logo
logo

Zdjęcie: R.Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Zawieszenie na receptę

Wtorek, 19 listopada 2013 (02:05)

Sąd zawiesza proces Henryka K., byłego szefa prokuratury wojskowej PRL oskarżonego o zbrodnie komunistyczne. I tym razem powodem jest stan zdrowia.

Od rana w sądzie panowała nerwowa atmosfera, a z upływem kolejnych godzin tylko się zagęszczała. – Sąd postanawia zawiesić postępowanie karne – powiedział sędzia Michał Żak z Wojskowego Sądu Garnizonowego w Warszawie, ogłaszając decyzję w tej sprawie. Prowadzeniu procesu sprzeciwiała się obrona oskarżonego, argumentując, że jest on ciężko chory. Sąd wystąpił o dwie opinie biegłych.

Uzasadnieniem tego postanowienia sądu jest decyzja biegłego kardiologa, który sprzeciwił się prowadzeniu rozprawy z uwagi na to, że może to stanowić nawet zagrożenie dla życia oskarżonego. Natomiast odnośnie do drugiej opinii biegły onkolog nie wykluczył udziału Henryka K. w procesie.

Decyzja sądu spotkała się z gwałtownym protestem zgromadzonej publiczności.

– Pan hańbi instytucję sądu – powiedział Henryk Pinior, mówiąc, że jest przedstawicielem opozycjonistów okresu solidarnościowego.

– Hańba, na Białoruś! – skandowali pozostali zgromadzeni na sali, rzucając jednocześnie drobnymi monetami, które miały symbolizować sprzedajne srebrniki. Wywieszono transparent „Niezłomnym z AK, WiN”.

Kombatanci protestują

Sędzia bezskutecznie próbował uspokoić protestujących i w końcu zakończył posiedzenie. Po rozprawie Żandarmeria Wojskowa próbowała zatrzymać manifestantów, ale ostatecznie odstąpiła od tego.

– Nie ma na to zgody – podkreślał po rozprawie Adam Słomka z KPN-Niezłomni. Zwrócił uwagę, że ścigano sędziego, który był oskarżony o zbrodnie sądowe, tymczasem zrezygnowano z jego procesu. – Co robią sądy? Rozgrzeszają – mówił Słomka. Skrytykował brak weryfikacji opinii medycznej.

– Zastosowano sztuczkę pseudomedyczną, której sąd nie chciał zweryfikować poza służbą zdrowia MSW – oceniał przewodniczący KPN-Niezłomni.

Ubolewał, że kombatanci muszą protestować przeciwko brakowi rozliczenia zbrodni komunistycznych, a organy państwa wcale się tym nie zajmują. IPN oskarżył stalinowskiego sędziego Henryka K., że jako sędzia Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie w okresie od marca 1952 r. do czerwca 1953 r., bezprawnie pozbawił wolności trojga działaczy antykomunistycznych.

Chodzi o śledztwa Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego prowadzone „przeciwko Leonowi Ch., Barbarze M. i Janowi O., co skutkowało bezprawnym pozbawieniem wolności pokrzywdzonych z powodu ich wcześniejszej działalności na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego w strukturach organizacji niepodległościowych”. Akt oskarżenia trafił do sądu w czerwcu, a we wrześniu odbyła się tylko jedna rozprawa.

Ekspresowa kariera

Henryk K. pracował w stalinowskim wymiarze sprawiedliwości, m.in. w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie, znanym w tym okresie przede wszystkim z niesławnych sesji wyjazdowych, na których niejednokrotnie wymierzano kary śmierci. Potem trafił do izby wojskowej Sądu Najwyższego. U schyłku PRL zdążył jeszcze w latach 1984-1990 być naczelnym prokuratorem wojskowym, a w latach 1985-1989 sędzią Trybunału Stanu.

Krzysztof Szwagrzyk z IPN wskazuje, że K. trafił do stalinowskiego sądownictwa bez ukończenia studiów prawniczych, a jedynie po ukończeniu fakultetu wojskowego we Wrocławiu (1949-1950). Dopiero dwa lata później został ekspresowo magistrem prawa Uniwersytetu Łódzkiego. W tym czasie był już asesorem wojskowego sądu w Łodzi. Historyk podkreśla, że właśnie tacy ludzie, młodzi, po krótkim przygotowaniu, cieszyli się zaufaniem kolejnych ekip komunistycznych i decydowali o obliczu wojskowego wymiaru sprawiedliwości, i pełnili, jak K., najwyższe funkcje.

Upust swoim zapatrywaniom dał K. u schyłku PRL w lipcu 1989 r., kiedy jako naczelny prokurator wojskowy odmówił uznania rtm. Witolda Pileckiego za niewinnego. „Nie negując zasług Witolda Pileckiego w czasie wojny i aktywnej walki z okupantem hitlerowskim, niestety brak jest podstaw do pełnej rehabilitacji wyżej wymienionego w odniesieniu do jego działalności w latach powojennych” – stwierdził w swojej odpowiedzi. Historyk IPN Jacek Pawłowicz upublicznia ten, jego zdaniem, „haniebny dokument” w albumie o rotmistrzu.

Zenon Baranowski

Nasz Dziennik