MSZ zapewnia, że walczy z „polskimi obozami śmierci” i pomaga osobom, które pozwały niemieckie wydawnictwa. Jeśli resort będzie się obawiał używania sformułowania „niemieckie obozy”, to żadna akcja przed sądami krajowymi i międzynarodowymi nie będzie miała najmniejszego sensu – ripostują posłowie opozycji.
Wiceminister Beata Stelmach zapewniała wczoraj w Sejmie, że resort od 9 lat prowadzi „intensywną kampanię informacyjno-edukacyjną”. Jej celem ma być uświadomienie istoty historii nazistowskich obozów koncentracyjnych w okupowanej Polsce i przeciwdziałanie szerzeniu błędnych sformułowań typu: „polskie obozy zagłady”. Na niefortunny skrót myślowy – na temat którego wypowiadała się Stelmach, odpowiadając na pytania posłów – wskazali parlamentarzyści.
Preferencje dla powodów
– Proszę zwrócić uwagę, że na początku swojego wystąpienia użyła pani sformułowania: „nazistowskie obozy zagłady”. Problem polega na tym, że musimy konsekwentnie mówić, że były to obozy niemieckie. Jeśli to się wymywa ze świadomości społecznej, to niedługo nie będzie wiadomo, czyje one były. To dlatego pojawiają się sformułowania na temat „polskich obozów zagłady” – zwracał uwagę poseł Jarosław Sellin. Razem z Kazimierzem M. Ujazdowskim (obaj z PiS) pytał on MSZ o konkretną pomoc osobom, które wytoczyły powództwa w tej sprawie. Chodzi o pomoc doradczą, ekspercką, informacyjną i prawną, choćby w zakresie tłumaczenia dokumentów procesowych. – Albo chwalimy się decyzją UNESCO o wpisaniu określenia „niemiecki”, albo obawiamy się użycia sformułowania „niemiecki” – tłumaczył Ujazdowski.
Posłowie chcieli się dowiedzieć, czy resort uruchomił instytucjonalny mechanizm pomocy tym wszystkim Polakom, również za granicą, którzy zdecydują się na proces sądowy przeciwko wydawnictwom i mediom używającym tego typu sformułowań. – Są to w istocie procesy o ochronę dobrego imienia Polski, mają charakter publiczny, a nie prywatny. Dlatego pytanie o konkretne formy pomocy jest jak najbardziej na miejscu – podkreślał poseł. – Potrzebny jest nam precedensowy i jednoznaczny wyrok sądowy, na który można byłoby się powoływać – dodał Sellin.
MSZ – choć monitoruje media, interweniuje za pośrednictwem dyplomatów i udziela pomocy prawnej – nie wypracowało jednak do końca mechanizmu wspierania podmiotów (kancelarii prawnych, osób prywatnych), które składają pozwy. Przykładem mogą być dwie sprawy.
Jedna z nich to proces, który ruszył 13 września ubiegłego roku. To pierwsza taka sprawa w Polsce. Zbigniew Osewski domaga się od niemieckiego koncernu wydawniczego Axel Springer przeprosin w głównych polskich dziennikach i zadośćuczynienia w kwocie 500 tys. zł na rzecz Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego im. Marii Konopnickiej w Świnoujściu. Pełnomocnikiem Osewskiego jest mec. Lech Obara ze Stowarzyszenia Patria Nostra. Sprawa dotyczy użycia sformułowania „polski obóz koncentracyjny” w jednym z numerów „Die Welt” z 2008 roku.
Najpierw trafiła ona do Sądu Okręgowego w Warszawie, który odrzucił pozew, uznając, że polskie sądy nie są właściwe do rozstrzygania sporu prawnego wobec niemieckiej spółki prawa handlowego. Jednak w 2010 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, że wydawca „Die Welt” może być pozwany przed sąd w Polsce za zwrot „polski obóz koncentracyjny”. Uznał, że skoro artykuł „Die Welt” rozpowszechniono w Polsce zarówno w formie papierowej, jak i elektronicznej, to obywatel polski doznał na terenie Polski krzywdy, wynikającej z naruszenia jego sfery psychicznej, związanej z godnością i tożsamością narodową, a w związku z tym również krajowy sąd może rozstrzygać jego żądanie.
Drugie powództwo to sprawa Janiny Luberdy-Zapaśnik, w dzieciństwie więzionej w niemieckim obozie w Potulicach koło Piły. Trafiła tam, mając 11 lat, w 1941 roku, razem z rodzicami i czworgiem młodszego rodzeństwa. Ocalała tyko ona. Luberda-Zapaśnik zaskarżyła sformułowanie „polski obóz zagłady”, dotyczący obozów koncentracyjnych w Sobiborze i Treblince, które znalazło się w dwóch publikacjach na internetowym portalu niemieckiego tygodnika „Focus”: „Filmemacher Claude Lanzmann erhalt Ehrenbar der Berlinare” oraz „Aufstand im Warschauer Ghetto”. Pozew o naruszenie dóbr osobistych wpłynął na początku czerwca tego roku do Sądu Okręgowego w Olsztynie.
Wskazówki procesowe
Ministerstwo potwierdza, że znane są mu powództwa osób, które starają się o zaprzestanie używania wadliwych kodów pamięci. Przyznaje, że obie sprawy są precedensowe, bo mecenas Obara wytoczył je przed polskimi sądami, choć pozwy dotyczą publikacji niemieckich. Stelmach zapewniała wczoraj, że MSZ jest w stałym kontakcie z kancelarią Obary, która na bieżąco udziela mu informacji. Resort zapewnia też, że konsultuje z kancelarią dane powzięte z monitoringu mediów i organizuje spotkania z jego prawnikami. – O większy zakres współpracy kancelaria nie występowała i nie było o tym mowy – powiedziała Stelmach.
– W czasie gdy wiceministrem był prof. Janusz Cisek, wpisano do programu polityki historycznej współpracę ze stowarzyszeniem w zakresie zwalczania, również prawnie, negatywnego wizerunku Polski prezentowanego w mediach zagranicznych. Dokonano nawet pewnych ustaleń i podjęliśmy już pewne działania. Po odejściu pana Ciska sprawa ucichła. W kwietniu zwrócił się do nas wiceminister Andrzej Nowak-Farr z nową propozycją współpracy, która dotyczy organizacji konferencji naukowej, z czego bardzo się cieszymy, bo jest to ważna inicjatywa. Ale wciąż liczymy na powrót ustaleń poczynionych z MSZ jeszcze w ubiegłym roku, które pozwolą na zintensyfikowanie naszych działań. W tym celu Stowarzyszenie Patria Nostra, które inicjuje procesy przeciwko mediom zagranicznym, zwróci się do wiceminister Beaty Stelmach i ministra Radosława Sikorskiego z prośbą o spotkanie w celu omówieniu konkretów – mówi mec. Lech Obara.
We wrześniu br., z inicjatywy MSZ i we współpracy z uniwersytetami: Gdańskim, Warszawskim i Adama Mickiewicza w Poznaniu, odbędzie się konferencja naukowa na temat zjawiska używania przez zachodnie media określenia „polskie obozy koncentracyjne”. Jej efektem ma być publikacja wskazówek procesowych dla osób występujących z pozwami.
Resort spraw zagranicznych zapewnia, że polskie placówki na świecie zostały wyposażone w odpowiednie „instrumenty merytoryczne” i zobligowane do „reagowania zdecydowanie i bezzwłocznie na rażące błędy historyczne pojawiające się w zagranicznych formach wymiany opinii takich jak: media, publikacje naukowe i serwisy internetowe”. Przypadki użycia sformułowania „polskie obozy koncentracyjne” są stale monitorowane – zapewnia MSZ, twierdząc, że użycie frazy „polskie obozy koncentracyjne”, po zdecydowanej interwencji polskich dyplomatów, kończy się sprostowaniem i przeprosinami.
Ze względu na zróżnicowany porządek prawny w poszczególnych krajach regulujących rynek mediów, np. przyzwolenie na stosowanie skrótów myślowych, uznano, że najskuteczniejszym narzędziem jest interwencja dyplomatyczna. Ma w tym pomagać decyzja UNESCO z 2007 roku, by poobozowe tereny Auschwitz-Birkenau otrzymały na liście Światowego Dziedzictwa tytuł „Auschwitz-Birkenau. Niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady (1940-1945)”. Jarosław Sellin przypomniał wczoraj, że wpis ten został dokonany dzięki osobistym zabiegom ówczesnego wiceministra kultury Tomasza Merty, który 10 kwietnia 2010 r. zginął pod Smoleńskiem.

