logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Państwo dłużnikiem Kościoła

Piątek, 21 czerwca 2013 (02:00)

Kościół został pokrzywdzony przez państwo – wynika z raportu opracowanego na zlecenie komisji konkordatowych rządu i Episkopatu. Suma, jaka powinna zostać wzięta pod uwagę przy ustalaniu odpisu podatkowego, to 162,5 mln zł rocznie, a nie – jak ustalono – 96 mln zł, które państwo przeznaczyło na Fundusz Kościelny

 

Na zlecenie komisji konkordatowych rządu i Episkopatu opracowaniem raportu zajmował się ks. prof. Dariusz Walencik z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Opolskiego. Strona kościelna przyjęła już opracowany dokument. O przyjęciu raportu do wczoraj miała zdecydować strona rządowa.

Jednak, nie podając powodu, dokumentu nie przyjęła. W raporcie przedstawiono wyliczenia Biura do spraw Wyznań URM dokonane w 1994 roku. Wynika z nich, że na podstawie ustawy o dobrach martwej ręki państwo przejęło od Kościoła katolickiego nieruchomości ziemskie o łącznym obszarze około 120 tys. hektarów. Od tego należy odjąć to, co Komisja Majątkowa zwróciła lub przekazała jako grunty zamienne z powodu nienależytego wykonania tejże ustawy (49 200 ha) oraz grunty upaństwowione, ale pozostające w rękach Kościoła, z których proboszczowie mogli otrzymywać dochody (5471,2 ha). Tak więc masę Funduszu Kościelnego powinny stanowić aktualnie nieruchomości o obszarze 65 329 ha (59 906,5 ha przeliczeniowych), które nie zostały zwrócone Kościołowi.

„Oparcie Funduszu Kościelnego o dochody z tych majątków i nieruchomości, zgodnie z przepisem ustawy, o której mówimy, wymagałoby zaangażowania z budżetu państwa kwot znacznie większych niż przekazywane dotychczas na rzecz Funduszu dotacje budżetowe” – wyliczał 13 grudnia 1994 r. na forum komisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektu ustawy o ratyfikacji konkordatu między Stolicą Apostolską a Rzecząpospolitą Polską dyrektor generalny Urzędu Rady Ministrów Marek Pernal. Jak wskazywał wówczas, z szacunków tych wynika, że w roku 1994 dochód z przyjętych przez państwo nieruchomości mógłby być określony na blisko 457 mld zł, tj. na poziomie czterokrotnie wyższym niż faktyczne środki, jakie państwo przekazało na rzecz Funduszu. „Przypominam, że jest to 110 mld zł.

Za podstawę tego szacunku przyjęto owe 134 000 ha gruntów i przeciętny dochód z pracy w rolnictwie nieuspołecznionym z 1 ha przeliczeniowego, który w 1993 i 1994 r. ustalony został na poziomie 4 mln 480 tys. zł zgodnie z zarządzeniem ministra pracy i polityki socjalnej z dnia 26 lipca 1993 r. w sprawie określenia wysokości przeciętnego dochodu z pracy w rolnictwie nieuspołecznionym z 1 ha przeliczeniowego” – informował Marek Pernal.

Tu trzeba wyjaśnić, że podane przez niego sumy są przed denominacją. Pernal wyjaśniał także, że przedstawiony przez niego szacunek jest najniższy z możliwych, ponieważ przyjął najniższą spośród występujących w dostępnych i publikowanych źródłach kategorię dochodu. – Przy przyjęciu wyższej sumy kwota ta musiałaby być wielokrotnie wyższa – mówił.

Zdaniem strony kościelnej, która przyjęła raport, suma 162,5 mln zł, a nie 96 mln zł, które w obecnym roku państwo przeznaczyło na Fundusz Kościelny, powinna być brana pod uwagę przy wyznaczaniu wysokości odpisu podatkowego, który ma zastąpić dotychczasowy Fundusz Kościelny. Znając te dane, na początku negocjacji ze stroną rządową Kościół wysunął propozycję 1 proc. odpisu podatkowego.

„Tylko bowiem taki odpis zagwarantowałby Kościołowi to, co rzeczywiście mu się należy z tytułu zastąpienia Funduszu Kościelnego innym rozwiązaniem” – zaznaczała strona kościelna. Niestety, dane te nie zostały w żaden sposób uwzględnione przez stronę państwową, która zgodziła się jedynie na 0,5 proc. odpisu podatkowego. Rządzący nie chcą rozliczać Funduszu Kościelnego. Teraz w rozmowach z Kościołem stawiają niejako „grubą kreskę” i odcinają się od historii.

Warto dodać, że strona kościelna ma jeszcze możliwość dochodzenia swoich praw na trzech drogach: sprawy sądowej, na Ziemiach Zachodnich i Północnych upominania się u wojewodów o zwrot mienia, a na terenie całej Polski przez pisma do wojewodów o uwłaszczenie terenów, które posiada, a do których nie ma dokumentów.

Małgorzata Pabis

Nasz Dziennik