logo
logo
zdjęcie

Hanna Karp

Kto odpalił ten dynamit?

Wtorek, 17 czerwca 2014 (02:00)

Po wyczekiwanej konferencji premiera Tuska nikomu nie spadł włos z głowy. Jakby nic się nie stało. Minister Sienkiewicz i prezes Belka mogą czuć się tak, jakby nigdy się nie spotkali. Polakom napluto w twarz. Donald Tusk stracił moralne prawo do kierowania państwem.

Stało się. Kraj nad Wisłą nawiedziła kolejna fala polityczno-medialnych wstrząsów. Zielona wyspa premiera Tuska znów zadrżała od uderzenia gazetą. Kilku rządowych polityków, w tym szef MSW i szef Narodowego Banku Polskiego, zmieniło się w muchy, które może zmieść z politycznej sceny kolorowy tygodnik. A było tak pięknie. Wszystko się układało. Zapowiadały się kolejne upojne wakacje premiera na Riwierze lub w Toskanii. Bo Palikot i koledzy Kwaśniewskiego po eurowyborach zostali zneutralizowani… A po śmierci Wojciecha Jaruzelskiego zaczęły zwijać się dotąd szczelne parasole ochronne nad politykami postkomunistycznej lewicy. Na pierwszy ogień poszedł Aleksander Kwaśniewski. Wszystkie jupitery skierowano w jego stronę. Jego ochronę, poza Sejmem, zdjęto także w mediach. I nagle – dar z nieba. Ktoś nagrywa i „młóci” dzień i noc we wszystkich możliwych stacjach telewizyjnych tajne rozmowy kluczowych postaci rządu Tuska. Kto w tej sytuacji będzie pamiętał o Olku czy Joli, a tym bardziej szefie SLD? Czy lewica mogłaby sobie wymarzyć większy prezent na wakacje?

Tegoroczny sezon ogórkowy zapowiada się więc dramatycznie. W tle – skrócenie kadencji parlamentu, nowy rząd? Na publikację czekają całe godziny dalszych kompromitujących nagrań. W tym rozmowy szefa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego z Janem Kulczykiem, wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem.

Z „potaśmowego” szoku otrząsają się medialni żołnierze Donalda Tuska. Próbują pojąć, co się naprawdę stało. Kto kogo przechytrzył? I dlaczego odpalił ten dynamit? Z różnych stron słychać frontalny odgłos i kanonadę defensywnej medialnej narracji, osłaniającej Tuska i jego ludzi. Lecz czy wszystko da się ukryć pod ukraińskim wojennym dywanem? Szczególnie basuje tu Marek Dukaczewski. Tak, tak, to wina Putina. To na pewno wszystko wymyślił Władimir Władimirowicz. „W jednej ze stolic strzelają korki od szampana” – sugeruje Jarosław Kurski w komentarzu „Wyborczej”. „Zbyt wysoką cenę zapłaciliśmy za aferę Rywina, gruntową, węglową, paliwową, itd., żeby lekkomyślnie wracać na tę drogę. Za dużo nas IV RP nauczyła, zmęczyła, kosztowała, żebyśmy znów dawali się złapać na jej stare numery” – szarpie resztkę włosów z głowy kolega Kurskiego, Jacek Żakowski. Kto by pomyślał? A wystarczyłaby prosta logika. Że służby jak powołują, to i odwołują. Czy wszyscy już o tym całkiem zapomnieli? Z całej wrzawy uszedł cało tylko współpracownik prezesa Belki – Sławomir Cytrycki. Jemu w knajpie apetyt najbardziej dopisywał i bawił się chyba przy tym wszystkim najlepiej.

Hanna Karp

Nasz Dziennik