logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Wyciek z laboratorium

Poniedziałek, 2 grudnia 2013 (02:11)

Polski materiał biologiczny jest wysyłany za granicę do badań laboratoryjnych. Bez nadzoru publicznego.

 

Diagnosta laboratoryjny to jeden z zawodów zaufania publicznego. Jakie jest jego zadanie? – Praca diagnostów laboratoryjnych polega na wskazaniu lekarzowi trafnej profilaktyki, diagnozy i farmakoterapii. Prawidłowa diagnostyka laboratoryjna daje lekarzowi nawet 70 proc. informacji o stanie zdrowia pacjenta – podkreśla dr Elżbieta Puacz, prezes Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych. Wykrycie choroby w fazie komórkowej i subkomórkowej skraca czas leczenia i może obniżyć jego koszty.

Zgodnie z ustawą o diagnostyce laboratoryjnej z 2001 r., w medycznym laboratorium diagnostycznym podejmuje się: badania mające na celu określenie właściwości fizycznych, chemicznych i biologicznych oraz składu płynów ustrojowych, wydzielin, wydalin i tkanek pobranych dla celów profilaktycznych, diagnostycznych i leczniczych lub sanitarno-epidemiologicznych; badania mikrobiologiczne oraz działania zmierzające do ustalenia zgodności tkankowej. Diagnosta laboratoryjny jest uprawniony do pobierania od pacjenta materiału do badań.

Polska jako pierwsza na świecie – w 1957 r. – rozpoczęła kształcenie na kierunkach medycyny laboratoryjnej. Dziś diagności pracują w 14 specjalizacjach, m.in. laboratoryjna diagnostyka medyczna, laboratoryjna genetyka medyczna, laboratoryjna transfuzjologia medyczna. Nie ma dotąd norm unijnych, które chroniłyby ten zawód i proces kształcenia. Tymczasem Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego chce, aby taki dyplom można było uzyskać drogą pozaformalną, z czym to środowisko zdecydowanie się nie zgadza, obawiając się degradacji jakości pracy.

Krwinki na wybojach

W Polsce nie ma systemu bezpośredniego kontraktowania świadczeń z zakresu diagnostyki laboratoryjnej z Narodowym Funduszem Zdrowia, a więc również bezpośredniego nadzoru ze strony tej instytucji. Nie ma też wyceny badania laboratoryjnego. Ponieważ nie wiadomo, ile naprawdę kosztuje morfologia, analiza moczu czy badania genetyczne, cenniki są bardzo zróżnicowane.

Diagnostyka laboratoryjna jest traktowana źle, została wrzucona do koszyka świadczeń lekarskich, akcentuje dr Puacz. Zwraca uwagę, że państwa rozwinięte z reguły dbają o to, aby laboratorium znajdowało się jak najbliżej lekarza i pacjenta, stanowiąc integralną część jednostki leczniczej. Natomiast w Polsce likwidowane są małe jednostki i powstają sieci laboratoriów. Zdarza się, że ich właściciele – prywatni biznesmeni – decydują o transporcie materiału biologicznego na odległość nawet kilkuset kilometrów. – Polski materiał biologiczny jest też wysyłany za granicę – mówi Puacz. – I nikt nie wie, co się z nim tam dzieje – dodaje. Jej zdaniem, patologiczna jest sytuacja, w której diagności laboratoryjni są zmuszani do zachowań nieetycznych ze względu na zysk.

Po kilkunastogodzinnym transporcie materiał zwyczajnie nie nadaje się już do diagnostyki. Chyba że właściciel jest przeciwnego zdania. – Prawidłowa analiza moczu powinna być wykonana w ciągu godziny od pobrania materiału, nie mówiąc już o czasie transportu i temperaturach materiałów w postaci krwi. Wiemy, jak nasze drogi wyglądają i co się dzieje z krwinkami – podnosi prezes Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych.

W kodeksie etyki jest zapisane, że diagnosta laboratoryjny z należytą dbałością i starannością pobiera i zabezpiecza pozyskany materiał do badań biologicznych.

Gdy internet diagnozuje

Diagnosta laboratoryjny zobowiązuje się też do zabezpieczenia materiału przed użyciem i wykorzystaniem przez osoby trzecie. Tę zasadę łamie chociażby nieuregulowany obszar wykonywania badań genetycznych, w tym ze względów pozazdrowotnych (np. w celu ustalenia ojcostwa czy sprawdzających predyspozycje do zachorowalności na pewne choroby), za pośrednictwem internetu. Po samodzielnym pobraniu wymazu z jamy ustnej klient wysyła go do „jakiegoś” laboratorium, po czym dostaje wynik pocztą lub w e-mailu. Puacz nie ma wątpliwości, że niektórzy diagności laboratoryjni uczestniczą w tym procederze pomijającym poradnictwo genetyczne.

Sytuacja sprzeciwu sumienia może zaistnieć, gdy diagności mają brać udział w badaniach prenatalnych czy diagnostyce in vitro w sytuacji, gdy wynik może zostać wykorzystany do podjęcia decyzji o uśmierceniu dziecka. – Kodeks etyki jasno mówi, że diagnosta laboratoryjny posługuje się swoją wiedzą według zasad uczciwości, rzetelności, wykonując swoje czynności z szacunkiem dla osoby ludzkiej – podkreśla dr Puacz uczestnicząca w ogólnopolskiej konferencji „Sprzeciw sumienia w praktyce medycznej – aspekty etyczne i prawne”, która odbyła się w Lublinie.

Tego typu konfliktów będzie zapewne przybywać. – Na Zachodzie diagności już dostają zlecenia na badania, które mają rozstrzygnąć, czy dana osoba jest na tyle zdrowa, żeby mogła zostać poddana eutanazji – mówi. Aby zabezpieczyć polskich diagnostów przed ewentualnym uczestnictwem w „zbrodni medycznej”, kodeks zawodowy przewiduje, że w sytuacji konfliktu z własnym sumieniem diagnosta może odmówić wzięcia udziału w powierzonych mu czynnościach, o czym informuje swojego przełożonego.

Wyścig handlowców

Specjaliści zdają sobie sprawę, że medyczne laboratorium diagnostyczne to gigantyczna baza informacji o stanie zdrowotnym naszego społeczeństwa, umożliwiająca precyzyjne tworzenie programów profilaktycznych. Według Puacz, zdarza się, że firmy farmaceutyczne usiłują uzyskać od diagnosty laboratoryjnego poufne informacje, np. na jakie antybiotyki są wrażliwe szczepy bakterii w danym szpitalu, czy już pojawił się dany szczep. Handlowiec na tej podstawie określa, czy opłaca się w określonym momencie sugerować lekarzom zakupienie danego specyfiku. Informacje o wynikach pacjentów mogą być też istotne z punktu widzenia ubezpieczycieli. Działania w zmowie z nimi kodeks jednoznacznie zakazuje. Diagnosta laboratoryjny nie może uzależniać świadczonej przez siebie usługi od dodatkowej gratyfikacji i nie może uczestniczyć w przekazywaniu materiału biologicznego osobom trzecim. Nieuprawnione jest informowanie osób nieupoważnionych o zagrożeniu zdrowia i życia pacjentów.

Inny problem wskazywany przez przedstawicieli zawodu to wykonywanie badań cytologicznych i histopatologicznych przez osoby nieuprawnione. W przypadku chorób infekcyjnych, takich jak HIV czy HCV, w pierwszej fazie robi się tzw. badania przesiewowe. Jeśli wynik jest pozytywny lub wątpliwy, należy przeprowadzić badania potwierdzające, które kosztują dużo więcej. Sęk w tym, że jeśli badania zamawiała osoba prywatna, diagnosta bywa zmuszany do odstąpienia od drugiego etapu. Może mieć też utrudnione konsultacje specjalistyczne, nawet gdy w grę wchodzi diagnostyka onkologiczna. – To kwestia braku nadzoru publicznego nad medyczną diagnostyką laboratoryjną. Dlatego cały czas prosimy o zmianę prawa, żeby Polacy mogli się czuć bezpiecznie, a lekarze otrzymywali prawidłowe wyniki – apeluje dr Elżbieta Puacz.

Jolanta Tomczak, Lublin

Nasz Dziennik