logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Operacja „Binienda”

Sobota, 5 października 2013 (02:00)

Aktualizacja: Sobota, 5 października 2013 (08:47)

Jak TVN24 przygotowuje materiały aspirujące do miana informacyjnych.

Program szkalujący naukowców zajmujących się niezależnymi badaniami katastrofy smoleńskiej ukazał się 24 września późnym wieczorem. Miało być o awanturnikach z profesorskimi tytułami „modelujących rzeczywistość”. Wszystko wskazuje jednak na to, że modelowaniem zajęła się TVN24.

W trakcie dwudziestominutowego filmiku dziennikarz Wojciech Bojanowski stara się przekonać, że rzetelnie zbiera informacje. Widzimy go w salach posiedzeń sejmowych komisji, na korytarzach uczelni, z telefonem i przed komputerem. Zdawać się może, że wszystkich o wszystko zapytał, sprawdził każdy szczegół i dzieli się z widzem prawdą.

Mamy liczne wypowiedzi profesorów Jacka Rońdy i Jana Obrębskiego, zarówno z konferencji poświęconych katastrofie i posiedzeń zespołu parlamentarnego, jak i udzielone reporterowi. Po każdej z nich następuje kontra – wypowiedzi rektorów uczelni, w których zatrudnieni są negatywni bohaterowie materiału. Przełożeni profesorów nie mówią niczego niezwykłego: że to prywatna działalność naukowców, że nie specjalizują się w lotnictwie, że nie ma oficjalnie takiego tematu badawczego.

Po rektorach występuje za każdym razem minister nauki Barbara Kudrycka. Powtarza właściwie tylko jedno słowo: „ośmieszenie”.

Co pisze Akron?

Stacji nie udało się jednak powtórzyć całej operacji z prof. Wiesławem Biniendą. W USA uczelnie są niezależne, a ministra nauki w ogóle nie ma. Naukowiec zza oceanu też występował w programie. Wmontowano nagrania z wystąpień w Polsce. Bojanowski rozmawiał też z nim przez internetowy komunikator Skype. Brakowało tylko analogicznego jak w przypadku polskich inżynierów głosu zdystansowanego nadzorcy.

Prokuratura opublikowała zeznania trzech naukowców 17września, po publikacji ich zmanipulowanych i przeinaczonych fragmentów przez „Gazetę Wyborczą”. Oświadczenie rektorów nosi datę 20 września. Poszukiwanie kontaktu do przełożonych prof. Biniendy TVN24 rozpoczęła dzień później.

Dariusz Kubik napisał e-mail do działu komunikacji Uniwersytetu Akron, gdzie profesorem i dziekanem Wydziału Inżynierii Lądowej jest prof. Binienda.

„Przygotowujemy reportaż o komisji Macierewicza, wspieranej przez opozycję, ekspertów i naukowców. Jednym z ekspertów jest profesor Wiesław Binienda. Chcielibyśmy wiedzieć, czy to prawda, że Uniwersytet Akron popiera działalność Biniendy w komisji Macierewicza? Czy kiedykolwiek wspierał badania prof. Biniendy na temat ’katastrofy smoleńskiej’ [cudzysłów w oryginale – P.F.]? Czy działalność Biniendy, dochodzenie w sprawie ’katastrofy Tu-154 polskich Sił Powietrznych z 2010 roku’ [jw.] jest częścią naukowej pracy Uniwersytetu Akron. Czy otrzymywał za to kiedykolwiek jakieś honoraria?”.

Następnie Kubik informuje o oświadczeniu rektorów, zgrabnie podmieniając tychże na całe uczelnie: „Wczoraj, dwie polskie szkoły wyższe – Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie i Politechnika Warszawska – oświadczyły, że profesor Rońda i profesor Obrębski (także pracujący dla komisji Macierewicza) ’nie są ekspertami w badaniu wypadków lotniczych’ oraz ’jakiekolwiek przekazywane opinii publicznej opinie formułowane przez tych profesorów, wyjaśnienia przyczyn katastrofy lotniczej w Smoleńsku, traktować należy wyłącznie jako ich prywatny pogląd, niezwiązany z działalnością naukowo-badawczą prowadzoną przez nich na naszych uczelniach’”.

Sugerowanie odpowiedzi

Obszerny cytat z tekstu polskiego oświadczenia to wyraźna sugestia, jak powinna zachować się amerykańska uczelnia. Żeby efekt był mocniejszy, Kubik prosi o wypowiedź wideo (lub przez Skype’a) rektora uniwersytetu lub rzecznika prasowego. Chciałby nagrać kogoś z Akron jeszcze podczas weekendu lub w poniedziałek albo wtorek i ani dnia później.

TVN24 otrzymała standardową odpowiedź udzielaną na setki e-maili, listów i faksów dotyczących prof. Biniendy, jakie jego uniwersytet otrzymuje, od kiedy pierwszy raz zabrał głos w sprawie Smoleńska we wrześniu 2011 roku.

Pracownica odpowiedzialna za politykę informacyjną uniwersytetu Eileen Korey (nie rzecznik, jak podała TVN24) zgodziła się też odczytać całą odpowiedź przez telefon. „Uniwersytet docenia [w oryginale ”jest dumny„] z zaangażowania i pracy profesora Biniendy, jednak nie można powiedzieć, że fundusze uniwersytetu zostały przeznaczone na konkretne działania bądź badania dotyczące katastrofy smoleńskiej. Co więcej, poza badaniami oficjalnymi [w oryginale: ”poza ograniczeniami patentowymi„] każdy z naszych profesorów ma prawo wyrażać swoją opinię lub publikować swoje badania samodzielnie”.

Czego nie słychać

To jednak nie cała wypowiedź Eileen Korey. W ubiegłym tygodniu portal wPolityce.pl ujawnił cały tekst listu. „Nasz Dziennik” potwierdził, że jest to e-mail wysłany do TVN24.

Słowa zacytowane przez TVN24 poprzedza następujący akapit: „W odpowiedzi na państwa pytanie dotyczące wsparcia udzielonego prof. Biniendzie uprzejmie informujemy, że jest on od wielu lat szanowanym profesorem Szkoły Inżynierii. Szkoła Inżynierii Uniwersytetu w Akron jest uznana na poziomie ogólnokrajowym i finansowana dzięki wysokiej jakości badaniom naukowym. Należy powiedzieć, że prof. Binienda zajmuje prestiżową pozycję w międzynarodowym środowisku naukowym, jest redaktorem naczelnym lotniczego pisma naukowego ’Journal of Aerospace Engineering’ oraz jest członkiem rzeczywistym Amerykańskiego Stowarzyszenia Inżynierii Lądowej. Posiada wieloletni dorobek naukowy, a jego badania są finansowane z wielu zewnętrznych źródeł. Wsparcie Uczelni otrzymuje w postaci laboratoriów badawczych oraz takiego samego wynagrodzenia, jakie przysługuje pracownikom o najwyższym statusie zatrudnienia prowadzącym badania naukowe”.

Profesorowie o takim statusie (tzw. tenure) mogą swobodnie kształtować tematykę prowadzonych badań w ramach ogólnej specjalności wydziału. To samo dotyczy prof. Biniendy. Jego laboratorium zajmuje się testowaniem i modelowaniem komputerowym zachowania materiałów lotniczych i kosmicznych w warunkach oddziaływań ekstremalnych sił. Nie ma wątpliwości, że to, co się stało z konstrukcją Tu-154M, to właśnie taka sytuacja. Oczywiście profesor ma swoją pensję, uczelnia finansuje mu częściowo wyposażenie laboratorium, a w pozostałej części zapewniają je instytucje finansujące zlecone badania (np. NASA albo producenci samolotów).

Wayne Hill, odpowiedzialny w Akron za programy marketingowo-promocyjne, tłumaczy, że uczelnia przygotowała ten tekst dawno temu w celu udzielania odpowiedzi na podobne pytania. Teraz ich ilość spadła.

– Mieliśmy tylko jeszcze jedno takie pytanie w ciągu ostatnich kilku miesięcy – tłumaczy.

Tego wszystkiego jednak widz stacji się nie dowie. Pozostanie wrażenie, że z tymi pieniędzmi na badania prof. Biniendy coś jest nie w porządku, a i te wszystkie symulacje to – jak w przypadku Rońdy i Obrębskiego – prywatna, pozazawodowa działalność naukowca. Tymczasem w jego przypadku wolność badań i wysoka pozycja zawodowa pozwalają na włączenie tematyki smoleńskiej do regularnej pracy naukowej i akademickiej.

W tworzeniu symulacji uderzenia skrzydła samolotu w brzozę uczestniczyli studenci i doktoranci profesora, a wyniki opublikowane zostały w czasopiśmie naukowym „Mathematical and Computational Forestry & Natural-Resource Sciences” wydawanym na Uniwersytecie Georgii.

Piotr Falkowski

Nasz Dziennik