logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Awantura o spółdzielnie

Wtorek, 25 czerwca 2013 (02:00)

Krzyki, gwizdy, jednym słowem: awantura. Tak wyglądało wczorajsze wysłuchanie publiczne w sprawie złożonych w Sejmie projektów ustaw dotyczących spółdzielni mieszkaniowych.

 

W pewnym momencie trudno się było połapać, kto z kim i o co się kłóci. Wysłuchanie – czyli publiczna debata – odbyło się w ramach posiedzenia sejmowej komisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów ustaw z zakresu prawa spółdzielczego.

Wczorajsze spotkanie, zwołane na wniosek posła Andrzeja Dery z Solidarnej Polski (który sam na spotkaniu się nie pojawił), przebiegało w bardzo burzliwej atmosferze. Dyskutanci nawzajem sobie przerywali, komentowali głośno swoje wypowiedzi, co jakiś czas słychać było gwizdy, krzyki, buczenie.

W wysłuchaniu wzięło udział ponad tysiąc osób, w większości prezesów oraz członków zarządów i rad nadzorczych spółdzielni mieszkaniowych. I niektórzy posłowie komentowali, że w Sejmie zjawiła się nie reprezentacja spółdzielców, ale „spółdzielczej nomenklatury”.

To też nie ułatwiło debaty. Tak samo jak zbojkotowanie posiedzenia przez rząd – żaden z ministrów nie przyszedł na spotkanie ze spółdzielcami. Gros dyskusji odnosiło się do złożonych w Sejmie projektów dotyczących prawa spółdzielczego, a przedstawiciele spółdzielni nie zostawili suchej nitki zwłaszcza na dokumencie przygotowanym przez Platformę Obywatelską.

Zasadniczym celem regulacji stworzonej przez PO jest przekształcenie spółdzielni mieszkaniowych we wspólnoty mieszkaniowe – stałoby się to z automatu, na mocy samej ustawy. Niepotrzebna byłaby do tego uchwała podjęta przez zgromadzenie członków spółdzielni.

Poseł Lidia Staroń (PO), autorka tych zapisów, wielokrotnie podkreślała, że celem regulacji jest „oddanie spółdzielni spółdzielcom, a nie prezesom”, a więc – jak przekonywała – uzdrowienie spółdzielczości w Polsce.

Zamiarem Platformy jest przegłosowanie regulacji, która „ograniczy władzę zarządów, wprowadzi personalną odpowiedzialność za ich działania na szkodę spółdzielni lub jej członków”. Lidia Staroń przypomniała, że w nieruchomościach wybudowanych przez spółdzielnie po lipcu 2007 roku powstały już wspólnoty mieszkaniowe. A to znaczy, że ci mieszkańcy już korzystają z ustawy o własności lokalu (posiadają odrębne prawo do lokalu).

Jednak pomysłom PO twardo sprzeciwiają się spółdzielcy. Ich zdaniem, wbrew temu, co mówiła Staroń, członkowie spółdzielni więcej stracą, niż zyskają na przekształceniu spółdzielni we wspólnoty mieszkaniowe. Przede wszystkim podniesie to koszty utrzymania lokali.

– Obecnie spółdzielnie wykonują duży zakres prac remontowych, m.in. docieplenia budynków czy kosztowne remonty dachów. W spółdzielni mieszkaniowej fundusz remontowy jest kumulowany, prace remontowe nie są obciążane odsetkami od kredytów w przeciwieństwie do wspólnot mieszkaniowych, które zmuszone są zaciągać na te cele kredyty obciążające nie kogo innego jak właścicieli – zaznaczali przedstawiciele spółdzielców.

– Jesteśmy przekonani, że likwidacja spółdzielni mieszkaniowych spowoduje wzrost opłat i poróżni mieszkańców – ostrzegali.

Obecnie w naszym kraju funkcjonuje blisko 3,6 tys. spółdzielni mieszkaniowych. To duża społeczność, a jak przekonywali obrońcy tych powstałych w okresie PRL instytucji, „Sejm traktuje spółdzielnie jak swoją własność, na dodatek nielubianą i niechcianą”.

Niektórzy eksperci wskazują, że ta ustawa to nic innego jak ingerencja ustawodawcy w ustrój spółdzielni mieszkaniowych. Tymczasem budżet państwa do spółdzielni nie dopłaca, a dostaje od nich podatek dochodowy i podatek VAT – część tych danin wzmacnia także budżety samorządowe.

Prezesi straszyli też posłów tym, że likwidacja spółdzielczności mieszkaniowej w obecnym kształcie grozi poważnymi następstwami: przestaną istnieć świetlice, domy kultury, place zabaw oraz inne elementy infrastruktury finansowane przez spółdzielnie.

– Przepisy proponowane przez PO powodują pozbycie się majątku spółdzielczego, który jest własnością wszystkich mieszkańców spółdzielni i który jest gwarantem bezpieczeństwa mieszkańców – powiedział w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Jerzy Okulicz, prezes Olsztyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

– W naszym kraju niestety samorządy w wielu przypadkach wyprzedały już majątek spółdzielni kapitałowi zagranicznemu. Czy jest przykład, by to spółdzielnie wyprzedawały majątek? Nie ma – konstatuje Okulicz.

– Wcześniej zniszczono duże zakłady, teraz przyszła kolej na spółdzielczość. Nie może ona konkurować z zachodnimi koncernami, które nie płacą podatku, więc to, co polskie, trzeba zniszczyć – konstatuje Andrzej Ślązak ze spółdzielni mieszkaniowej PAX w Warszawie.

Podczas wysłuchania pojawiły się też głosy broniące projektu PO. – Mamy nadzieję, że wszyscy posłowie, którzy popierają konstytucyjną równość wszystkich obywateli wobec prawa, poprą ten projekt. Nikt lepiej od właściciela nie dopilnuje jego majątku. Czas skończyć ze stalinowskim rozumieniem własności, którą rozumiano wyłącznie jako prawo do użytkowania – przekonywał Janusz Okurowski, wiceprezes Krajowego Związku Lokatorów i Spółdzielców.

Nic o nas bez nas

Zdaniem poseł Gabrieli Masłowskiej (PiS), wczorajsze spotkanie było jedynie marnowaniem czasu. – Krzyki, gwizdy, komentarze rzucane przez jedną grupę w stronę drugiej. To pokazuje, jak wiele problemów jest przed nami do rozwiązania. Tym musi się zająć przede wszystkim ustawodawca – mówiła Masłowska.

Jej zdaniem, projekt PO wprowadza wiele chaosu i niebezpiecznych rozwiązań. Niezwykle groźny dla integralności spółdzielni jest przepis, który mówi, że wystarczy, by tylko jeden lokator danej nieruchomości wydzielił własność, by cała ta nieruchomość została ze spółdzielni wyłączona. Nawet gdy nie chcą tego pozostali jej członkowie.

– Pierwsze wyodrębnienie lokalu w danej nieruchomości powoduje automatycznie powstanie wspólnoty. Członkiem tej wspólnoty będzie z jednej strony ten spółdzielca, który się wyodrębnił, a z drugiej strony – spółdzielnia.

W tak ważnych sprawach nie można narzucać obywatelom przynależności do takiej czy innej korporacji. Mocą ustawy chce się przyspieszyć proces powstawania wspólnot, gdzie członkami będą spółdzielnie mieszkaniowe. To rodzi wiele problemów – uważa poseł Masłowska.

Po pierwsze, jeśli w jednej spółdzielni powstanie kilka czy kilkanaście wspólnot, to pojawia się pytanie, co z majątkiem wspólnym, jak on ma być podzielony.

– Są to przepisy i pomysły, które są nieobliczalne w skutkach – ocenia Masłowska. – Są dobre i złe wspólnoty, dobre i złe spółdzielnie. Nie można jednak narzucać obywatelom siłą takich radykalnych rozwiązań, do końca niejasnych, jeśli chodzi o intencje ich autorów – ocenia Gabriela Masłowska.

Anna Ambroziak

Aktualizacja 25 czerwca 2013 (08:56)

Nasz Dziennik