logo
logo

Zdjęcie: R.Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Negatywna reakcja Rosjan

Poniedziałek, 9 lipca 2012 (06:24)

Rosjanom od początku zależało na zdyskredytowaniu rangi wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu podczas uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Nazywali ją "nieoficjalną i prywatną", a minister Tomasz Arabski konsekwentnie nie wyprowadzał ich z błędu.

Dariusz Gwizdała, zastępca dyrektora gabinetu szefa Kancelarii Prezydenta RP, zeznał, że już w połowie 2009 r. w kancelarii omawiany był plan obchodów na 2010 r. i "już wówczas było wiadomo, że prezydent Lech Kaczyński pojedzie do Katynia". Fakt ten potwierdzili przed prokuratorem również minister Jacek Sasin i Maciej Łopiński.

Gwizdała powiedział, że sam uczestniczył w kilku spotkaniach, w których brał udział minister Władysław Stasiak z gronem najbliższych współpracowników. Motywem przewodnim było omówienie składu osobowego na wspomniane uroczystości. Z kolei Kazimierz Kuberski (Kancelaria Prezydenta) potwierdził, że układając kalendarz wyjazdów zagranicznych na rok 2010, planowano udział prezydenta Kaczyńskiego w uroczystościach w Katyniu, o czym rozmawiał z ministrem Mariuszem Handzlikiem oraz z pracownikiem Biura Spraw Zagranicznych Maciejem Jakubikiem.

W styczniu 2010 r. Handzlik przekazał Kuberskiemu, że prezydent zamierza wziąć udział w uroczystościach w Katyniu. "Takie stwierdzenie oznaczało, że Biuro Spraw Zagranicznych przystępuje do realizacji tej wizyty i jest to wizyta planowana, w której prezydent chce wziąć udział" - zeznał Kuberski. Handzlik poinformował o tym fakcie ambasadora Federacji Rosyjskiej w Polsce Aleksandra Grinina.


Brak reakcji MSZ


"Pisma z dnia 27 stycznia 2010 r. były oficjalną zapowiedzią udziału Prezydenta. Po skierowaniu tych pism nie było żadnego odzewu. (...) Pismo z 23 lutego ostatecznie potwierdziło udział prezydenta w uroczystościach.

Na podstawie tego pisma MSZ było zobowiązane notyfikować udział prezydenta w uroczystościach" - relacjonował Kazimierz Kuberski. Zeznał również, że nie wie, dlaczego mimo tego wyjazd Lecha Kaczyńskiego nie był nadal notyfikowany. W kancelarii budziło to niepokój i zdziwienie.

O terminie wyjazdu premiera 7 kwietnia do Katynia dowiedziano się z mediów. Wtedy też po raz pierwszy pracownicy kancelarii usłyszeli, że Donald Tusk pojedzie do Federacji Rosyjskiej w innym terminie niż prezydent. Byli oni przekonani, że będzie jedna wizyta, choć jeszcze nie znali jej dokładnej daty.

Maciej Jakubik z Biura Spraw Zagranicznych KPRP wskazał, że koncepcja udziału prezydenta w uroczystościach w Katyniu nigdy nie uległa zmianie. Zeznał, że po wizycie Tomasza Arabskiego i Andrzeja Kremera w Moskwie ostatecznie ustalono, iż odbędą się dwie wizyty - premiera Donalda Tuska 7 kwietnia 2010 r. i prezydenta Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia 2010 roku.

W Kancelarii Prezydenta poważnie rozważany był jednak wspólny udział w uroczystościach prezydenta z premierem Tuskiem i premierem Władimirem Putinem. Minister Małgorzata Bochenek potwierdziła również, że kancelaria nie widziała żadnego problemu w tym, aby w Katyniu w uroczystościach uczestniczyli wspólnie premier i prezydent. Jako przykład podała uroczystości na Westerplatte we wrześniu 2009 roku.


Rosjanie optowali jednak za rozdzieleniem obu wizyt. Potwierdza to chociażby notatka Michała Greczyły, szefa Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Moskwie, z 22 lutego 2010 r., w której pisze, że 19 lutego na terenie Muzeum Katyńskiego Andrzej Przewoźnik, sekretarz ROPWiM, przedstawił Siergiejowi Kudriawcewowi, zastępcy naczelnika Zarządu ds. Kontaktów Międzynarodowych, Współpracy Regionalnej i Turystyki Obwodu Smoleńskiego, oraz Igorowi Grigoriewowi, dyrektorowi Kompleksu Memorialnego w Katyniu, koncepcję organizacji uroczystości rocznicowych.

Pierwsza zakładała wspólny udział prezydenta i premiera RP na obchodach w Katyniu, druga oddzielny. Greczyło podkreślił, że "rozmówcy ze strony rosyjskiej przyjęli do wiadomości polskie propozycje i stwierdzili, że wariant osobnych wizyt byłby najbardziej korzystny z punktu widzenia organizacji uroczystości".

Kancelaria premiera niezainteresowana


Z relacji Wojciecha Dudy, głównego doradcy w gabinecie politycznym premiera, wynika, że na spotkaniu 3 lutego 2010 r. w KPRM, na którym omawiano m.in. ostatnią wizytę Andrzeja Kremera w Moskwie, temat udziału prezydenta w ogóle nie był poruszany.

Według niego, "sytuacja uległa zmianie" po telefonie w tym dniu Putina do Tuska, w którym premier Rosji zaprosił go oficjalnie na uroczystości do Katynia (notatka z tej rozmowy została utajniona). Duda zeznał, że wtedy "zmienił się charakter wizyty, wcześniej to były polskie oficjalne uroczystości, a po zaproszeniu była to oficjalna wizyta polskiego premiera na zaproszenie premiera Federacji Rosyjskiej".

Zdaniem Tomasza Arabskiego, ta rozmowa telefoniczna była wynikiem wcześniejszych kontaktów dyplomatycznych podejmowanych przez Andrzeja Kremera i Jarosława Bratkiewicza.

- Przed rozmową nie było żadnych sygnałów ze strony rosyjskiej, że będzie taka inicjatywa - przyznał Arabski.

Ważne zeznania złożył Maciej Pawlak, drugi wicedyrektor Departamentu Spraw Zagranicznych KPRM, który uczestniczył 4 lutego 2010 r. w spotkaniu Tomasza Arabskiego z ministrem Uszakowem w kancelarii premiera. Choć dotyczyło ono agendy spotkania Putin - Tusk, poruszony został wtedy udział prezydenta RP w Katyniu.

"Było to tylko poinformowanie strony rosyjskiej, że prezydent będzie uczestniczył w obchodach. Reakcja była negatywna. Minister Uszakow powiedział, że nie będzie w tym czasie Miedwiediewa w Rosji, więc trudno mu będzie być gospodarzem, i podkreślił, że strona rosyjska nie zaprasza prezydenta Polski do Katynia. To zakończyło spotkanie" - zrelacjonował Pawlak. Fakt ten pokazuje, że strona rosyjska od początku zdawała sobie sprawę, że wyjazd Lecha Kaczyńskiego do Katynia nie będzie żadną jego prywatną podróżą, lecz wyjazdem oficjalnym.


Projekt rozporządzenia Miedwiediewa


Rosjanom zależało jednak na zdyskredytowaniu wagi wizyty prezydenta w Katyniu. Potwierdzają to zeznania 21 Rosjan, którzy zostali przesłuchani w toku śledztwa dotyczącego nieprawidłowości w przygotowywaniu wizyt premiera i prezydenta Polski w Katyniu.

Wszyscy stwierdzili zgodnie, że planowany przyjazd Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia 2010 r. traktowany był przez nich jako wizyta nieoficjalna (prywatna). "Podróż prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego do Katynia w dniu 10 kwietnia 2010 r. odbywała się z jego własnej inicjatywy i nie miała oficjalnego charakteru" - zeznał minister Jurij Uszakow.

Z kolei Paweł Kozłow, pracownik Federalnej Służby Ochrony, stwierdził, że 23 marca kierownictwo FSO Rosji poleciło mu zapewnienie bezpieczeństwa premierowi Donaldowi Tuskowi w czasie jego roboczej wizyty i spotkania z przewodniczącym Rządu Federacji Rosyjskiej Władimirem Putinem w obwodzie smoleńskim 7 kwietnia, także prezydentowi RP Lechowi Kaczyńskiemu z małżonką "w okresie jego prywatnej wizyty w Smoleńsku i Katyniu 10 kwietnia.

Podobnie zeznawał chociażby Siergiej Antufjew, gubernator obwodu smoleńskiego, który stwierdził, że "o prywatnej wizycie w Smoleńsku i Katyniu prezydenta dowiedział się pod koniec marca 2010 r. po zgłoszeniu do uzgodnienia projektu rozporządzenia prezydenta Federacji Rosyjskiej "O organizacyjnych przedsięwzięciach związanych z prywatną wizytą 10 kwietnia 2010 roku w Federacji Rosyjskiej Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego"".

Antufjew zeznał, że uzgodnił ten projekt i odesłał do MSZ. Z relacji gubernatora wynika, że projekt nie przewidywał udziału przedstawicieli administracji i organów władzy państwowej obwodu smoleńskiego w organizacji wizyty prezydenta. Poszczególnymi kwestiami tej wizyty miały zajmować się federalne organy władzy państwowej. Antufjew dodał jednak, że nie był przewidziany jego udział, podobnie jak władz federalnych, w samych uroczystościach w Katyniu. Warto tutaj przypomnieć również wypowiedź Władimira Ostrowienki, dyrektora Departamentu Protokołu Rządu Federacji Rosyjskiej, który zeznał, iż "w przygotowanie wizyty w Smoleńsku i Katyniu Lecha Kaczyńskiego pracownicy Departamentu Protokołu Rządu Federacji Rosyjskiej nie byli angażowani, ponieważ nie był planowany udział w tym przedsięwzięciu premiera Rosji".

Piotr Czartoryski-Sziler

Nasz Dziennik