logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Rep. R.Sobkowicz/ -

Pamięć rzezi wołyńskiej wciąż żywa

Niedziela, 20 października 2013 (20:46)

Tragiczne wydarzeniach sprzed 70 lat ukazuje wystawa „Wołyń – czas zagłady 1939-1945”, którą można oglądać w Bibliotece Międzyuczelnianej w Stalowej Woli. Ekspozycja wpisuje się w obchody 70. rocznicy zbrodni wołyńskiej i pokazuje rozmiar tragedii jaka dotknęła polskiej ludności.

W tym roku przypada 70. rocznica zbrodni dokonanych przez nacjonalistów ukraińskich z OUN-UPA na Polakach zamieszkujących ziemię wołyńską. Ekspozycja przygotowana przez Muzeum Niepodległości w Warszawie pokazuje dzieje Wołynia i zamieszkującej tam ludności w okresie przed wybuchem i podczas II wojny światowej, tło społeczne i polityczne. Na kilkunastu planszach można zobaczyć fotograficzną dokumentację codziennego życia na Wołyniu, drastyczne zdjęcia z pacyfikacji polskich wsi, wystawa mówi również o przejawach odradzającego się dziś na zachodniej Ukrainie nacjonalizmu. Opowiada historię pogromu ludności polskiej, cierpienia i tułaczkę tych, którym cudem udało się uciec z Wołynia, którzy następnie szukali schronienia m.in. na Podkarpaciu.

Uciekali tak, jak stali

Zdaniem dr. Andrzeja Zapałowskiego, adiunkta Uniwersytetu Rzeszowskiego i Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Rzeszowie tragedia ludobójstwa na Wołyniu miała też wpływ na sytuację na terenach dzisiejszego Podkarpacia. Ludność dotknięta tragedią wołyńską, która uszła z życiem jeszcze przez dwa lata przeżywała katorgę związaną z brakiem mieszkań, żywności. Wielu przeżyło dzięki wsparciu i pomocy mieszkańców Podkarpacia.

– We Lwowie i w Przemyślu były obozy przejściowe. Już  trzy tygodnie po 11 lipca 1943 r., kiedy na Wołyniu w ciągu jednego dnia wymordowano ponad osiem tysięcy ludzi, ruszyły pociągi z uciekinierami. W pierwszym transporcie do Przemyśla dotarło prawie 20 tysięcy osób, którzy ratując życie zostawiali cały dorobek życia, uciekali w jednej koszuli, tak jak stali. Dużą ich część stanowiła ludność, którą w 1940 r. Sowieci wzdłuż granicy wywieźli na Wołyń. Przykładem jest wieś Bartkówka leżąca koło Pawłokomy, z której na Wołyniu wymordowano prawie 130 mieszkańców – wyjaśnia w rozmowie z portalem NaszDziennik.pl dr Zapałowski.

W następnym miesiącu do Przemyśla przybyło kolejnych kilkadziesiąt transportów z uciekinierami z Wołynia. Nie sposób policzyć tych, którzy na własną rękę wozami, końmi uciekali z Wołynia. – Jesienią 1943 r. na terenie powiatu jarosławskiego było ok. czterech tysięcy uciekinierów, a na terenie powiatu brzozowskiego ponad pięć tysięcy. Również w Przemyślu ludzie udzielali schronienia po domach, po dworach, słowem gehenna uciekinierów z Wołynia trwała cały czas – tłumaczy dr Zapałowski. Dodaje, że część tych uciekinierów została wywieziona na roboty do Niemiec.

Tragedia rodziła tragedię

To dla niesienia pomocy ludności polskiej zamieszkałej na terenie Generalnego Gubernatorstwa istniała Rada Główna Opiekuńcza w Krakowie – polska organizacja opieki społecznej, utworzona w 1940 r. za zgodą okupacyjnych władz niemieckich. W terenie istniały komitety opiekuńcze, których zadaniem było niesienie pomocy uciekinierom z Wołynia. Na terenie dzisiejszego Podkarpacia takie komitety działały m.in. w Babicach, Dubiecku czy Krasiczynie.

– Znany jest np. rozpaczliwy list Polskiego Komitetu Opiekuńczego w Krośnie, który apelował do mieszkańców wiosek żeby zbierać ubrania i żywność dla uciekinierów z Wołynia. To świadczy, że ludność polska w dużym stopniu pomagała im przeżyć – uważa dr Andrzej Zapałowski.

Dodaje, że była to jednak pomoc bardzo ograniczona z uwagi na możliwości. Jako przykład podaje wydarzenie z jesieni 1943 r. kiedy to kilkuset uciekinierów z Wołynia zawrócono, bo po prostu nie było co z nimi zrobić.  Jak piszą w swoich sprawozdaniach działacze Polskiego Komitetu Opiekuńczego, zdawali sobie sprawę z tego, że wysyłają ich na pewną śmierć… Niemcy nie pozwalali bowiem osiedlać się większej liczbie ludności na tym terenie. Ci, którzy wcześniej zostali stąd wywiezieni zazwyczaj uzyskiwali zgodę na powrót, co do innych taka zgoda była ograniczona – przypomina dr Zapałowski.  

Tragedia ludobójstwa na ludności Wołynia tworzyła zatem kolejne i trwała do zakończenia II wojny światowej, bo ludzie ci nie mieli  gdzie się podziać. Dopiero po wojnie część z nich mogła szukać swojego miejsca na ziemi i znaleźć domy, osiedlając się na terenach odzyskanych.  

Na wystawie „Wołyń – czas zagłady 1939-1945” wykorzystano unikatowe zdjęcia z Wołynia i Krzemieńca, które znajdują się w zbiorach Muzeum Niepodległości oraz zdjęcia ofiar mordów dokonywanych przez UPA głównie, wykonane przez rodziny polskich mieszkańców tych terenów. W Stalowej Woli wystawę będzie można zwiedzać do 30 października.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl