logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Układ z Wybrzeża

Poniedziałek, 20 sierpnia 2012 (06:20)

Prezes Amber Gold z zarzutami ale na wolności. Tymczasem prokuratura podejrzewa Marcina P. o związki z szemranymi biznesmenami z Wybrzeża.

Marcin P. usłyszał zarzuty prawie tydzień po ujawnieniu przez media wynurzeń syna Donalda Tuska, który pracował dla należących do Marcina P. linii lotniczych OLT Express.

Młody Tusk po ostrzeżeniu ojca, urzędującego premiera, "rozluźnił współpracę" z firmą, dla której pracował, będąc jednocześnie pracownikiem gdańskiego portu lotniczego. Sam fakt współpracy i wiedza premiera o "złej reputacji" Marcina P. nastręczają dziś wiele pytań.

Z pewnością największe zdziwienie może budzić fakt, że wobec notorycznego oszusta i przestępcy, którego działalność skutkuje ogołoceniem kont 7 tys. osób, nie zastosowano aresztu tymczasowego. P. został jedynie objęty dozorem policyjnym i zakazem opuszczania kraju. Dlaczego potraktowano go tak łagodnie? Czyje interesy reprezentował i w jaki sposób zgromadził tak wielki majątek (w ciągu zaledwie dwóch lat dorobił się milionów)?

Wczoraj portal tvn24.pl doniósł, że śledczy prowadzący tę sprawę badają, czy Marcin P. nie był po prostu zwykłym "słupem", wykorzystanym przez powiązanych z gangsterami biznesmenów. Rok temu pieniądze mogły zostać wywiezione do Niemiec. Tłem operacji miał być zakup borykającego się z trudnościami finansowymi regionalnego przewoźnika lotniczego, a negocjacje w tej sprawie miały się toczyć w domu biznesmena powiązanego z nieżyjącym dziś gangsterem "Nikosiem".

Zdaniem Antoniego Macierewicza (PiS), oszukanie klientów Amber Gold i upadek linii OLT Express to wielka afera polityczna i gospodarcza, która obnaża mechanizmy, jakie rządząca Polską Platforma Obywatelska wprowadziła lub toleruje w życiu publicznym. Według polityka przypomina to historię z próbą przejęcia kilka lat temu polskiego sektora paliwowego przez Rosjan, tylko że tym razem stawką było przejęcie PLL LOT przez niemiecki kapitał.


Tropy prowadzą do LOT

- Trzeba spojrzeć na to nie tylko z perspektywy związków rodzinnych Donalda Tuska, które miały tutaj znaczenie. Na pewno zatrudnienie jego syna było istotnym elementem tej afery - podkreśla Macierewicz.

Ale, w jego ocenie, to zaledwie jedna z nici, która mocowała działania przestępczej szajki. Macierewicz dodaje do tego również sponsoring filmu Andrzeja Wajdy o Lechu Wałęsie, którego scenariusz ma utrwalić jedyną i słuszną, ale fałszywą wersję historii z 1980 roku.

Poseł przypomina aresztowania sprzed roku związane z podejrzeniem korupcji przy prywatyzacji Polskich Linii Lotniczych LOT; zarzuty postawiono m.in. Gromosławowi Czempińskiemu. I wskazuje na ludzi z peerelowskich służb i obecnych elit rządzących z Platformy z prezydentem Gdańska i ministrem transportu na czele.

- Trudno nie łączyć tej afery z niszczeniem jednej z ważniejszych i najstarszych polskich firm, a więc PLL LOT, która systematycznie była doprowadzana do upadku. Amber Gold powstała po to, by przejąć LOT po najniższej cenie - ocenia Macierewicz. Jego zdaniem OLT Express współdziałała ze spółkami niemieckimi.

- Ktoś przecież leasingował te samoloty OLT Express. Działalność na szkodę LOT była działalnością na rzecz obcego kapitału, a jej polscy uczestnicy byli tylko "załatwiaczami" i pośrednikami. Tylko tak można wytłumaczyć bierność polskiej prokuratury, sądów i aparatu rządowego, który akceptował te nieprawidłowości - wskazuje poseł.


Spóźniona ABW

Zdaniem posła Marka Opioły (PiS) z sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, do przeszukania posesji i przesłuchania Marcina P. doszło za późno, dopiero wówczas, gdy spółkę postawiono w stan likwidacji.

- To nasuwa pytanie, czy pan P. jest chroniony, czy też ma tak dobrych adwokatów, którzy mu dobrze doradzają kolejne posunięcia. Być może są to służby specjalne lub ludzie z nimi związani. To pytania otwarte i moim zdaniem na komisji sejmowej powinny paść - ocenia parlamentarzysta.

Opioła nie ma wątpliwości, że człowiek, który ma na koncie liczne wyroki sądowe i jednocześnie legalnie i bez problemów prowadzi tego rodzaju biznes, musi mieć nad sobą jakiś patronat. Szczególnie w kontekście informacji, że premier miał jednak świadomość kim, jest P., gdy mówił swojemu synowi, by nie wiązał się z ludźmi o złej reputacji.

Podobną opinię wyraża europoseł Ryszard Czarnecki (PiS). - Amber Gold powinna zmienić nazwę na Umbrella Gold, czyli złoty parasol - ironizuje.

- Był to parasol bardzo skutecznie broniący P. przed prokuraturą, ABW, izbą skarbową i mediami. Można więc powiedzieć, że jest to przykład bardzo skutecznej obrony człowieka, środowiska i wiedzy przez bardzo wpływowych "przyjaciół". Być może dzisiaj ci "przyjaciele" ocenili, że przyjaźń ta im się po prostu nie kalkuluje, i postanowili się z niej wycofać - mówi Czarnecki.

Zwraca też uwagę, że jeśli na działalności instytucji parabankowych ludzie mogli stracić około 2 mld zł, to tylko w pierwszych 7 miesiącach tego roku z polskiego sektora bankowego, który tak dziś się oburza na instytucje parabankowe, wyciekło z Polski około 25 mld złotych. Pieniądze te wyciekły do tak zwanych spółek-matek, zagranicznych banków działających w Polsce. Pokazuje to tylko, jaka jest skala tego zjawiska i jak zachowują się banki - podkreśla polityk.


Klienci na końcu

W piątek prokuratura postawiła szefowi spółki Marcinowi P. sześć zarzutów. Chodzi m.in. o niezłożenie sprawozdań finansowych Amber Gold za trzy ostatnie lata, ale również prowadzenie firmy bez zezwolenia na działalność bankową oraz fałszerstwo.

Marcin P. przyznał się, że jako szef zarządu spółki nie złożył sprawozdania finansowego spółki za lata 2009 i 2010 i częściowo za rok 2011 we właściwym rejestrze sądowym. Hochsztapler prowadził także działalność gospodarczą polegającą na kupnie i sprzedaży wartości dewizowych bez wpisu do rejestru działalności kantorowej.

Poza tym, zdaniem prokuratorów, "posłużył się potwierdzeniami wykonania przelewów na kwotę 50 mln zł, przedkładając je jako autentyczne przed Sądem Rejonowym w Gdańsku w sprawie dotyczącej rejestracji spółki w KRS, poprzez podstępne wprowadzenie w błąd tego sądu, dzięki czemu wyłudził poświadczenie nieprawdy w postaci wpisów KRS w rejestrze przedsiębiorców".

Jak poinformowała prokuratura, za przestępstwa zarzucone Marcinowi P. grozi maksymalnie 5 lat więzienia. Natomiast w związku z zarzutem dotyczącym prowadzenia działalności parabankowej bez zezwolenia grozi mu także grzywna w wysokość do 5 mln złotych.

Podczas przeszukania siedzib spółek i obiektów mających związek z działalnością Amber Gold śledczy odnaleźli i zabezpieczyli około 57 kilogramów złota, około kilograma platyny i srebra. Jednak ilość zdeponowanych kruszców nie zgadza się z wielkościami deklarowanymi przez Marcina P.

Funkcjonariusze ABW znaleźli również około 1 mln zł w gotówce. Pieniądze miały się znajdować w jednym z lokali należących do jednej ze spółek Marcina P. Wszystkie te znaleziska są wynikiem prowadzonych od czwartku przeszukań lokali należących do właściciela Amber Gold. Oprócz kruszców i pieniędzy ABW zabezpieczyła także 500 segregatorów z fakturami i potwierdzeniami przelewów oraz dane teleinformatyczne.

Co stanie się ze złotem i gotówką? Czy od razu zostaną przeznaczone na spłatę wierzycieli? Nie jest to pewne. Najpierw śledczy będą musieli ustalić, czy złoto należy do Amber Gold. Potem ustalą ewentualne zobowiązania spółki wobec państwa lub innych instytucji i podmiotów. Klienci znajdują się na szarym końcu spłat.

Maciej Walaszczyk

Nasz Dziennik