logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Nie było Tuska, był las

Wtorek, 7 stycznia 2014 (02:10)

Brońmy polskich lasów

Z Dariuszem Bąkiem, posłem PiS, członkiem sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, byłym dyrektorem Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Radomiu, rozmawia Marcin Austyn

Lasy Państwowe muszą zasilić budżet państwa – właściwie tyle dowiedzieli się leśnicy na jedynym dotąd spotkaniu z ministrem środowiska. Taka postawa resortu niepokoi?

– Ona przeraża. Leśnicy – bo takie informacje do nas napływają – już nie mają wątpliwości, z czym mają do czynienia, że jest to zamach na Lasy Państwowe, być może na miejsca pracy. Trudno powiedzieć, jak to się skończy. Wiadomo, że jeśli po stronie przychodów zniknie w tym roku 800 mln zł, to zabraknie ich też po stronie wydatków. Będą zatem redukcje, a z wielu zadań gospodarczych nie można zrezygnować. Leśnicy są przerażeni i boją się o miejsca pracy. Zwłaszcza że po spotkaniu z ministrem spodziewano się głębszej, merytorycznej dyskusji.

PiS chce, aby minister środowiska wytłumaczył się ze swoich propozycji, ale czy będzie miał coś więcej do powiedzenia niż to, co zakomunikował leśnikom?

– Liczę, że ta informacja wywoła dyskusję i posłowie poszczególnych klubów otrzymają okazję do tego, by przekonać się, że czyniony jest zamach na dobrze funkcjonującą jednostkę. Lasy Państwowe co roku składają przed Sejmem informację o stanie lasów. I wszyscy byli zgodni co do tego, że Lasy dobrze funkcjonują, a o leśnikach mówiono w samych superlatywach. Tymczasem z dnia na dzień nowy minister lekceważy wszystkie dokonania leśników i uzurpuje sobie prawo do zagrożenia istnienia instytucji, która przez lata działa na zasobach państwowych wypracowanych przez pokolenia. To niepokojące. Być może jeśli posłowie otrzymają stosowną informację, to opowiedzą się za tym, by minister Maciej Grabowski i premier Donald Tusk zweryfikowali swoje stanowisko.

Środowisko leśników ma odpowiednie narzędzia, aby wymusić na resorcie zmianę stanowiska w sprawie wpłat?

– Ich głos jest jednoznaczny, ale mam tu pewne obawy, bo ten rząd nie słucha nikogo. Projekt ustawy pojawił się w ostatniej chwili i może być tak, że w tym pośpiechu niektórzy posłowie, nie docierając do istoty sprawy, poprą rząd. Jestem też przekonany, że w środowisku leśników znajdzie się grupa osób, która w sposób wyrazisty zaznaczy swoje stanowisko wobec działań rządu. Dziś to środowisko przeżywa szok, że arogancja i impertynencja władzy poszła tak daleko. Jest jeszcze społeczeństwo – i być może ono po raz kolejny będzie zmuszone postawić tamę dla tego rodzaju pomysłów.

Jak Pan ocenia rządowy pomysł sięgnięcia do pieniędzy Lasów Państwowych?

– To kolejny atak na instytucję państwową o wielkim znaczeniu gospodarczym i narodowym. Lasy Państwowe działają w imieniu Skarbu Państwa, zarządzają lasami zgodnie z ustawą o lasach i prowadzą swoją działalność w oparciu o własne przychody. Należy tu podkreślić, że jest to Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe. To nie jest tylko instytucja administrująca lasami państwowymi. To jest gospodarstwo, które prowadzi bardzo ważny dział gospodarki narodowej w oparciu o własne dochody. Tymczasem z dnia na dzień w projektowanej ustawie o lasach pojawia się zapis, by zabrać Lasom Państwowym 800 mln zł, i to już w 2014 roku, kolejne 800 mln zł w roku 2015 i po 100 mln zł w kolejnych latach. I chce się to zatwierdzić ustawowo, chce się napuścić posłów, by to oni zagłosowali za tym, co chce rząd Donalda Tuska.

Jak duże będzie to obciążenie dla Lasów?

– Przychody Lasów Państwowych kształtują się na poziomie 6-7 mld zł i bilansują się z wydatkami. Za ubiegły rok Lasy prawdopodobnie osiągną zysk na poziomie 300 mln złotych. Jeżeli dziś Lasy dobrze prowadzą gospodarkę leśną, do tego w oparciu o własne dochody, a nie mogą swobodnie pozyskiwać drewna, to w przypadku deficytu, by nie niszczyć zasobów leśnych, będą musiały zaniechać niektórych wydatków. A te związane są głównie z prawidłową realizacją gospodarki leśnej na 1/4 powierzchni naszego kraju. Widać zatem, że mamy tu do czynienia z bezpardonowym atakiem mającym na celu wpędzenie Lasów Państwowych w niewydolność finansową i osłabienie racjonalnej gospodarki leśnej. Później dowiemy się, że Lasy źle funkcjonują i trzeba je sprywatyzować. Zapewniam, że „opiekunowie” szybko się znajdą, szczególnie że po 2016 r. obcokrajowcy będą mogli swobodnie nabywać w Polsce ziemię.

Jeśli projekt zostanie przyjęty, to w pierwszej kolejności de facto zniknie fundusz leśny. Jakie może to mieć skutki?

– Ten fundusz służy wyrównywaniu niedoborów finansowych w zespole naczyń połączonych, jakim są nadleśnictwa. Proszę zwrócić uwagę, że w poszczególnych nadleśnictwach drzewostany kształtują się różnie. W jednych przeważają młode drzewostany, w innych znów te przewidziane do wyrębu. I właśnie pieniądze z nadleśnictw pozyskujących drewno przeznaczane są na potrzeby hodowlane w innych jednostkach, które aktualnie nie generują zysków. Funduszem leśnym dysponuje dyrektor generalny i właśnie dobra polityka w tym zakresie powoduje, że mamy w Polsce piękne lasy, które służą społeczeństwu. Lasy Państwowe działają z sukcesami już 90 lat. Teraz, z dnia na dzień, kiedy już są sporządzone plany na 2014 r., rząd chce, by Lasy wpłaciły do budżetu 800 mln złotych. Jestem zbulwersowany taką nonszalancją i arogancją rządu. To premier ostatniego komunistycznego rządu mawiał, że rząd się wyżywi. Czyżby ekipa Donalda Tuska doszła już do takiego poziomu, że nie baczy na to, co dalej będzie się działo? Nie można tak uderzać w instytucję, która dobrze funkcjonuje, służy społeczeństwu i osiąga pewne zyski finansowe. Bo to jest możliwe dzięki prowadzeniu zrównoważonej gospodarki leśnej, którą chce się zakłócić.

Na ile planowane w projekcie ustawy „wpłaty” odczują nadleśnictwa?

– To będzie kształtowało się w zróżnicowany sposób. Można jednak przyjąć, że z takiego uśrednionego nadleśnictwa zabranych zostanie ok. 2 mln zł, przy budżecie sięgającym kwoty rzędu 8 mln złotych. To ubytek, który mocno zakłóci funkcjonowanie nadleśnictwa. Dochody Lasów Państwowych są uzależnione od koniunktury na drewno, a zarobione pieniądze pozwalają m.in. na dokonywanie zabiegów pielęgnacyjnych, na inwestycje, w tym budowanie, remonty dróg i oczywiście wynagradzanie pracowników. I obawiam się, że cięcia finansowe skończą się też zwolnieniami. Ktoś może sobie wyobraża, że las sam rośnie, ale tak nie jest. To wiąże się z wieloma zabiegami, które przecież kosztują. Trzeba pamiętać, że Lasy Państwowe przez lata doskonaliły swoją działalność, wprowadzono gospodarkę oszczędnościową i nie ma tam miejsca na dalsze redukcje zatrudnienia. Dziś jest to ok. 25 tys. osób i niżej zejść nie można. Z drugiej strony wiem też, że jeśli nadleśniczy sporządza plan, to zawiera on to, co jest konieczne do wykonania w danym roku, by zapewnić prawidłowe gospodarowanie zgodnie z dziesięcioletnimi planami urządzania lasu. Zatem cięcia budżetu uderzą albo w kadrę leśną, albo leśnicy będą zmuszeni do ograniczania zabiegów pielęgnacyjnych czy wręcz zaniechania inwestycji. Żadne z rozwiązań nie jest dobre.

Dlaczego w projekcie zapisano sztywne kwoty „wpłat”, a nie np. w postaci procentowej części wysokości uzyskanego zysku?

– Tego rodzaju rozwiązanie byłoby bardziej racjonalne, bo nie powodowałoby niszczenia tej instytucji. Tu jednak nie chodzi o dobro Lasów Państwowych. Zabranie z Lasów po 800 mln zł w 2014 i 2015 r. spowoduje ich niewydolność finansową i będzie skutkowało zaniechaniem podstawowych działań gospodarczych. A to jest już szkoda, której nie da się nadrobić.

W projekcie są też zawory bezpieczeństwa w postaci możliwości zmniejszenia „wpłat”, ale od 2015 r. począwszy.

– Jakoś nie ufam tego rodzaju rozwiązaniom i premier powinien je stanowczo ukrócić. Lasy Państwowe dobrze funkcjonują, dają przy tym społeczeństwu możliwość korzystania z lasów i dobry gospodarz pilnowałby, aby nie zniszczyć tego, co mamy. Tymczasem chce się zabrać pieniądze zabezpieczone na wykonanie zadań gospodarczych. To są praktyki zgodne z kierunkiem, jaki przed laty, na początku drogi przemian, nakreśliła Unia Demokratyczna.

Dziękuję za rozmowę.

Marcin Austyn

Nasz Dziennik