genetyczny od matki i ojca „Zapory”, z czego bardzo się cieszymy. Nie było innej możliwości, by w sposób absolutnie pewny, niepodważalny zidentyfikować szczątki mjr. Hieronima Dekutowskiego, bo materiał od siostrzenic był zdecydowanie zbyt niedoskonały, a my musimy mieć absolutną pewność – zastrzega prof. Krzysztof Szwagrzyk.

Na wynik badań genetycznych trzeba jednak poczekać co najmniej kilka miesięcy. Być może kolejne nazwiska poznamy dopiero we wrześniu.

Piotr Czartoryski-Sziler

Nasz Dziennik