logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Zwolnienie za trzy miesiące życia

Czwartek, 24 lipca 2014 (02:21)

Z prof. Bogdanem Chazanem, odwołanym z funkcji dyrektora szpitala Specjalistycznego im. Świętej Rodziny w Warszawie, rozmawia Izabela Borańska-Chmielewska

Panie Profesorze, dzień po tym, kiedy doręczono Panu wypowiedzenie, na oddział Szpitala im. Świętej Rodziny w Warszawie została przyjęta pacjentka ze skierowaniem na zabieg przerwania ciąży. Mimo protestów personelu procedura została rozpoczęta. Pacjentkę do szpitala odprowadziła podobno kamera telewizyjna. Jak Pan ocenia tę sytuację?

– Tak, to niestety prawda. Bardzo smutna, wręcz przerażająca. Chodzi prawdopodobnie o uzasadnienie dla zmiany patrona szpitala Świętej Rodziny i „reedukację” personelu. Są oni w trudniejszej sytuacji, niż ja byłem. Mają więcej do stracenia.

Czy to nie próba pokazania personelowi i wszystkim, którzy protestowali przeciwko Pana odwołaniu, co będzie się działo od teraz w Szpitalu im. Świętej Rodziny?

– Możliwe, że o to chodzi. Nie chce się wierzyć, że w tym szpitalu będzie się zabijać dzieci.

Wróćmy do sprawy Pana zwolnienia. Jak przebiegało spotkanie z wiceprezydentem Warszawy Jackiem Wojciechowiczem?

– Wiceprezydent Warszawy podczas rozmowy zasłaniał się obowiązującym prawem, mówił o przestrzeganiu prawa. Ja z kolei mówiłem o tym, że obecnie najważniejszym obowiązkiem szpitala jest niezabijanie nienarodzonych dzieci. Mówiłem o tym, że zastosowano w stosunku do mnie represyjny sposób postępowania, na który nie zasłużyłem i przeciwko któremu protestuję. Że nie liczy się moja 10-letnia praca i wkład w rozwój szpitala, poprawa warunków dla pacjentów i personelu, nie liczy się osiągnięcie niskiej umieralności okołoporodowej. Nie zwraca się uwagi na środki pozyskane z Unii Europejskiej na rozwój placówki. A liczy się tylko to, że jedna z pacjentek nie otrzymała pozwolenia na aborcję. To dla mnie niezrozumiałe.

Zapytałem, czy pan prezydent podziękuje mi za wieloletnią pracę na rzecz mieszkanek Warszawy. Wiceprezydent na to pytanie nie odpowiedział. Wspomniałem również, że jeśli mamy ustawę aborcyjną, to można to zorganizować w ten sposób, żeby lekarze czy ośrodki, w których nie wykonuje się aborcji, nie byli zmuszani do tego rodzaju procedur ani do kierowania do innego szpitala, co też obejmuje klauzula sumienia. By więcej nie doprowadzać do takich sytuacji jak moja. Można to zorganizować inaczej, choćby koncentrując aborcje w szpitalach, które wykonują diagnostykę prenatalną, bo przecież dziecko, które zostało poddane aborcji ze względu na chorobę genetycznie uwarunkowaną czy wady wrodzone, powinno być przebadane, czy rzeczywiście choroba genetyczna u niego występowała. Moim zdaniem, takie badanie jest obowiązkowe, ale niestety w większości szpitali takich warunków nie ma.

Jak Pan ocenia fakt, że to nie prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz osobiście wręczyła Panu wypowiedzenie? O ile się nie mylę, nie miał Pan okazji od początku sprawy spotkać się z panią prezydent twarzą w twarz?

– Pierwsza konferencja, na której pani prezydent poinformowała o zamiarze zwolnienia mnie z funkcji dyrektora Szpitala im. Świętej Rodziny, została zorganizowana po udzieleniu mi planowanego urlopu. Gdyby pani prezydent zaprosiła mnie na rozmowę, to przyjechałbym z urlopu i na pewno rozmawiał, gdyby taka była wola. Jednak Hanna Gronkiewicz-Waltz nie była zainteresowana tym, co miałbym do powiedzenia. Nie była obecna również teraz i to nie ona wręczyła mi wypowiedzenie, zresztą nie wręczył mi tego wypowiedzenia również wiceprezydent Warszawy, tylko zastępca dyrektora Biura Polityki Zdrowotnej stołecznego ratusza, który przyjechał z tym dokumentem do szpitala. To wszystko sprawia, pomijając sam fakt zwolnienia mnie, że czuję się potraktowany przedmiotowo, mam wrażenie, a nawet jestem pewny, że mój wkład pracy, który był niemały, nie został właściwie doceniony. Zostałem po prostu wyrzucony.

Miał Pan plany co do dalszej modernizacji szpitala, który jest w trakcie rozbudowy…

– Tak, kończymy już budowę nowej części szpitala, w październiku będzie uroczyste otwarcie nowego oddziału położniczego i Szpitalnego Domu Narodzin. 25 września będą uroczystości jubileuszowe połączone z wręczaniem odznaczeń dla wyróżniających się pracowników. Ale już prawdopodobnie bez mojego udziału.

Czy to prawda, że lewicowe media śledzą Pana aktywność społeczną poza szpitalem?

– To nowa funkcja niektórych dziennikarzy, która polega na tropieniu śladów innych osób. Tropienie mnie na razie odniosło sukces, ponieważ wykryto, że jestem nauczycielem akademickim na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach. Informacja na ten temat znalazła się w kieleckim dodatku do „Gazety Wyborczej”, z tytułu wynikało, że moja obecność tam jest dziwna. Również w „GW” ukazała się informacja krytyczna na temat tego, że już od kilkunastu lat jestem w gronie recenzentów podręczników Ministerstwa Edukacji Narodowej ścieżki międzyprzedmiotowej „Wychowanie do życia w rodzinie”. Rzeczywiście recenzowałem kilka podręczników. „GW” dała do zrozumienia, że to nie jest zajęcie odpowiednie dla mnie. Żeby „Gazeta Wyborcza” nie musiała już więcej szukać i wysilać się, to poinformuję, że jestem też od 20 lat (z przerwami) członkiem Rządowej Rady Ludnościowej, a także członkiem Komitetu Nauk Demograficznych Polskiej Akademii Nauk.

Jakie ma Pan plany na najbliższe miesiące?

– Jestem zmęczony psychicznie i fizycznie, również atakami dotyczącymi przeszłości sprzed 25 lat. Mam pierwsze dni urlopu przydzielonego mi odgórnie, na siłę. Kiedy byłem na poprzednim urlopie, musiałem być do dyspozycji tych wszystkich organów, które przeprowadzały w szpitalu kontrole. Był to urlop „niewypoczynkowy”.

Jaki, Pana zdaniem, płynie przekaz z decyzji prezydent Gronkiewicz-Waltz o zwolnieniu ze stanowiska dyrektora Szpitala im. Świętej Rodziny?

– To wszystko, co się stało, stwarza sytuację, że za podarowanie dziecku trzech miesięcy życia, za pozwolenie mu na narodzenie się, lekarz zostaje wyrzucony z pracy. Ciekawe, czy jeśli dziecko narodziłoby się z takimi wadami, również należałoby je zabić? Warto tu przytoczyć pamięć znanej położnej z Oświęcimia, Stanisławy Leszczyńskiej, której dr Josef Mengele zabronił przyjmowania porodów. Ona mimo to uratowała wiele dzieci, była obecna podczas ich narodzin, opiekowała się noworodkami i matkami. Mengele nie ukarał jej za to, mimo że ona wyraźnie sprzeciwiała się jego rozkazowi. Z mojej historii wynika też imperatyw narzucany lekarzom: pamiętaj, lekarzu ginekologu, twoim obowiązkiem jest zabić dziecko, jeśli są ku temu przesłanki, jest to absolutnie priorytetowe i niezbędne.

To, co się stało, jest moim zdaniem czarną kartą historii Szpitala im. Świętej Rodziny, miasta Warszawy i kadencji pani prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Dokonała ona rzeczy niesłychanej, odwołała lekarza za to, że odmówił zabicia dziecka. To czarna karta również w polskiej medycynie. Stała się rzecz ważna, która nie przynosi chwały ani Ministerstwu Zdrowia, ani pani prezydent Gronkiewicz-Waltz. Jednak mam nadzieję, że moja historia przyniesie również dobre rezultaty.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Borańska-Chmielewska

Aktualizacja 24 lipca 2014 (10:06)

Nasz Dziennik