logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

ABW się pomyliła?

Sobota, 5 października 2013 (02:06)

Z mec. Piotrem Pszczółkowskim, pełnomocnikiem Jarosława Kaczyńskiego w śledztwie smoleńskim, rozmawia Anna Ambroziak

Spodziewał się Pan umorzenia śledztwa w sprawie uruchomienia 10 i 11 kwietnia 2010 r. na terytorium Rosji prezydenckiej nokii?

– Są dwa punkty widzenia tej sprawy. Po pierwsze – prokuratury, która podjęła autonomiczną decyzję, i mój. W moim przekonaniu, zakres materiału, jaki zgromadziła prokuratura, jest niewystarczający do zakończenia tego śledztwa. W ramach tego postępowania składałem liczne wnioski dowodowe, by podjąć kroki w celu uzupełnienia materiału dowodowego, ale – jak widać – prokuratura ich nie zaakceptowała. Podjęła taką, a nie inną decyzję – najprawdopodobniej z uzasadnieniem tego rodzaju, jak ów lakoniczny komunikat wydany przez prokuraturę okręgową.

Wynika z niego, że nikt po katastrofie telefonu nie używał, nie wykonywał żadnych połączeń, a ostatnie połączenie z tego aparatu wykonano rano przed katastrofą.

– Komunikat jest bardzo lakoniczny. Prawdę mówiąc, oczekiwałem szerszego… Należy sobie jednak zadać pytanie, z jakiego powodu na samym początku wszczęto to postępowanie. Jakie były ku temu przesłanki? Decyzja o umorzeniu implikuje to, że przesłanki były dezinformujące czy też wręcz nieprawdziwe. A ja osobiście nie jestem co do tego przekonany.

Ekspertyza ABW mówiła o trzech połączeniach: karta SIM współpracująca z prezydencką nokią logowała się w sieci telefonii komórkowej Federacji Rosyjskiej. Prokuratura stwierdziła, że zapisy wskazujące na wykonywanie połączeń z telefonu były w rzeczywistości zapisami automatycznego przekierowania połączeń przychodzących z Polski na pocztę głosową.

– I, co warto podkreślić, ta ekspertyza ABW była już na etapie wyłączenia śledztwa przez prokuraturę wojskową. W moim przekonaniu, prokuratura nie dysponuje pełnym materiałem, a tylko ustalenia graniczące z pewnością dają prokuraturze prawo do podejmowania decyzji rozstrzygających. Wykorzystano zbyt wąskie możliwości dowodowe. Uważam, że decyzja jest przedwczesna, bo sprawa nie dojrzała do merytorycznego rozstrzygnięcia, a pozyskane dowody nie dawały podstaw do zamknięcia śledztwa.

O co Pan wnioskował w prokuraturze?

– Prosiłem o poszerzenie zarówno wiedzy eksperckiej, która legła u podstaw decyzji merytorycznej, oraz wnosiłem o poszerzenie informacji w ramach międzynarodowej pomocy prawnej.

Teraz Pan mówi bardzo lakonicznie.

– Nie mogę podać żadnych szczegółów. Postępowanie się zakończyło, ale nie zostało ujawnione. Nie mogę więc wchodzić w szczegóły. O złożonych przeze mnie wnioskach dowodowych mogę mówić tylko na dużym poziomie ogólności.

Postanowienie prokuratury nie jest prawomocne. Zaskarży je Pan?

– Mogę zapewnić, że postaram się, by sąd doprowadził do uchylenia tej decyzji. Jestem głęboko przekonany o tym, że należy wykorzystać jeszcze pewnego rodzaju możliwości i techniczne, i dokumentowe, które pozwolą na wiarygodne ustalenie, jak naprawdę z telefonem pana prezydenta było.

Co wynika z akt, które przysłała niedawno strona rosyjska?

– Mogę powiedzieć tylko tyle, że po zapoznaniu się z dokumentacją, która nadeszła w ramach międzynarodowej pomocy prawnej, wnioskowałem o to, by ponownie zwrócić się do Federacji Rosyjskiej. Uważam, że to, co nadeszło z FR, nie powinno być dla prokuratury satysfakcjonujące.

Ale jednak śledczy podjęli taką, a nie inną decyzję.

– Mają do tego święte prawo, tak samo jak i pokrzywdzeni mają prawo do poddania tej decyzji kontroli sądowej. Na pewno wniosę zażalenie na tę decyzję w terminie siedmiu dni, od kiedy zostanie mi doręczony odpis postanowienia wraz z uzasadnieniem.

Ostatnio sporo tych umorzeń wątków smoleńskich: sprawa zaginionych rzeczy Tomasza Merty, tzw. wątek cywilny, teraz telefon.

– Istotnie, jest zbieżność czasowa między tymi od wielu miesięcy prowadzonymi postępowaniami. Co do tej ostatniej decyzji śledczych mam jednak nadzieję, że nie będzie ona ostateczna. Jeżeli sąd uchyli decyzję prokuratury, nakaże śledczym przeprowadzenie pewnych czynności dowodowych, wzbogaci się materiał śledztwa.

Dziękuję za rozmowę.

Anna Ambroziak

Nasz Dziennik