Biegli nie są w stanie ustalić dokładnej daty i okoliczności złamania smoleńskiej brzozy.
Smoleńska brzoza, o którą miał zahaczyć Tu-154M skrzydłem, została złamana między 5 a 12 kwietnia 2010 roku. Możliwe, że przez samolot – wynika z analizy teledetekcyjnej Służby Wywiadu Wojskowego.
Decyzję o zasięgnięciu opinii specjalistycznej dotyczącej analizy teledetekcyjnej zobrazowań i ortofotomap satelitarnych WV-1 z 5 kwietnia 2010 r. i WV-2 z 12 kwietnia 2010 r. rejonu lotniska Smoleńsk-Północny, Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie podjęła 29 października. Stało się to po ogłoszeniu przez prof. Chrisa Cieszewskiego podczas II Konferencji Smoleńskiej, że brzoza miała zostać złamana jeszcze przed dniem katastrofy.
Badania dla prokuratury prowadziła Służba Wywiadu Wojskowego. W ramach prac dokonano analizy rejonu obejmującego obszar o wymiarach 50 na 50 metrów o punkcie centralnym o określonych współrzędnych.
Analitycy mieli określić rodzaj występującego na zobrazowaniach obiektu i odpowiedzieć, czy między jego stanem odzwierciedlonym na zobrazowaniu z 5 i 12 kwietnia zaszły zmiany. A jeśli tak, to jakie, na czym polegają i czego mogą być skutkiem. Prokuratura pytała też, czy badane zdjęcia satelitarne i pozostała dokumentacja pozwalają stwierdzić, że obiektem o wskazanych współrzędnych jest drzewo, a jeżeli tak, to czy jest to brzoza, która została opisana w protokole oględzin miejsca zdarzenia z 7 grudnia 2011 r., oraz czy możliwe jest stwierdzenie, że do złamania doszło między wykonaniem udostępnionych do badań zobrazowań satelitarnych.
Z opublikowanego protokołu badań wynika, że biegli w pierwszej kolejności przeprowadzili korektę rektyfikacji zdjęć satelitarnych (przyporządkowanie danych obrazowych do układu odwzorowania mapy). Było to konieczne, bo „przekazane sceny były niewłaściwie zrektyfikowane przez firmę SmallGIS”, tzn. współrzędne geograficzne drzewa wyznaczone przez specjalistów i opisane w protokole oględzin miejsca zdarzenia wskazały na dostarczonych zobrazowaniach punkt, w którym znajduje się plac pomiędzy budynkiem a parkingiem i były przesunięte wobec właściwego położenia o blisko 150 metrów w kierunku północno-wschodnim.
Po tej korekcie biegli wprowadzili współrzędne geograficzne drzewa i wyznaczyli do badań obszar o wymiarach 50 na 50 m oraz przeprowadzili analizę porównawczą zdjęć z 5 i 12 kwietnia. W efekcie tych prac uznano, że stan obiektu o wskazanych współrzędnych geograficznych uległ w tym okresie zmianie.
„Na pierwszym zobrazowaniu jest wyraźnie widoczny kształt drzewa oraz jego cień. Natomiast na drugiej scenie można zauważyć złamany konar oraz brak cienia” – napisali biegli w opinii. Inne obiekty jak baraki, śmieci nie zmieniły swojego położenia. „Oznacza to, że pomiędzy 5 a 12 kwietnia 2010 r. nastąpiło złamanie drzewa o wskazanych współrzędnych geograficznych. Mogło ono nastąpić wskutek zderzenia z nim samolotu” – wskazała SWW.
Biegłym nie udało się rozpoznać na zdjęciach gatunku drzewa. Nie pozwalają na to „rozdzielczość oraz liczba kanałów spektralnych otrzymanych zobrazowań”.
W ocenie mec. Bartosza Kownackiego, pełnomocnika rodzin poszkodowanych w katastrofie Tu-154M, zastanawiające jest to, dlaczego tego rodzaju opinia została zlecona dopiero po opublikowaniu badań Cieszewskiego.
– Nie jestem specjalistą w zakresie teledetekcji i mogę polegać tu tylko na ich opiniach. To eksperci w swoim gronie mogą przedyskutować to, jakich metod, narzędzi użyli i na tej podstawie można wyciągać dalsze wnioski. To jednak jest dyskusja między specjalistami z danej dziedziny. Bez konfrontacji tych opinii nie jestem w stanie dokonać oceny zaprezentowanych dotąd wyników – dodaje.
Zdaniem pełnomocnika, w takich sytuacjach można zasięgnąć opinii ustnej, uzupełniającej.
Opinia teledetekcyjna to tylko fragment badań dotyczących zderzenia samolotu z brzozą. W październiku ub.r. polscy specjaliści zabezpieczyli pień drzewa do badań laboratoryjnych. Te odbyły się w Rosji na przełomie lutego i marca br. Materiał wpłynął do polskiej prokuratury w czerwcu br. Pracuje nad nim Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji. Opinia dotycząca mechanizmu zderzenia oraz analiza metalowych fragmentów wbitych w pień ma zostać wydana do końca roku.

