Chciałbym zwrócić uwagę czytelnikom portalu NaszDziennik.pl na przemilczany w mediach głównego nurtu aspekt rozmów politykierów i populistów PZPO.
Wstrząsające w tych treściach są nie tylko odkryte patologie, umowy, korupcje, deale zawierane pod stolikiem, przy ucztach finansowanych przez polskich podatników, czy głęboka degeneracja kulturowa, moralna, prymitywizm, wreszcie ignorancja rozmówców, ale przede wszystkim szokuje w nich porażająca pogarda wobec Polski i Polaków, jaka wyziera z każdej rozmowy najbliższych współpracowników Tuska.
Radosław Sikorski i Jacek Rostowski opowiadają o „murzyńskości” Polaków, płytkiej dumie, niskiej samoocenie. Paweł Graś, najbliższy współpracownik i przyjaciel Donalda Tuska, mówi o Polsce „ten folklor”, boleje nad „polskim syfem”. Wraz ze swoim rozmówcą Jackiem Krawcem traktują Polaków jak prymitywną gawiedź, która rzuca się na darmowe igrzyska w postaci koncertów na Stadionie Narodowym. Przypominają się samoistnie słowa byłego ministra sportu Mirosława Drzewieckiego, również najbliższego współpracownika i przyjaciela Donalda Tuska, który nazwał Polskę dzikim krajem.
Ci panowie bardzo się pomylili w swojej diagnozie. Zastosowali mechanizm obronny, który w psychologii nazywamy projekcją (jest to przypisywanie innym własnych poglądów, zachowań lub cech, najczęściej negatywnych).
Obrażając Polskę i Polaków, czego nie wolno im wybaczyć, zdefiniowali samych siebie. Innymi s(ł)owy: Polska to nie jest dziki kraj, ale Polska ma dzikie władze, które odbiegają od standardów moralnych Polaków. A mówiąc wprost, jest to „folklor”, „dzicz” i „szambo”.
Dobrze, że ujrzeliśmy tę prawdę, że możemy rozliczyć tych małych demagogów i karierowiczów w najbliższych wyborach, które prędzej czy później nastąpią. Wiemy dobrze, że istnieje niebezpieczeństwo fałszerstw podczas wyborów. Wiemy, że ci ludzie są zdolni do wszystkiego. To wyszło, dlatego tym bardziej bądźmy czujni i nie dajmy się ogrywać kłamcom i populistom, którzy polską rację stanu wyśmiewają, a trwaniem tego układu obrażają najwspanialsze ideały polskiego parlamentaryzmu i wielkich mężów stanu. Czekamy na dalsze nagrania. Polacy muszą wreszcie zostać wyrwani z letargu. Jeżeli nie przekonuje ich poziom patologii i rozkładu państwa, to może wspomną choćby na rozmowę ministra Stanisława Gawłowskiego i Piotra Wawrzynowicza (znowu – najbliższych współpracowników Donalda Tuska) o zagrożonym systemie emerytalnym, który za 30 lat przestanie istnieć i wszyscy „będziemy otrzymywać emeryturę 700 zł, 900, 1200, czyli taką, żeby przeżyć, natomiast absolutnie umożliwiającą wegetację”.
Tusk na kolanach powinien za to wszystko przeprosić i więcej się nie pokazywać publicznie na oczy, ponieważ nie dymisjonując swoich przyjaciół i współpracowników z układu zamkniętego, wskazuje, że wszystko, co zostało powiedziane, jest przez niego w stu procentach aprobowane.
Dlatego to właśnie Donald Tusk jest dziś największym zagrożeniem dla państwa polskiego i Polaków, to on jest zamachowcem, a nie nagrywający kelnerzy, jak utrzymuje medialny mainstream i idący w zaparte premier gnijącego państwa.

