logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: arch/ Inne

Przywrócić pamięć bohatera

Sobota, 21 września 2013 (19:18)

Młody, pełny zapału do heroicznej walki o wolną Polskę, odważny, a przede wszystkim wierny Bogu i Ojczyźnie. O kim mowa? O Marianie Piekarskim ps. „Ryś”, żołnierzu wyklętym, o którym pamięć jest na nowo przywracana.

Kim był Marian Piekarski „Ryś”? Przyszedł na świat 8 stycznia 1927 r. w małej wiosce Berżniki koło Sejn. Harcerz, żołnierz Armii Krajowej, Armii Krajowej Obywatelskiej oraz organizacji Wolność i Niezawisłość.

– Choć był żołnierzem bardzo młodym, to jednak bardzo poważnie i odważnie wypełniał swoje zobowiązania wobec Pana Boga, Ojczyzny, rodziny i przyjaciół, a mimo to został uznany za zdrajcę i bandytę. Od małego kochał poważne rozmowy na temat obrony Polski, bohaterów, sławnych dowódców, wojska, służby Ojczyźnie i bliźnim. O takich ludziach jak Marian mówimy jako o ludziach sumienia. I chyba to było przyczyną jego „klęski” – wyjaśnił w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl ks. Piotr Kępa, kapelan harcerzy Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej (ZHR).

„Ryś” już jako szesnastoletni chłopak został zaprzysiężony do Armii Krajowej i brał czynny udział w walce o niepodległość Ojczyzny w czasie II wojny światowej. Umiłowania Polski i heroicznej walki o nią nauczył się w domu rodzinnym, a szczególnie od swojego ojca piłsudczyka. Młody Marian doskonale zdawał sobie sprawę, że oficjalne zakończenie wojny w rzeczywistości prawdziwym jej końcem  nie jest. Dlatego nie zaprzestał walki o wolną i niepodległą Polskę.

Ksiądz Piotr Kępa przypomniał, że Marian pochodził z Suwalszczyzny, gdzie miała miejsce obława augustowska zwana „małym Katyniem”, w czasie której Sowieci w lipcu 1945 r. „przy współpracy zdradzieckich władz polskich dokonali prawdopodobnie mordu na polskim społeczeństwie”.

– Ludzie ci zginęli bez wieści. Rodziny do dziś nie znają miejsca ani pochówku, ani przetrzymywania, ani ewentualnej wywózki ponad 600 osób z okolic Suwałk, Sejn i Augustowa. Zginęli, bo pomagali partyzantom walczącym o wolność kraju albo sami nimi byli. Marian należał do obydwu tych prześladowanych grup Polaków, bo pomagał innym wraz z rodziną i sam brał czynny udział jako partyzant. W domu Piekarskich na ul. Kolejowej, a dziś Podhorskiego, wielu partyzantów znajdowało azyl. Znajdowało się tu kilka schowków dla ludzi i ważnych rzeczy, a nawet szybkie tajemne przejście z drugiej strony domu – wyjaśnił kapłan.

„Ryś” zapłacił najwyższą cenę za pozostanie wiernym swoim ideałom i Ojczyźnie.

– Dostał rozkaz uwolnienia sześciu żołnierzy AK z suwalskiego więzienia mieszczącego się w pobliżu jego domu. Akcję przeprowadził zadziwiająco sprawnie. Najpierw bez żadnych podejrzeń zatrudnił się jako fryzjer w areszcie, aby swobodnie dostać się do niego i zdobyć zaufanie strażników. Po pewnym czasie – 13 marca 1945 roku – sprytnie sam przeprowadził całą akcję. Mając zaufanie strażników, zabrał im broń pod pretekstem, że weźmie ją do czyszczenia, co robił już niejeden raz. Potem znudzonych klawiszów upił wódką, aby stracili trzeźwość myślenia i działania, a następnie zamknął w jednym z pomieszczeń więziennych wszystkich tych strażników, którzy mogli stanąć mu na drodze do wyjścia – opowiada nasz rozmówca i dodaje, że w ten sposób „Marian tamtemu systemowi wymierzył policzek”.

– Osiemnastolatek ośmieszył komunistyczne zabezpieczenia i tamtejszą propagandę. Bez żadnego szkolenia, nowoczesnego sprzętu i zaplecza kilkunastoletni chłopak zbrojnie opanował więzienie i wyprowadził tego, kogo chciał – sześciu kolegów, żołnierzy Armii Krajowej, nikogo więcej. To był bolesny cios dla ówczesnej władzy. Właśnie dlatego komunistyczna propaganda nazywała młodego Piekarskiego bandytą, który uwolnił innych bandytów, przestępców i volksdeutschów, co było oczywistą nieprawdą – wyjaśnił ks. Kępa.

Bezprawie na sali kinowej

Za swój czyn Marian został aresztowany 7 kwietnia 1946 roku, czyli ponad rok po brawurowej akcji w więzieniu. Jego proces odbywał się w dniach 13-18 lipca w kinie Ton w Białymstoku. Wraz z „Rysiem” sądzono 24 innych żołnierzy Okręgu Białystok i Obwodu WiN Augustów-Suwałki.

– Do kina aresztowanych przywożono ciężarówkami z obstawą kilkudziesięciu kabewiaków. Więźniowie byli ubrani w stare, mocno zniszczone i brudne łachmany na większe pośmiewisko ludzi. Skuci kajdankami, a niejednokrotnie związani drutem kolczastym, pobici, niegdyś eleganccy kawalerowie w budzących podziw mundurach, teraz brudni i śmierdzący, bez własnych ubrań, wyzuci z wszelkiej godności – opisuje ks. Piotr Kępa i dodaje, że ci, którzy chcieli uczestniczyć w procesie, musieli kupić... bilet.

Na sali kinowej – zaadaptowanej na salę rozpraw – znajdowały się siostra Mariana – Irena Piekarska i jego sympatia – Władysława Wojnowska z Przerośli. Ostatnie słowo przerażone kobiety zamieniły z Marianem w chwilę po ogłoszeniu wyroku, kiedy salę opuszczał sąd. – Wtedy ukochany „Ryś” pocieszał siostrę, aby się nie martwiła, bo on już dawno pogodził się z karą śmierci, którą obiecali mu jeszcze w Suwałkach, zaraz po aresztowaniu. Prosił, aby nie płakała, i zapewniał, że śmierć nie jest taka straszna i bolesna nad to, co do tej pory z nim robili – powiedział nasz rozmówca, dodając, że mimo licznych starań nie pozwolono siostrze na widzenie z Marianem. Później okazało się, że wtedy, na sali sądowej, widzieli się po raz ostatni.

– Od ogłoszenia wyroku nikt ze znajomych i rodziny nie widział Mariana poza ks. Bodziakiem, który był oficjalnym kapelanem KBW. Napisał list do rodziców, że przed śmiercią wyspowiadał Mariana i udzielił mu Komunii Świętej. Napisał list ku pociesze rodziny, że syn państwa Piekarskich odszedł pojednany z Bogiem i z pełną pokory godnością. Na szczęście list zachował się do dziś i jest dostępny w siedzibie harcerzy w Suwałkach – wyjaśnił ks. Piotr Kępa.

Wyrok na Marianie Piekarskim „Rysiu” wykonano 11 września 1946 r. w Białymstoku. Do dziś dokładnie nie wiadomo, gdzie znajdują się jego szczątki. Symboliczne epitafium upamiętniające „Rysia” znajduje się przy grobie jego rodziców – Julianny i Stanisława.

Pamięć o „Rysiu” odżywa

Przez lata Marian był wypierany z pamięci rodaków. Ówczesna władza zabrała mu dobre imię, oskarżyła o bandytyzm. Pamięć o „Rysiu” oprócz kolegów z partyzantki wciąż przechowuje wspomniana siostra Irena. Sama należała do AK, była bliską przyjaciółką i współpracownikiem leśnych oddziałów tamtych lat. Obecnie to dziewięćdziesięcioletnia schorowana kobieta mieszkająca w Suwałkach.

Nadzieją na powrót bohaterskiego Mariana Piekarskiego są działania podejmowane przez młodych ludzi z Suwalszczyzny. Uczniowie i nauczyciele Gimnazjum im. Marii Konopnickiej w Suwałkach w ramach projektu „Rówieśnicy” nagrali etiudę upamiętniającą „Rysia”.

– To zapoczątkowało odkrywanie i propagowanie bohatera z Suwałk. Ponadto suwalscy harcerze ze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej włączyli się całym sercem w kultywowanie pamięci o Marianie, bo tak samo jak on ukochali Pana Boga, Ojczyznę i bliźnich. Ze względu na tę bliskość harcerze obrali „Rysia” za swojego bohatera, jakby świętego patrona. W więzieniu na menażce zostawił dla nas sentencję – przepis na udane życie: „Nic nie ma dla człowieka straconego, gdy mu pozostaje żywa i czynna wiara w Boga” – zaznaczył ks. Piotr Kępa, kapelan harcerzy ZHR, i wskazał, że Marian  Piekarski „Ryś” jest bohaterem nie tylko dlatego, że dzielnie wypełnił rozkaz, lecz głównie dlatego, że „nie wyparł się swoich ideałów w obliczu śmierci, że nie zdradził kolegów, biorąc odpowiedzialność za swoje czyny, za to, że nigdy nie płakał przed sądem i błagał o życie, o wybaczenie, nie składał pustych deklaracji”.

Jutro na portalu NaszDziennik.pl zostanie opublikowana rozmowa z ks. Piotrem Kępą dotycząca działań podjętych dla przywrócenia pamięci o Marianie Piekarskim „Rysiu”.

Izabela Kozłowska

NaszDziennik.pl