logo
logo

Zdjęcie: arch/ Inne

W trudnych chwilach była oparciem dla męża

Niedziela, 2 czerwca 2013 (19:14)

Z Romanem Barszczem, przyjacielem rodziny Kuklińskich, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Znamy głównie płk. Ryszarda Kuklińskiego, natomiast o jego  zmarłej dziś żonie wiemy niewiele. Kim była Joanna Kuklińska?

– Przede wszystkim była Polką, Ślązaczką, matką dwóch synów, która wiele wycierpiała, i żoną człowieka, który musiał żyć w ukryciu. Ona, mimo wielu przeciwności, jakie zgotował im los, zawsze odważnie stała u boku swojego męża. Możemy sobie tylko wyobrazić, co ta kobieta  przeżyła, kiedy w ostatniej niemalże chwili dowiedziała się o przymusowym wyjeździe jej męża. Pamiętajmy, że kiedy Amerykanie proponowali wyjazd, to tylko Ryszardowi Kuklińskiemu, o rodzinie nie było w ogóle mowy. Dopiero Hania, bo tak do niej się zwracaliśmy, postawiła sprawę twardo i powiedziała: albo wyjeżdżamy wszyscy, albo nikt! Wówczas trzeba było wszystko raz jeszcze organizować. Należy też wspomnieć, że kiedy sprawa ta została załatwiona po jej myśli, to osobiście kierowała przygotowaniami do wyjazdu z Polski. Rysiek miał za dużo spraw na głowie, natomiast Hania – księgowa, swoim chłodnym umysłem ogarniała wszystko. Ciążyło na niej wielkie brzemię odpowiedzialności. Można powiedzieć, że była takim filarem, na którym w trudnych chwilach Ryszard Kukliński mógł się oprzeć, na nią mógł zawsze liczyć.

Już w Stanach Zjednoczonych przeżyła wraz z mężem wielką tragedię, śmierć dwóch synów…

– Z pewnością była to wielka tragedia, a ona w obliczu takich nieszczęść zachowała wyjątkowy spokój i opanowanie. W 1994 r. został śmiertelnie potrącony przez samochód ich syn Waldemar. Rysiek wyjechał na kilka dni w sprawie podjęcia ciała i załatwienia wszystkich formalności związanych z pogrzebem. Kiedy przyjechał, powiedział żonie, że załatwiał sprawy pogrzebowe Waldka. Ona jak gdyby nie zareagowała na to. Wówczas Kukliński wybuchnął, mówiąc: Haniu, czy ty już nie potrafisz nawet płakać? Na co ona odpowiedziała: A co to, Rysiu, da… Nie świadczy to wcale o jej twardym sercu, ale o pewnej odporności, jaką przez te wszystkie lata musiała w sobie wypracować po wyjeździe z Polski i tej nagonce, jaka rozpętała się przeciwko całej ich rodzinie, która została okrzyknięta przez reżim komunistyczny zdrajcami. Dlatego u boku swego męża bardzo mężnie znosiła wszystko, co zgotował im los, także śmierć najpierw jednego, a potem drugiego syna.

Jak wdowa do płk. Kuklińskim przeżyła śmierć swego męża?

– Po śmierci i po pogrzebie Ryśka poprosiła mnie, abym zawiózł ją na ul. Rajców w Warszawie, gdzie kiedyś w budynku ośmiosegmentowym, jeszcze przed wyjazdem z Polski, w jednym z segmentów mieszkała rodzina Kuklińskich i który w tak dramatycznych okolicznościach musiała opuścić. Kiedy Hania wysiadła z samochodu, nie miała nawet siły, a może po prostu nie chciała wejść do środka. Patrzyła jedynie na witające i zapraszające ją do wnętrza zakonnice, które  zajmowały to miejsce, szklanymi, nieobecnymi oczami, i powiedziała tylko, że nie może. Po tym całym wysiłku, mając przecież świadomość, co zrobił jej mąż dla Polski, ale też Europy i świata, cały czas była silna i mężna, a jednocześnie bardzo skromna. Zdawała sobie sprawę z jego zasług, była też świadoma krzywd, jakich doznali w czasie wspomnianej już nagonki. Czy może być większa tragedia dla osoby, która towarzyszyła pułkownikowi jako żona i przyjaciółka na dobre i złe, kiedy po jego śmierci nie może nawet wejść do ich dawnego  domu, gdzie dawniej razem z dziećmi mieszkali.

Jak wyglądały jej związki z Polską?

– Bardzo przeżywała rozłąkę z Polską, za którą tęskniła. Była dobrym człowiekiem. Szmat ziemi, około półtora hektara, przekazała – jak zapisano w akcie notarialnym – pod budowę kościoła w gm. Wawer pod Warszawą. Wszystkie polonica, cały księgozbiór Kuklińskich przekazała na rzecz Uniwersytetu Wrocławskiego. Podobnie było z jachtem, który został przekazany Chrześcijańskiej Szkole pod Żaglami. Został on ochrzczony jako „Strażnik poranka” i pływał z polską młodzieżą m.in. po Bałtyku i Morzu Śródziemnym.        

 

Przez ostatnie lata Pan zajmował się sprawami wdowy po płk. Kuklińskim?

– Miałem pewne pełnomocnictwa od Ryśka, a także od jego żony Hani, i reprezentowałem ich w wielu sprawach. Chodziło m.in. o płacenie podatków itp. Wykonywałem zatem pewne czynności administracyjne, które mi powierzyli. Przy czym cały czas utrzymywaliśmy kontakt i nie ulega wątpliwości, że wraz z żoną byliśmy uczuciowo związani z Ryśkiem i Hanią Kuklińskimi. Jej śmierć sprawiła nam wielki ból.

Dziękuję za rozmowę.

NaszDziennik.pl