Miliony złotych długu, zaległości w wypłatach wynagrodzeń pracowników oraz zobowiązań wobec dostawców. Polska Żegluga Bałtycka w Kołobrzegu, która przede wszystkich obsługuje ruch promowy z krajami Skandynawii, m.in. ze Świnoujścia do Szwecji, znalazła się na skraju bankructwa. – Poprzedni rząd Donalda Tuska już kilkakrotnie podchodził do prywatyzacji Polskiej Żeglugi Bałtyckiej (PŻB), ale ostatecznie nie zdążył jej sprzedać. Teraz znowu mamy do czynienia z działaniami nakierowanymi na pozbycie się Polskiej Żeglugi Bałtyckiej z tą różnicą, że zmierzają one do jej likwidacji – mówi „Naszemu Dziennikowi” poseł PiS Marek Gróbarczyk, były minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej. Zaznacza, że Polska Żegluga Bałtycka pełni dziś kluczową rolę w dziedzinie realizacji usług promowych łączących Polskę ze Skandynawią. – To kluczowa firma, jeśli chodzi o organizację transportu do Skandynawii, której olbrzymią wartość stanowią sloty, czyli możliwość zawijania do portów. Zakusy na przejęcie tego rynku przez prywatyzację albo likwidację przedsiębiorstwa nie osłabły. Głównym konkurentem są obecnie niemieckie TT-Line wpuszczone do Polski za czasów rządów Donalda Tuska, a także Finnlines, część Grimaldi Group, które również prowadzą bardzo agresywną ekspansję i mogłyby być zainteresowane przejęciem polskich slotów. Sytuacja wygląda tak, jakbyśmy mieli do czynienia z celowymi działaniami zmierzającymi do upadku PŻB – zauważa Marek Gróbarczyk.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

