logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Nie będzie kary za Krym

Poniedziałek, 7 kwietnia 2014 (02:00)

Aktualizacja: Piątek, 2 maja 2014 (11:45)

ANALIZA

Kapitał w rajach podatkowych i dywersyfikacja eksportu surowców czynią z Rosji państwo odporne na sankcje gospodarcze w krótkim okresie. Sankcje długoterminowe odniosą skutek, ale sprowadzą na Europę recesję.

Wskutek kryzysu ukraińskiego spadek PKB Rosji może wynieść w skrajnym wypadku, tj. przy eskalacji konfliktu i nałożeniu sankcji, 1,8 proc. w tym roku. W roku następnym gospodarka jednak odbije w tempie 2,1 proc. PKB – ocenia Bank Światowy.

Według BNP Paribas, w razie nałożenia na Rosję sankcji trzeciego stopnia, jak na Iran (bezterminowy zakaz eksportu ropy, blokada zagranicznych przepływów finansowych w systemie bankowym), należy spodziewać się spadku rosyjskiego PKB o 20-30 proc., ale równolegle – recesji w Europie. – Dlatego ani Rosja, ani Zachód nie będą dążyć do eskalacji konfliktu – przewiduje BNP Paribas.

Nieufne rynki

– Obecnie nie ma realnych „sankcji” Zachodu wobec Rosji, jest natomiast niepewność na rynkach związana z kryzysem wokół zajęcia Krymu, która powoduje, że inwestorzy wycofują kapitał z Rosji, wstrzymują inwestycje, wyprowadzają zyski – wyjaśnia dr Cezary Mech, były wiceminister finansów. – Skala transferów w pierwszym kwartale kształtuje się na poziomie 60 mld dolarów i może wynieść 100 mld dolarów w ciągu całego roku, a w przypadku najbardziej pesymistycznych szacunków – nawet 150 mld dolarów – ocenia finansista. Odpływ kapitałów z Rosji w ostatnich latach kształtował się zwykle na poziomie 60 mld dolarów rocznie, poza kryzysowym rokiem 2008, gdy przekroczył 80 mld dolarów. Według Mecha, negatywny wpływ tych procesów na gospodarkę Rosji wystąpi, niemniej jednak spowolnienie z tego tytułu będzie niewielkie, nie przekroczy 0,6 proc. PKB. Co innego, gdyby doszło do eskalacji konfliktu rosyjsko-ukraińskiego i nałożenia sankcji na Rosję. Wtedy ziściłyby się prognozy Banku Światowego na temat spadku rosyjskiego PKB o 1,8 proc. w 2014 r., a potem wzrostu o 2 proc. w 2015 roku. W krótkim okresie dotkliwość sankcji byłaby zatem dość ograniczona.

– Należy pamiętać, że z sięgających 500 mld dolarów inwestycji zagranicznych Rosji aż połowa jest ulokowana w rajach podatkowych, a z 400 mld dolarów inwestycji zagranicznych w Rosji – tylko niewielki procent pochodzi z krajów G7, w tym najwięcej, tj. 4 proc., z Niemiec. Jednocześnie inwestycje z Wysp Dziewiczych stanowią 10 proc., inwestycje z Bermudów 6 proc. i z Bahamów również 6 proc. – przytacza dane dr Cezary Mech. – Tego rodzaju struktura utrudnia oddziaływanie sankcji – podkreśla. Z kolei nałożenie na Rosję prawdziwych sankcji gospodarczych byłoby, jak zaznacza, mieczem obosiecznym, tj. uderzyłoby zarówno w gospodarkę rosyjską, jak i gospodarki zachodnie. Wprawdzie w odległym terminie sankcje odniosłyby zakładany skutek gospodarczy, ale jednocześnie doprowadziłyby do zacieśnienia współpracy Rosji z Chinami – ostrzega finansista. Dla Zachodu byłby to scenariusz wyjątkowo niekorzystny, ponieważ zwiększa możliwości ekspansji gospodarczej Państwa Środka.

Jak liczy Putin

– Rosja jest krajem surowcowym, 92 proc. jej eksportu (485 mld dolarów) stanowią surowce i półfabrykaty, przy czym jest to eksport mocno zdywersyfikowany i może być łatwo przerzucony na kierunek chiński. Dla Chin oznaczałoby to spadek cen surowców, dla Europy natomiast – wzrost cen – uważa dr Mech. Zachód doskonale zdaje sobie z tego sprawę, m.in. dlatego nałożenie „prawdziwych” sankcji gospodarczych uzależnia od dalszej eskalacji konfliktu, na czym tak naprawdę nikomu na Zachodzie obecnie nie zależy. Toteż eskalacji ani sankcji najprawdopodobniej nie będzie, natomiast prognozy Banku Światowego dla Rosji spełnią się w wersji „light”, a nie „hard”.

– Wzrost gospodarczy w Rosji w tym roku wyniesie 1,1 proc., a odpływ kapitału 83 mld dolarów – szacuje nasz rozmówca. Nie są to straty, które rzucą Rosję na kolana. – Mimo wytransferowania za kadencji Putina 350 mld dolarów Rosja zgromadziła ogromne rezerwy dewizowe – prawie 500 mld dolarów. W razie problemów z płynnością posiada środki, aby interweniować. Z drugiej strony – rubel ulega osłabieniu, co powoduje straty po stronie inwestorów wycofujących kapitał z Rosji – relacjonuje dr Mech.

Finansista ocenia, że koszty związane z przyłączeniem Krymu są – z punktu widzenia Rosji – nieporównywalne z korzyściami w postaci umocnienia strategicznej pozycji na południu. Inwestycje związane z połączeniem Krymu liniami energetycznymi, gazowymi, drogowymi i kolejowymi z Rosją będą dla gospodarki impulsem prorozwojowym, zaś zadowolenie mieszkańców Krymu z ożywienia gospodarczego będzie oddziaływało na postawy prorosyjskie na wschodzie i południu Ukrainy. Rachuby uderzenia w Putina przy pomocy rosyjskich oligarchów, wzorem Ukrainy, są raczej mało realne.

– Rosyjscy oligarchowie, w przeciwieństwie do ukraińskich, są silnie uzależnieni od Kremla, co powoduje, że wykorzystanie ich do rozszerzenia zachodnich wpływów w Rosji nie wydaje się możliwe na obecnym etapie, choć pozostaje istotną opcją w przypadku przesilenia na Kremlu – ocenia ekspert.

W ubiegłym roku gospodarka rosyjska wzrosła o 1,3 proc. PKB. Szacunki na bieżący rok mówiły o przyspieszeniu, jednak po wybuchu konfliktu na Ukrainie prognozy wzrostu zredukowano do 1,1 proc. PKB. Zachód nie zdecydował się na nałożenie prawdziwych sankcji gospodarczych i handlowych na Rosję, zastosował tylko restrykcje w postaci zakazów wizowych i blokady kont niektórych urzędników i oligarchów związanych z Kremlem, przerwał współpracę z kilkoma rosyjskimi bankami oraz ograniczył kontakty polityczne, gospodarcze i wojskowe z ekipą prezydenta Putina. – Wprowadzone sankcje mają charakter symboliczny. Te działania nie osłabią rosyjskiego reżimu – ocenia w rozmowie z PAP Nina Schick, analityk „Open Europe”.

Małgorzata Goss

Nasz Dziennik