We wtorek 1 września odbyła się kolejna pikieta kampanii #StopABOTAK. Początkowo nie różniła się niczym od innych, których przez ostatnie półtora roku było już niemal 200. Jednak tym razem na miejsce podjechał samochód z Centrum Bezpieczeństwa Miasta Stołecznego Warszawy, a urzędnik, który z niego wysiadł, nagle rozwiązał zgromadzenie. Dlaczego ta pikieta zakończyła się inaczej niż poprzednie?
– Bardzo dokładnie analizujemy w tej chwili nagrania z kamerek, które mieli przy sobie wolontariusze Fundacji. Bazujemy na nagraniach oraz na bezpośrednich relacjach uczestników pikiety. Już w trakcie jej trwania dawali mi znać, że ma miejsce nietypowa sytuacja. Na początek okazało się, że w miejscu zgromadzenia stoi samochód Centrum Bezpieczeństwa Miasta Stołecznego Warszawy, było też znacznie więcej radiowozów policyjnych niż zwykle. Po rozpoczęciu zgromadzenia pojawili się urzędnicy z urzędu miasta i pod błahym pretekstem – zdaje się, że chodziło o przejście na chodniku – arbitralnie uznali, że rozwiązują zgromadzenie. Wtedy do akcji wkroczyła policja. Akcją dowodził znany w Warszawie funkcjonariusz, który często zajmuje się właśnie rozbijaniem różnych prawicowych wydarzeń w Śródmieściu, np. przed Pomnikiem Smoleńskim. Charakterystyczna osoba, pewny siebie i impertynencki wobec naszych dziewczyn, które prowadziły pikietę. Policjanci zaszli obrońców życia od tyłu i bezceremonialnie zaczęli rozmontowywać zamocowane banery, zabierali także sprzęt nagłaśniający, po drodze naruszyli stelaże, pozrywali linki, a nasze wyposażenie wywieźli radiowozem.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

