Z posłem Arturem Górskim (PiS) rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler
Przed nami 11 listopada i Marsz Niepodległości. Uważa Pan, że może dojść podczas niego – tak jak w poprzednich latach – do prowokacji?
– Prowokacja jest bardzo realna. Powiem więcej, uważam, że rząd będzie świadomie dążył do prowokacji i konfrontacji podczas Marszu Niepodległości, by przekreślić jego wielką ideę. Nie mam wątpliwości, że rząd czy raczej ogólnie władze chcą zmonopolizować uroczystości niepodległościowe. Temu miały służyć uroczystości pod patronatem prezydenta w ubiegłym roku i próby delegalizacji Marszu Niepodległości. Władza boi się ludzkiej spontaniczności i patriotyzmu Polaków.
W ubiegłym roku zdekonspirował Pan jednego z prowokatorów w kominiarce, którym okazał się policjant. Spodziewa się Pan takich akcji?
– Wiemy, jak wyglądała eskalacja agresji ze strony policji w ciągu ostatnich dwóch lat. Działania policji w ubiegłym roku były i bardziej wyrafinowane, i bardziej brutalne. Dwa lata temu mieliśmy przypadek pobicia uczestnika demonstracji przez tajniaka, a rok temu byliśmy świadkami wielkiej demonstracji siły policji. Policja nie tylko ostrzelała manifestację, nie tylko skierowała na nią wozy bojowe zwane polewaczkami, które służą do rozpędzania demonstrantów, ale posunęła się do indywidualnych prowokacji zamaskowanych funkcjonariuszy. Policja zresztą przyznała, że w tłumie byli tajniacy z pałkami teleskopowymi. Nie ma wątpliwości, że niektórym myliły się role i zamiast ochraniać ludzi, prowokowali ich.
W tym roku okazji do prowokacji będzie więcej, bo 11 listopada będzie trwał w Warszawie światowy szczyt klimatyczny ONZ.
– To jest koronny dowód na to, że władza szykuje się do wielkiej rozróby w dniu 11 listopada. Wiadomo przecież, jak wyglądają podobne szczyty klimatyczne. Zjedzie się do Warszawy już nie jedna lewacka bojówka niemiecka, ale anarchiści, antyglobaliści i wszelkie lewactwo z całej Europy, nad którym trudno będzie zapanować. To będzie prawdziwa bomba, pod którą lont będzie łatwo zapalić. I władza nie będzie musiała się specjalnie starać, by napuścić lewaków na polskich pa- triotów. A potem już będzie mogła tylko pałować i zamykać, jak w PRL. I nie mam wątpliwości, że gdy minister Bartłomiej Sienkiewicz mówi: „Idziemy po was”, to ma na myśli nie lewactwo, ale narodowców, patriotów i kibiców, dla których ma jedno określenie: faszyści. Dla tej władzy niebawem wszyscy będziemy faszystami.
A dlaczego PiS chce urządzić własny marsz dzień wcześniej?
– Z kilku powodów. Przede wszystkim nie chcemy wpisać się w scenariusz władzy. Mówiłem o tym scenariuszu wcześniej. Chcemy uniknąć udziału w totalnej prowokacji i konfrontacji, którą przygotował rząd. Mamy świadomość, że nie będąc organizatorami Marszu Niepodległości, nie możemy wziąć odpowiedzialności za bezpieczeństwo jego uczestników. Nie chodzi przecież o to, by jacyś posłowie PiS zasłaniali tłum własnymi immunitetami, tym bardziej że w tym roku organizatorzy Marszu Niepodległości posłów PiS nie zaprosili do Komitetu Honorowego i do udziału w marszu. Tu dochodzi kolejna sprawa. Powstał Ruch Narodowy, który chce wykorzystać powodzenie i masowość Marszu Niepodległości do rozwoju ruchu politycznego, który jest wymierzony w PiS. To stawia moją partię w dość kłopotliwej sytuacji, choć oczywiście życzymy organizatorom Marszu Niepodległości sukcesu i aby marsz doszedł do celu, jak w poprzednich latach.
Co ma Pan na myśli, mówiąc, że narodowcy wykorzystali powodzenie i masowość marszu do powołania organizacji politycznej, która swoje istnienie rozpoczęła od ataków na PiS?
– Dopóki był komitet organizacyjny marszu, w którym obok przedstawicieli Młodzieży Wszechpolskiej i ONR, wszak stowarzyszeń, a nie partii, były jeszcze inne osoby, nie było problemu. Jednak z chwilą, gdy narodowcy chcą zmonopolizować i wykorzystać politycznie Marsz Niepodległości do swoich partykularnych celów, robi się problem, bo budując ruch polityczny, chcą przejąć naszych wyborców, traktując nas jako konkurencję na prawicy. Zresztą podczas ostatniego Marszu Niepodległości tylko PiS konsekwentnie zabraniano rozwijania swoich haseł czy symboli, a inne partie (RNP, Prawica RP) mogły bez problemów eksponować swoje logo czy hasła. Zresztą osobiście także to odczułem podczas ostatniego marszu, kiedy po raz pierwszy nie zaproszono mnie do zabrania głosu. Wcześniej to było naturalne, że posłowie PiS zabierali głos na koniec marszu, a rok temu okazało się, że nie jesteśmy narodowcom potrzebni.
Ale trudno im odmawiać prawa do organizowania się w partię.
– Choć organizatorzy starają się zachować resztki pozorów, powołując się na udział kibiców czy innych stowarzyszeń w Marszu Niepodległości, choć podkreślają, że uczestnicy marszu związani są z różnymi nurtami, to nie mam wątpliwości, że ta ważna impreza patriotyczna może zatracić otwartą formułę. Bardzo się tego boję, tym bardziej że już podczas ostatniego Marszu Niepodległości raziły naszych działaczy niektóre skrajne okrzyki młodych narodowców. To będzie także sprawdzian dla Ruchu Narodowego, jak radzi sobie ze swoim potencjałem, ze swoimi celami i ideami. Wszyscy się przekonamy, czy jest to ruch dojrzały, czy nastawiony na konfrontację z resztą centroprawicy. Ruch Narodowy nie zaprosił mnie do wzięcia udziału w marszu. Jednak gdybym był zdrowy, zapewne wziąłbym w nim udział jako osoba prywatna. Do idei Marszu Niepodległości w dniu 11 listopada jestem osobiście bardzo przywiązany i będę wszystkich zachęcał, aby wzięli w nim udział, bo różnice polityczne różnicami politycznymi, ale tego dnia cała Polska powinna być w Warszawie.

