W ostatnich dniach media w Polsce obiegła kompromitująca Platformę Obywatelską informacja, że pratwór PO, Kongres Liberalno-Demokratyczny był finansowany z pieniędzy niemieckich chadeków. Atmosferę podgrzało dodatkowo to, że spekulacji i doniesień Pawła Piskorskiego zamieszczonych w tygodniku „Wprost” nie chcą komentować najbardziej zainteresowani, a ci, którzy w ramach PO to komentują, cóż, rzucają jeszcze większy cień wątpliwości i podejrzeń na całą sprawę.
Gdyby KLD rzeczywiście była finansowana przez kapitał niemiecki, wówczas sprawa jest skandaliczna, i to na tyle skandaliczna, że należałoby wyciągnąć z tego jak najdalej idące konsekwencje. Nie tylko polityczne, w postaci dymisji rządu, ale też sądowe, w postaci postawienia przed Trybunałem Stanu najważniejszych polityków PO. Jeżeli bowiem aktualne władze naszego kraju nie są suwerenne wobec obcego mocarstwa, to wszystkie najważniejsze decyzje płyną z poza polskiego centrum zarządzania i mamy do czynienia z Targowicą XXI wieku.
Paweł Piskorski jest niewątpliwie politykiem skompromitowanym, jego rewelacje mogą być wyssane z palca. Nie oznacza to jednak, że jeśli ktoś kiedyś mijał się z prawdą, to zawsze kłamie. Nie ma takiej zasady, a do niej przekonują teraz broniący się politycy PO, wspierani przez „Wyborczą” i TVN, opisujące szeroko skandale z udziałem tego polityka.
Dlatego jeżeli istnieją jakieś zasadne przesłanki lub dowody, które byłyby związane ze sprawą zarzutów Piskorskiego, należy podjąć kroki, aby je albo sfalsyfikować, albo potwierdzić. Nie widzę innego rozwiązania. Mamy prawo wiedzieć, czy PO jest faktycznie wasalem Berlina. Gdyby pieniądze niemieckie płynęły do kasy ugrupowania antyklerykalnych liberałów Tuska (którego skarbnikiem był swego czasu właśnie sam Paweł Piskorski), oznaczałoby to zdecydowanie większe szanse dla tej formacji w konkurencji partyjnej w naszym kraju, umożliwiałoby szybsze zdobycie władzy przez zastosowanie technik rodem z Sycylii, a także powodowałoby, że partia Tuska byłaby zawsze usłużna i zobowiązana do wykonywania zadań Berlina.
Niezależnie od prawdziwości czy fałszywości tej informacji, którą należy sprawdzić i zweryfikować do cna, dla mnie byt o nazwie Platforma Obywatelska jest od zawsze koniem trojańskim „nowoczesnej” Europy w Polsce, bytem sterowanym z zewnątrz, z tylnego siedzenia przez szeroki układ antypolski (w tym niemiecki). Nowoczesne techniki propagandy, schematy zachodniego zdobywania i utrzymywania władzy nie biorą się znikąd. Na to muszą być wydawane duże pieniądze.
Dla pseudopolitycznego bytu sensem trwania w publicznej przestrzeni jest władza dla samej władzy. Aby to sobie zagwarantować, strategią stosowaną od siedmiu lat przez PO jest bolesne niszczenie polskości, patriotyzmu, walka z Kościołem na wielu szczeblach, podmywanie wartości, deprawacja młodego pokolenia, legalizacja dewiacji, legitymizowanie ekstremistów lewackich i gejowskich, dewastowanie kultury i dziedzictwa narodowego, robienie nowej historii, promocja Niemiec, Rosji, antyklerykalnych mód, słowem libertynizm, ale w wydaniu nowoczesnym, kolorowym, przyjaznym, europejskim, który z polską racją stanu niewiele ma wspólnego. W tym kontekście świętowanie wejścia Polski do Unii Europejskiej przez peowskie elity było groteskowe.
6-minutowy spot prezydenta Bronisława Komorowskiego, który w swoim orędziu z 1 maja stosował zabawną składnię słów „że nadal”, co brzmiało współmiernie do jego rządów i PO - PSL (czytaj: „żenada”), zakrawa na absurd. Ignorancja i propaganda to jednak nie przestępstwo, dlatego niezależne sądy, jeżeli jeszcze takowe istnieją, powinny zająć się szybko rewelacjami Pawła Piskorskiego, bo potwierdzenie tego skandalu podkopywałoby w znaczący sposób fundament suwerenności i niepodległości naszej Ojczyzny.

