Od ponad roku skazany prawomocnie za torturowanie żołnierzy AK i WiN funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa Jerzy Kędziora powinien przebywać w więzieniu. Ale po wniesieniu kasacji Sąd Najwyższy zawiesił mu wykonanie kary.
Rozprawa kasacyjna ma się odbyć jutro. Były funkcjonariusz komunistycznego Urzędu Bezpieczeństwa został w czerwcu ubiegłego roku skazany przez Sąd Okręgowy w Warszawie na trzy lata więzienia za znęcanie się nad więźniami politycznymi okresu stalinowskiego. Ale nie odsiedział z tego wyroku ani dnia. Prawomocny wyrok oznacza, że skazaniec powinien się spodziewać wezwania do odbycia kary, co raczej nie nastąpiło. Sąd w tej sprawie nie posiada wiedzy, a służba więzienna odmówiła udzielenia informacji.
Tymczasem obrona Jerzego Kędziory wniosła kasację do Sądu Najwyższego, który po wielu miesiącach zawiesił karę.
– Skazany prawomocnym wyrokiem Jerzy Kędziora nie odbywa kary pozbawienia wolności, ponieważ 10 września 2012 r. wniesiona została w tej sprawie kasacja do Sądu Najwyższego, który po przyjęciu sprawy do rozpoznania wydał postanowienie o wstrzymaniu wykonania zaskarżonego orzeczenia – informuje „Nasz Dziennik” sędzia Maja Smoderek, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Warszawie.
Jak podkreślają prawnicy, takie decyzje Sądu Najwyższego są niezwykle rzadkie. Nie znamy uzasadnienia orzeczenia sędziów, ale być może kierowali się wiekiem (Kędziora miał w chwili skazania 86 lat) czy też stanem zdrowia byłego funkcjonariusza UB.
Co więcej, decyzja o wstrzymaniu wykonania tego wyroku została wydana dopiero po pół roku od momentu złożenia wniosku przez obronę.
– Sąd Najwyższy postanowieniem z 21 lutego 2013 r. wstrzymał wykonanie zaskarżonego orzeczenia – przyznaje Teresa Pyźlak z Zespołu Prasowego Sądu Najwyższego.
Były sędzia, a obecnie adwokat Janusz Wojciechowski zaznacza, że od strony formalnej SN mógł podjąć taką decyzję, ale cała ta sprawa niezwykle rozwlekła się w czasie. – To jest taka przewlekłość, która nie znajduje uzasadnienia – ocenia Wojciechowski.
Rozpatrzenie kasacji wniesionej przez obrońcę Kędziory ma nastąpić dopiero teraz. – Termin rozpoznania kasacji obrońcy skazanego został wyznaczony na 19 września – informuje Pyźlak.
Kędziora został skazany w styczniu 2012 r. przez Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów za to, że w 1948 r. znęcał się fizycznie i psychicznie nad żołnierzami AK Wacławem Sikorskim i Władysławem Jedlińskim. Kędziora przesłuchiwał ich w mokotowskim więzieniu wielokrotnie i przez wiele godzin, a więźniowie byli brutalnie bici gumą czy żelazem owiniętym w ręcznik.
– Przychodził tylko, jak mu się coś nie podobało, i niemiłosiernie tłukł – opowiadał Wacław Sikorski. Był to przejaw swoistej gorliwości ubeckiej, ponieważ Jerzy Kędziora nie prowadził tej sprawy. – Mój śledczy powiedział, że jak nie będę zeznawał, to „przyjdzie kpt. Kędziora” i będzie źle, stąd znam jego nazwisko – mówił na procesie Sikorski.
W mowie końcowej podczas procesu funkcjonariusza UB prokurator Instytutu Pamięci Narodowej Edyta Myślewicz podkreśliła, że Jerzy Kędziora był szczególnie zaufanym śledczym, ponieważ służył m.in. w tajnej komórce UB tropiącej rzekomych zdrajców wśród komunistów.
Według pełnomocnika Sikorskiego mecenas Izabeli Skorupki, Kędziora był „prawą ręką” Adama Humera, osławionego szefa departamentu śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (Humer został skazany w latach 90. na 7,5 roku więzienia za dokonanie zbrodni komunistycznych, zmarł w 2001 roku w trakcie przerwy w odbywaniu kary).
Kędziora podczas przesłuchań odbił Sikorskiemu nerki, złamał nos, a po jednym z uderzeń stracił on słuch w lewym uchu, ponieważ pękł mu bębenek. Obaj byli zamykani w karcerze, na noc skuwano ich kajdankami, przypalano włosy, ubliżano im i grożono. Wszystko po to, aby przyznali się do rzekomego szpiegostwa.
Wyrok ten w czerwcu ub.r. podtrzymał Sąd Okręgowy w Warszawie, ale obniżył wymierzoną karę z 4 do 3 lat więzienia. Uzasadnił to tym, że Kędziora opiekuje się chorą osobą, a poza tym „przez większość życia żył zgodnie z prawem”. – Niech posiedzi choć trochę. Ja w więzieniu za nic spędziłem 8 lat – powiedział po wyroku Sikorski.
Kędziora podczas procesu twardo nie przyznawał się do zarzutów, twierdząc, że sprawa ma „charakter polityczny”, a on nie stosował żadnej przemocy. Co więcej, twierdził, że „był znany z kulturalnych zachowań wobec przesłuchiwanych”. Według psychologa, Kędziora „manipulował swymi zasobami pamięci”.
Po odejściu z resortu bezpieczeństwa pracował m.in. jako nauczyciel przysposobienia obronnego w jednym z warszawskich liceów, gdzie chwalił się tym, jak to łamał kości „bandytom”. A w ostatnich latach zapowiadał napisanie wspomnień o „ludowej” partyzantce, mimo że w 1992 r. pozbawiono go uprawnień kombatanckich.
Kędziora został skazany tylko za ułamek swojej niesławnej działalności w MBP. A brał on udział w wielu kluczowych śledztwach przeciwko żołnierzom walczącym z władzą komunistyczną. Prowadził m.in. sprawy mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, legendarnego dowódcy Armii Krajowej, czy prezesa II Zarządu WiN Franciszka Niepokólczyckiego. Za stosowanie brutalnych metod przesłuchania został skazany jeszcze w 1955 r., ale szybko zwolniono go z więzienia.
Po wielu perypetiach udało się warszawskiemu pionowi śledczemu IPN postawić Kędziorę przed sądem jedynie za znęcanie się nad żołnierzami AK Jedlińskim i Sikorskim. – Znam wiele osób, z którymi siedziałem, a których tłukł Kędziora: Hieronim Dekutowski, Edmund Tudruj, Arkadiusz Wasilewski, Jerzy Jedliński, Włodzimierz Lechowicz, Stanisław Nienałtowski – mówił w sądzie Sikorski.
Wśród przesłuchiwanych przez niego był także płk Łukasz Ciepliński, co przyznał sam Kędziora. Prokuratorzy z IPN informowali kilka lat temu, że chcieliby oskarżyć Kędziorę także za czyny wobec płk. Cieplińskiego, innych członków IV Zarządu WiN, ale rozkładają ręce, tłumacząc, że nie mają wystarczających dowodów.

