„Nasz Dziennik” sprawdził, dlaczego opinia dotycząca stanu psychoemocjonalnego załogi Tu-154M będzie uzupełniana.
Braki, niejasności lub wewnętrzna sprzeczność – to możliwe przyczyny konieczności uzupełnienia opinii psychologicznej członków załogi. Prokuratura wojskowa otrzymała dokument niemal po dwóch latach prac biegłych z Kliniki Psychiatrii i Stresu Bojowego Wojskowego Instytutu Medycznego.
Śledczy uznali jednak, że dokument musi zostać uzupełniony. Prokuratorzy nie tylko nie poinformowali, jakie są zasadnicze tezy zawarte w opinii biegłych, ale też już zaznaczyli, że po uzupełnieniu ekspertyza zostanie ujawniona jedynie w nieznacznych fragmentach. Wszystko to z uwagi na fakt, że zawarte w niej informacje na temat pilotów są wrażliwe.
Pytani o to, jakie elementy opinii wymagają uzupełnienia, prokuratorzy odpowiadają ogólnie, zasłaniając się art. 210 kodeksu postępowania karnego. Ten zaś wskazuje, że opinię uzupełnia się, jeżeli jest niepełna lub niejasna albo gdy zachodzi sprzeczność w samej opinii.
– W ocenie prowadzącego śledztwo, pewne elementy opinii wymagają uzupełnienia z tych właśnie przyczyn. O zakresie, w jakim opinia będzie uzupełniana, nie informujemy – podkreśla ppłk Janusz Wójcik, p.o. rzecznik Naczelnego Prokuratora Wojskowego.
Opinia powstała m.in. w oparciu zarówno o relacje personelu rozformowanego 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, jak i dokumenty z okresowych badań psychologicznych załogi.
Z dotąd ujawnionych informacji wynika, że piloci cieszyli się dobrą opinią, i jako koledzy, i jako fachowcy. Wcześniej opinię na temat załogi sporządził Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK), który uznał, że dowódca Tu-154M miał osobowość konformistyczną, a wpływ na jego stan psychiczny i podejmowanie decyzji miały m.in. brak doświadczenia i umiejętności, strach przed konsekwencjami w przypadku niewylądowania w Smoleńsku oraz obecność w kabinie pilotów osoby trzeciej.
Z kolei tzw. komisja ministra Jerzego Millera wykryła u dowódcy zjawisko „tunelowania poznawczego” oraz ukierunkowanie na wykonanie zadania przy biernej postawie mało doświadczonej załogi, która podporządkowywała swe działania decyzjom dowódcy.
W dotychczasowych badaniach właściwie pomijana jest rola smoleńskiej wieży kontroli lotów i brakuje rzetelnej analizy psychologicznej personelu pracującego tam w dniu katastrofy. Według Rosjan, działania personelu naziemnego nie miały wpływu na katastrofę. Komisja Millera wytknęła kontrolerom chaotyczne działanie, małe doświadczenie w sprowadzaniu samolotów wielkości zbliżonej do Tu-154M.
Obsłudze wieży zarzucono „brak samodzielności w działaniu, unikanie odpowiedzialności, brak jednoznacznych decyzji o konieczności zamknięcia lotniska w związku z utrzymującymi się warunkami atmosferycznymi poniżej minimum lotniska i błędy w precyzyjnym naprowadzaniu samolotu” oraz „utratę świadomości sytuacyjnej”. Błędy Rosjan uznano za „mające wpływ” na zdarzenie lotnicze – jako jedne z wielu.
Czy praca kontrolerów stanie się przedmiotem analiz ekspertów pracujących dla prokuratury? Śledczy dotąd sygnalizowali, że będzie zlecona opinia fonoskopijna dotycząca rozmów na wieży (po zakończeniu prac nad analizą nagrań z samolotu Jak-40), ale na razie nie wiadomo, czy towarzyszyć jej będzie także opinia psychologiczna. NPW w tej kwestii wypowiada się wstrzemięźliwie.
– Aktualnie taka opinia nie została wywołana. O planach czy zamierzeniach nie informujemy – zaznacza prokurator Wójcik.

