logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Ratujmy nasze dzieci

Wtorek, 21 stycznia 2014 (10:28)

Zgodnie z podstawowymi założeniami pedagogiki, aby dziecko było gotowe w pełni do pójścia do szkoły, bez przeżywania traumy, stresu i popadnięcia w depresję, musi być dojrzałe w co najmniej trzech sferach: emocjonalnej, intelektualnej i oczywiście fizycznej.

Czy przedszkole, zmuszone do przyspieszenia kursu przygotowania do dojrzałego życia, na podstawowym poziomie wyżej wymienionych sfer jest w stanie przygotować nasze dziecko, na tyle skutecznie, żeby sześciolatek był zdolny, bez przeżywania problemów psychicznych wkroczyć w świat szkoły? Z punktu widzenia naukowego trudno odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie, ponieważ należy zawsze pamiętać, że każde dziecko rozwija się indywidualnie i nie ma żadnych schematów czy też matryc, przez które można oceniać wszystkie dzieci. I już choćby z tego jednego powodu, idea posyłania dzieci w wieku sześciu lat do szkoły jest eksperymentem kontrowersyjnym i niebezpiecznym, bo zakłada uniformizację i kolektywizm.

Ten projekt może ponieść porażkę, podobnie jak katastrofą okazała się reforma szkoły przez fatalną reaktywację gimnazjów. Szkoda tylko, że kolejne idee inżynierów społecznych gabinetu Donalda Tuska mają byććwiczone na dzieciach. Raport zatytułowany „Szkolna rzeczywistość. Raport 2013/2014” i przygotowany przez Stowarzyszenie i Fundację Rzecznik Praw Rodziców, z  października ub.r., pokazuje jak szkoły w Polsce są opóźnione i nieprzygotowane na przyjęcie dzieci w wieku sześciu.

Czy sześciolatek jest gotowy na szkołę?

Zdaniem specjalistów, po przedszkolu dziecko powinno  brać udział w zabawach, grach, zajęciach, uczestniczyć w zdrowej rywalizacji, wytrzymać co najmniej 45 minut siedząc w ławce, dbać o higienę osobistą. Tu dochodzi kwestia ewentualnej wady postawy, ponieważ siedzenie w ławce będzie wyzwaniem dla nieprzygotowanych do tego dzieci.

Wyobraźmy sobie dziecko, które ma kłopot z poprawnym trzymaniem pióra, długopisu, kredki, czy ołówka. Je także należy przygotować do tej aktywności. Wady wymowy, postawy, nieradzenie sobie podczas zajęć fizycznych, ograniczenia intelektualne, będą utrudniały dalszą edukację. To jedna strona medalu. Jest jeszcze druga. Socjologiczna.

Wyobraźmy sobie nieprzygotowanego do gry w piłkę chłopca, słabszego fizycznie albo dziewczynkę z wadą wymowy, czy wzroku…, świat dzieci również potrafi być okrutny. Nierzadko odstające od grupy dzieci z tego czy innego powodu stają się ofiarami szykan, wykluczenia, marginalizacji, a nawet pastwienia się nad nimi starszych, tylko z powodu ich ograniczeń. Im młodsze dziecko, tym silniejsze i trudniejsze do przewidzenia skutki mobingu, prześladowań. Czy również i na to będą przygotowani nauczyciele i rodzice? Czy będą w stanie zapewnić takiemu dziecku poczucie bezpieczeństwa i ochrony?

Reforma w ogóle tego nie przewiduje. Jest zimną, cyniczną kalkulacją, grą polityczną kosztem naszych dzieci. Tymczasem już przedszkolaki muszą być szybciej wyposażone w umiejętności intelektualne, bo jeśli nie będą nadążały za beznamiętnym programem edukacyjnym, środowisko może je zniszczyć. Przedszkolaki w wieku pięciu lat powinny zatem wiedzieć, jak się nazywają, gdzie mieszkają, znać swoje imiona, swoich bliskich, rozumieć wszelkie relacje społeczne, do jakiej grupy nalezą, jaka jest ich tożsamość narodowa, rodzinna. Przy nowych pomysłach ideologów gender wkrótce będą musiały wcześnie rozeznawać swoją orientację seksualną, płeć. Muszą być odpowiedzialne za swoje działania, decyzje, powinny umieć wyrażać swoje potrzeby, pragnienia, potrafić współpracować w grupie, radzić sobie z porażkami, umieć iść na kompromis.

W szóstym roku życia, czyli po przedszkolu dziecko powinno umieć liczyć, i znajdować błędy w swoim liczeniu, przewidywać wydarzenia, znać kolejność dni tygodnia, pór roku, miesięcy, oczywiście litery alfabetu. Do tej pory te zadania, a ja bym powiedział raczej wyzwania, dotyczyły dzieci starszych o rok i także stwarzały im liczne problemy. Jednak w przeszłości, w przedszkolu dzieci przede wszystkim się bawiły i powoli socjalizowały ze środowiskiem. Teraz ma się to zmienić.

Znam mnóstwo przypadków dzieci, które były w pełni zdrowe i prawidłowo się rozwijały emocjonalnie, psychologicznie, czy fizycznie, nie nadawały się nawet do pójścia do przedszkola, a  rodzice decydowali się na opóźnienie o rok posyłania ich do tych placówek, ponieważ nie radziły sobie ze środowiskiem nowych kolegów i koleżanek. W nowym rozdaniu, od 2014 roku już nie będzie wyjścia. No prawie nie będzie, o czym piszę na końcu tego artykułu.

Eksperyment zaatakuje bezbronne dzieci i nieprzygotowanych rodziców oraz wychowawców. Szkoły, które już dziś nie radzą sobie z aktualnym stanem ilościowym dzieci, będą musiały przyjąć kolejne tysiące małych ludzi. Pojawiają się zatem ważne pytania. Czy kadra przedszkoli będzie w stanie sprostać tym wyzwaniom, mając ograniczenia czasowe, przygotowawcze, szkoleniowe, uczestnicząc z musu w tym nowym eksperymencie?

I co najważniejsze, czy zadaniem i wymogiem dyrekcji przedszkoli, wychowawców, i rodziców jest skupienie całej swojej uwagi na testowaniu dziecka, czy już jest czy jeszcze nie jest gotowe do podjęcia lekcji w szkole? A gdzie czas na zabawę? Chyba że za zabawę będzie się już teraz uważać pisanie literek i ich kolorowanie, albo poznawanie cyferek i ich malowanie.

Reforma zabiera dzieciom ich dzieciństwo, przygotowuje do wcześniejszego pełnienia odpowiednich ról, jakie są wymogiem stworzonym pod dyktando nieudolnych urzędników państwowych, którzy nie potrafili w żaden inny sposób zabezpieczyć emerytom przyszłych wynagrodzeń, jak poprzez wcześniejsze posyłanie dzieci do szkół, aby te je szybciej skończyły i ruszyły do pracy, bo w innym przypadku dojdzie do niewydolności systemu emerytalnego.

Jak sobie poradzić?

Czy rzeczywiście dziecko musi być ofiarą polityków reprezentujących ideologię gender? Nie. Przede wszystkim musimy czekać na projekt, który przedstawi w Sejmie RP opozycja. Projekt ograniczy się wyłącznie do spraw związanych z wcześniejszym posłaniem dziecka do szkoły w wieku sześciu lat. Ruch obywatelski także wciąż działa. Państwo Elbanowscy nie złożyli broni i mają szerokie poparcie w społeczeństwie polskim, chociaż media głównego nurtu robią wszystko, aby wspierać rząd w jego kompromitującej dewastacji życia dzieci, a także wyszydzać postawy obywatelskie, które walczą o młodych Polaków.

Ponadto, jeśli kolejne projekty upadną, a centrolewicowy rząd Tuska przeforsuje swoje destrukcyjne reformy, to wciąż w Polsce, co nie obowiązuje np. w RFN czy Austrii możemy spróbować zdecydować się na tzw. homeschooling, czyli edukację domową, tym bardziej że szkoła publiczna to wymysł stosunkowo nowy, nawet twierdzę, że z perspektywy czasu kulturowo obcy polskiej tradycji. Szkoła publiczna jest jeszcze realizacją poglądów Platona, który stworzył w swoim dziele „Państwo” słynną wizję ośrodków dla dzieci, które zostały wydarte rodzicom, a które w pełni podlegały edukacji realizowanej przez władców-filozofów, którzy przy okazji, w sposób praktyczny mieli je wprowadzać w życie seksualne.

Komuniści realizowali ten ideał szkoły publicznej, bez molestowania i gwałcenia dzieci fizycznie, ale dewastowali je ideologią i propagandą sowiecką, co wytworzyło w naszym społeczeństwo przeświadczenie, że szkoła publiczna to zło konieczne, standard, którego nie można dziś obejść.

Ponieważ instytucje i system zawsze są represyjne wobec wolności jednostki, po dobiciu edukacji w Polsce przez feministkę ministrę Kluzik-Rostkowską, należy się zastanowić, jak inaczej przeskoczyć ograniczenia wynikające z obowiązku szkolnego. Jeśli nasze dziecko, według nas, najważniejszych wychowawców nie jest jeszcze gotowe do pójścia do szkoły, cóż, jedyną możliwością na opóźnienie rozpoczęcia jego edukacji szkolnej może być otrzymanie opinii psychologa, która odroczy obowiązek szkolny.

Zanim jednak podejmiemy tak radykalne działanie, należy w pierwszej kolejności ponownie zawalczyć o nasze dzieci, a najlepiej zmienić rząd poprzez zdmuchnięcie go za sprawą powszechnego ruchu obywatelskiego i wyborów. Czy nasze dzieci nie są tego warte?

Dr Tomasz M. Korczyński

NaszDziennik.pl