Z Grażyną Zagrobelną, leśnikiem z ponad 30-letnim stażem pracy, wiceprzewodniczącą Krajowego Sekretariatu Zasobów Naturalnych Ochrony Środowiska i Leśnictwa NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Co leśnicy sądzą o podpisie prezydenta pod ustawą o lasach?
– Według nas dzieje się coś bardzo dziwnego, niebezpiecznego. W państwie prawa, które funkcjonuje samodzielnie od ponad 20 lat, tworzy się przepisy pod potrzeby aktualnie rządzącej koalicji, do realizacji ich zadań – powiedzmy to wprost – zadań wyborczych. Szkoda tylko, że prezydent wpisuje się w ten klimat.
Leśna „Solidarność” miała nadzieję, że prezydent stanie ponad podziałami i zawetuje ustawę bądź sam skieruje ją do Trybunału Konstytucyjnego?
– Owszem, po tym, co z ustawą zrobił Sejm i Senat, liczyliśmy na rozwagę prezydenta. Mieliśmy nadzieję, że zrzuci z siebie polityczne barwy i stanie po słusznej stronie, po stronie prawdy i faktów, a nie politycznych potrzeb formacji, z której się wywodzi. Zresztą prosiliśmy o to prezydenta Komorowskiego w naszym ostatnim piśmie z 3 lutego. Nasze oczekiwania były poparte również faktem, że Bronisław Komorowski oprócz tego, że jest głową państwa, jest również honorowym członkiem „Bractwa Leśnego”, do którego są zaliczani ludzie swoją działalnością i dokonaniami zaświadczający w opinii społeczności leśnej o tym, że dobro oraz rozwój, a także niezłomna wola walki w obronie i ochronie lasów polskich jest ich dewizą życiową, od których zgodnie z regulaminem bractwa oczekuje się działań na rzecz racjonalizacji gospodarki leśnej, rozwoju leśnictwa i krzewienia wiedzy leśnej. Tak więc do Bronisława Komorowskiego zwracaliśmy się niejako podwójnie: jako do prezydenta, ale także jako do człowieka, który ma prawo nosić mundur „Bractwa Leśnego”, który uczestniczy w spotkaniach z leśnikami na temat roli lasów.
Swoim podpisem prezydent sam stawia się poza nawias „Bractwa Leśnego”…
– Bronisław Komorowski w kampanii prezydenckiej często powoływał się na przynależność do „Bractwa Leśnego”, mówił, że zna doskonale zagadnienia bractwa, deklarował też, że zawsze będzie bronił lasów i leśników. Widocznie były to tylko puste słowa. Biorąc to wszystko pod uwagę i patrząc na dzisiejszą postawę prezydenta, jesteśmy załamani, zwłaszcza że po naszym ostatnim apelu, który zresztą pozostał bez echa, dostarczyliśmy prezydentowi również opinię, z której wynikało wprost, gdzie, co i jak zostało złamane. Mimo prośby przewodniczącego Krajowego Sekretariatu Zasobów Naturalnych Ochrony Środowiska i Leśnictwa NSZZ „Solidarność”, aby przynajmniej Biuro Prawne Prezydenta RP odniosło się do naszej opinii, też nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.
W tej sytuacji leśnicy czują się zlekceważeni przez prezydenta?
– Tak czujemy się zlekceważeni. Nie jesteśmy zadymiarzami, jak często usiłuje się przedstawiać związki zawodowe, których przedstawiciele jadą do Warszawy, rzucają petardy, krzyczą, hałasują i przeszkadzają warszawiakom normalnie żyć. Cały czas próbujemy rozmawiać merytorycznie, postępować zgodnie z prawem. Dlatego nie można nam zarzucać, że stajemy okoniem, że unikamy dialogu i okopujemy się tylko przy swoich racjach. Nasze stanowisko oparte jest na konkretnych analizach. Skoro traktujemy kogoś z szacunkiem, to oczekujemy również poważnego podejścia. Ponoć jesteśmy partnerem społecznym, tymczasem nikt nie pyta nas o zdanie, nie liczy się z nami. Nie mamy zamiaru i nie będziemy dłużej kwiatkiem do kożucha.
Co de facto oznacza podpis prezydenta?
– Ni mniej, ni więcej oznacza to, że zaczyna się proces wyprowadzania pieniędzy z dobrze prosperującego przedsiębiorstwa. Lasy Państwowe będą zmuszone płacić po 200 milionów złotych kwartalnie. W mojej ocenie, problem zacznie się już na początku przyszłego roku.
W tej chwili Lasy posiadają minimalne oszczędności, które pójdą w pierwszej kolejności, natomiast jeżeli zostaniemy pozbawieni całej nadwyżki kapitału, to utracimy płynność finansową. Wówczas będziemy zmuszeni zaciągnąć kredyty, co wiąże się z podniesieniem kosztów funkcjonowania. Dobra koniunktura na drewno nie jest stała, ale jak pokazuje życie, prędzej czy później się kończy, a to oznacza, że w razie jakiegoś tąpnięcia na rynku drzewnym staniemy się bankrutem.
Dlaczego ta ustawa powinna trafić do kosza?
– Powodów jest wiele. Mając na uwadze kwestie formalne, przede wszystkim ustawa została uchwalona z rażącym naruszeniem prawa, ze złamaniem Regulaminu Rady Ministrów i wbrew Konstytucji. Jest to danina publiczna, która została uchwalona w trakcie roku podatkowego, co jest niedopuszczalne. Została naruszona zasada równego traktowania podmiotów, ponieważ w sektorze producentów drewna w Polsce tylko Lasy Państwowe zostały tą daniną obciążone. Warto przypomnieć, że nawet kiedy nałożono opłaty od produkcji miedzi i srebra na KGHM Polska Miedź, ustawa nie mówiła, że to KGHM ma płacić, tylko producenci miedzi i srebra. W tym wypadku nakłada się opłaty wyłącznie na jeden podmiot gospodarczy, jakim są Lasy Państwowe. Ponadto zostało naruszone prawo unijne, gdyż w UE nie funkcjonuje podatek obrotowy, natomiast Lasy Państwowe od 2016 r. mają płacić właśnie podatek obrotowy. Procedując ustawę w ekspresowym tempie, w ogóle zaniechano rzetelnej analizy jej skutków finansowych. Mało tego, próba przeprowadzenia takiej analizy została odrzucona przez sejmowe komisje. Nikt nie wyjaśnił też, czym są wpłaty, które Lasy mają wpłacać do kasy państwowej. Bez żadnych podstaw narzucono daninę, której Lasy nie są w stanie zapłacić. Ta ustawa spowoduje zapaść finansową Lasów Państwowych.
Na co miały być przeznaczone pieniądze, zanim rząd PO – PSL postanowił, że zasilą czarną dziurę budżetową?
– Pieniądze miały być przeznaczone przede wszystkim na uzupełnienie zaległości, a więc na rozwój infrastruktury, na badania naukowe, na budowę szkółek leśnych, na remont i modernizację dróg. Ponadto na wyrównanie zaległości w zakresie modernizacji i budowy leśniczówek i budynków administracyjnych. Jako leśnicy musimy gdzieś pracować, mamy XXI wiek i nie możemy bez końca zajmować budynków, które nie spełniają wymogów przeciwpożarowych, co do których są ostrzeżenia, że mogą zostać zamknięte. Niestety, te plany nie będą możliwe do zrealizowania, bo pieniądze zgodnie z życzeniem rządu PO – PSL trzeba będzie odprowadzić na budowę dróg. Jeżeli zaś chodzi o program budowy dróg lokalnych, nikt nie mówi, że ten „schetynowski” program kończy się w 2014 roku. Powstaje zatem pytanie, po co i na co Lasy mają płacić 800 milionów złotych w przyszłym roku?
Jaka przyszłość czeka teraz Lasy Państwowe?
– Mimo wszystko jestem optymistką. Wierzę, że Trybunał Konstytucyjny, do którego powinna trafić ta destrukcyjna ustawa, zajmie się to sprawą szybciej, niż zakładają terminy, a przede wszystkim uchyli chore prawo. Mam też nadzieję, że do najbliższych wyborów parlamentarnych nie uda się rozbić Lasów Państwowych, a społeczeństwo, które współpracuje z leśnikami na każdym etapie, idąc do urn wyborczych, wyciągnie odpowiednie wnioski.
Komu zależy na destabilizacji Lasów Państwowych…?
– Ministerstwo Finansów od dawna uważało Lasy Państwowe za państwo w państwie. Stąd różne podejścia czy próby przejęcia władzy nad tym dobrze prosperującym przedsiębiorstwem. Poza tym są siły, którym Lasy są ciągle solą w oku, którym zależy, żeby nie było jednego zwartego przedsiębiorstwa, którego nie zdołała zniszczyć ani komuna, ani przemiany gospodarcze i polityczne pod 1989 roku. Komuś bardzo zależy, żeby osłabić, rozdrobnić majątek Lasów, a wtedy będzie go prościej sprywatyzować i sprzedać. Mam nadzieję, że Polacy to dostrzegają i nie dadzą się nabrać i zniweczą te plany.
Koalicja PO – PSL proponuje zmianę w Konstytucji, co miałoby uniemożliwić prywatyzację Lasów Państwowych. Jak ten projekt Państwo odbierają?
– Szczerze mówiąc, nie bardzo wiem, jak koalicja PO – PSL rozumie prywatyzację Lasów, bo to, co zaproponowano, w żaden sposób nie chroni Lasów Państwowych przed: tworzeniem spółek prawa handlowego, rozdziałem gospodarki leśnej na pozyskanie i hodowlę ochronną. Można bowiem jednej spółce dać pozyskanie i sprzedaż i powołać drugą spółkę, która będzie się zajmowała tylko kosztochłonnymi pracami. Propozycja koalicji rządzącej nie daje też żadnej pewności, że państwo w pewnym momencie nie zacznie sprzedawać koncesji np. na wyrąb i odnowienie lasu. Jak taka sprzedaż na pniu hektarów lasów wygląda, można zobaczyć w Kanadzie.
Propozycja PO – PSL w ogóle nie chroni Lasów Państwowych od prywatyzacji, bo jeżeli w zapisie jest mowa, że lasy nie podlegają prywatyzacji za wyjątkiem przypadków opisanych w ustawie, to powstaje pytanie, co zostanie określone w ustawie? Owszem, leśnikom marzy się zapis konstytucyjny bezwzględnie chroniący Lasy Państwowe przed zakusami z jakiejkolwiek strony, tylko musi to być zapis gwarantujący bezpieczeństwo, który będzie nie do podważenia. Pozorowane zapisy zaproponowane przez PO – PSL nie chronią lasów. Poza tym jest jeszcze jednak kwestia, o której mówi prof. Jan Szyszko, a mianowicie, co z tego, że proponuje się nowe zapisy, skoro łamie się obecną Konstytucję. Innymi słowy, lepiej niech obecny rząd zostawi lasy w spokoju. Niech nie miesza przy Konstytucji i zostawi sprawę do załatwienia innym, którzy zrobią to lepiej, nie we własnym, ale w dobrze pojętym interesie Polski i Polaków, bo lasy są własnością nas wszystkich, a nie tylko polityków obecnie jeszcze rządzącej opcji.
Dziękuję za rozmowę.

