logo
logo
 

Sławomir Jagodziński

Homokaganiec na katolickie media

Czwartek, 30 stycznia 2014 (02:00)

Można się było spodziewać, że po boju o miejsce dla katolickiej stacji telewizyjnej na cyfrowym multipleksie przyjdzie czas na kolejny bój – o treści, jakie się tam będą mogły znajdować. Przedsmakiem tego jest list z pogróżkami, jaki przewodniczący KRRiT przesłał do o. dr. Tadeusza Rydzyka CSsR, napominając dyrektora Radia Maryja, że nie powinien homoseksualizmu nazywać chorobą.

Pierwsze przykazanie Jana Dworaka dla mediów: nie ważcie się nazywać homoseksualizmu po imieniu, bo będziecie mieć kłopoty. Wpisuje się to w stosowaną od lat metodę, która polega na tym, że jakakolwiek krytyka lub zastrzeżenia wobec aktywności i stylu życia osób homoseksualnych są od razu określane jako forma niesprawiedliwej dyskryminacji i braku tolerancji.

Tę metodę stosuje się obecnie też np. w stosunku do krytyków ideologii gender, oskarżając ich, że rzekomo są przeciw równości i walce z przemocą.

Walec propagandy idzie coraz dalej. Niedawno ks. abp Józef Michalik został pozwany przez działaczkę Twojego Ruchu, bo nie spodobały jej się słowa homilii przewodniczącego KEP o rozwodach rodziców i agresywnych feministkach, które od lat szydzą z etyki, promują aborcję i walczą z rodziną i wiernością małżeńską. Ta tendencja, która pod zarzutem dyskryminacji chce zamknąć usta duszpasterzom, jest alarmująca.

Teraz urząd państwowy, jaki reprezentuje Jan Dworak, upomina o. dr. Tadeusza Rydzyka, bo nie wahał się powiedzieć prawdy o homoseksualizmie. Problem w tym, że zarówno biskupi i kapłani, jak i wszystkie osoby, które uważają się za katolików, jeśli chcą pozostać w Kościele, nie mogą głosić poglądów niezgodnych z jego nauczaniem. „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” – to największe dobrodziejstwo, jakie można dać człowiekowi, choćby ta prawda był bardzo trudna. Największą krzywdę wyrządza się człowiekowi, gdy utwierdza się go w fałszu. Dlatego Kościół, choć coraz bardziej osamotniony w świecie, ma odwagę mówić prawdę o homoseksualizmie. Wbrew poprawności politycznej czyny homoseksualne, jako pozbawione istotnej i niezbędnej celowości i wewnętrznie nieuporządkowane, nazywa grzechem. Podkreśla, że jako takie nie mogą być one w żadnym przypadku zaaprobowane.

I nie zmieni tego żadne głosowanie, bo nad prawdą się nie głosuje, ale się ją odkrywa. Homoseksualizm rzekomo „przestał” być chorobą, bo określone gremium ludzi, poddanych ogromnym naciskom i propagandzie, przegłosowało taką decyzję. Ale jak dziś ktoś przegłosuje, że np. daltonizm nie jest chorobą, to nie znaczy, że niewidzenie określonych barw jest normalne, a nawet lepsze od widzenia wszystkich. Unia Europejska też przegłosowała, że ślimak winniczek to ryba lądowa, a marchewka to owoc.

Przegłosować można wszystko, natomiast co to ma czasem wspólnego z prawdą? To pytanie powinien sobie też zadać przewodniczący KRRiT, przywołując w swoim liście jako argumenty politycznie poprawne decyzje o wykreśleniu przed laty homoseksualizmu z listy chorób. Czy to nie kompromituje i osoby, i instytucji państwowej, którą ona reprezentuje?

Sławomir Jagodziński

Nasz Dziennik