logo
logo

Zdjęcie: arch./ Inne

Wiklinowy biznes

Poniedziałek, 10 marca 2014 (13:31)

Branża wikliniarska przeżywa kryzys. Chociaż popularna wiklina jest coraz droższa, to zarabiają na niej głównie plantatorzy. Gorzej jest z producentami wyrobów wikliniarskich - aby biznes był dla nich nadal opłacalny, ceny wyrobów muszą pójść w górę.

Wiklinę się sadzi, a nie jak niektórzy uważają, sieje. Wiklina może być jednoroczna, dwuletnia lub trzyletnia. Im dłużej rośnie, tym jest grubsza i służy do innych celów. Starsza jest przeważnie używana do wyrobu mebli. Wiklinę ścina się na jesień po pierwszych przymrozkach, kiedy opadną liście. Z okorowanej i odpowiednio przygotowanej wikliny można zrobić niemal wszystko, m.in. dzbanki, meble, zabawki, elementy małej architektury ogrodów, ogrodzenia, kosze zakupowe czy ekspozycyjne, a nawet ekologiczne trumny, które cieszą się dużym uznaniem np. w Anglii.

Wiklina może być także materiałem dla projektantów mody, a efekty w postaci np. wiklinowych sukienek, kapeluszy czy chociażby niekonwencjonalnej biżuterii łączącej wiklinę z bursztynem czy koralem; stają się coraz częściej atrakcją pokazów. Najpopularniejsze jednak pozostają wiklinowe kosze poszukiwane na wszystkich kontynentach.

Stolicą zagłębia wikliniarskiego jest liczący niewiele ponad 10 tysięcy mieszkańców Rudnik nad Sanem i jego okolice. Tradycje wikliniarskie sięgają tu 1872 roku. To tu, na obszarze czterech sąsiadujących ze sobą powiatów: niżańskiego, leżajskiego, biłgorajskiego i rzeszowskiego, produkuje się najwięcej wikliny w całej Europie. Dorównać rudnickim wikliniarzom próbują producenci w Bośni, ale to zbyt mała skala, podobnie jak w Chinach, gdzie próbowano wyplatać wiklinowe kosze. Tam jednak problemem – przynajmniej w ostatnich latach – okazał się brak surowca, a przede wszystkim jakość. Wiklinowa „masówka” z Azji nie daje się bowiem porównać z wyrobami rudnickich wikliniarzy.

Wiklina sposobem na życie

Problem w tym, że produkcja wyrobów z wikliny niekoniecznie musi się wszystkim opłacać. Wszystkiemu winne ceny. Za 1 kilogram okorowanej wikliny trzeba dziś zapłacić 10 złotych. To dwa razy więcej niż jeszcze kilka lat temu. O ile wzrost cen surowca cieszy plantatorów, którzy z jednego hektara dorodnych upraw wikliny rocznie są w stanie osiągnąć nawet 60 tysięcy złotych, o tyle producentów wyrobów wikliniarskich już niekoniecznie.

Wzrost cen surowca nie przekłada się bowiem na ceny gotowych wyrobów wikliniarskich. – Odbiorcy z Zachodu przyzwyczaili się do tego, że produkcja gotowych wyrobów wikliniarskich w Polsce jest stosunkowo tania. Przekraczając pewne granice, można zniechęcić klientów. Wszystko jednak wskazuje na to, że nasi zachodni odbiorcy będą musieli to zaakceptować – podkreśla Antoni Wnuk, prezes Korporacji Wikliniarskiej Rudnik. Wzrost cen gotowych wyrobów wikliniarskich może wynieść nawet 40 proc. Tak wynika z analizy rynkowej i oceny możliwości rudnickich producentów. Fakt, że są najlepsi, rudniccy wikliniarze próbują wykorzystać na zagranicznych rynkach. To zwykła konieczność, bo obecne ceny nie gwarantują opłacalności osobom, które żyją z wyplatania.

W Rudniku nad Sanem tradycje wikliniarskie przekazywane są z pokolenia na pokolenie i nawet wśród młodszych mieszkańców trudno dziś znaleźć osobę, której obca byłaby sztuka wikliniarska, choć nie wszyscy wykorzystują swoje umiejętności zarobkowo. Szacuje się, że z wikliniarstwa (nie tylko w Rudniku) utrzymuje się nawet kilkadziesiąt tysięcy osób, począwszy od plantatorów, wytwórców i producentów, po hurtowników i handlowców. Tylko w samym Rudniku nad Sanem funkcjonuje kilka dużych hurtowni i ponad sto podmiotów jednoosobowych, które zajmują się wikliną, do tego trzeba doliczyć ogromną liczbę chałupników. Obok wikliny użytkowej jest także spore zapotrzebowanie na wiklinę artystyczną. Takich fachowców rzemieślników – mistrzów w swoim fachu, którzy z wikliny potrafią zrobić niemal wszystko, gwarantując przy tym najwyższą jakość, w Rudniku nie brakuje. Dlatego zarówno władze miasta, jak i Korporacja Wikliniarska Rudnik robią wszystko, żeby zatrzymać ich w branży, bo wiklina to nie tylko sztuka czy architektura, ale przede wszystkim biznes.

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl