logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Żałoba na Madalińskiego

Piątek, 25 lipca 2014 (02:01)

Aktualizacja: Piątek, 25 lipca 2014 (11:47)

Dwa dni po usunięciu z funkcji dyrektora prof. Bogdana Chazana w warszawskim Szpitalu im. Świętej Rodziny zamordowano niewinne nienarodzone dziecko.

Informację tę potwierdził nam prof. Bogdan Chazan, który otrzymał ją od swoich niedawnych współpracowników. Kobieta w ciąży została przyjęta do szpitala dwa dni po utracie stanowiska dyrektora przez prof. Chazana, którego zwolniła prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Pacjentka miała skierowanie na dokonanie aborcji. I niestety rozpoczęta procedura aborcyjna została doprowadzona do końca – niewinne dziecko straciło życie. Na nic zdał się sprzeciw zdecydowanej większości personelu szpitala. Przez wiele godzin trwała też adoracja Najświętszego Sakramentu w szpitalnej kaplicy w intencji matki i pracowników medycznych. Jednak znalazł się lekarz i asystujący mu pracownicy niższego szczebla personelu medycznego, którzy wzięli udział w aborcji.

Sprawa bulwersuje tym bardziej, że do tej pory szpital przy ul. Madalińskiego słynął z tego, że nie zabijano w nim poczętych dzieci, ale starano się ratować każde życie. Jak wynika z podanego do publicznej wiadomości projektu wystąpienia po kontroli przeprowadzonej przez władze Warszawy – organ założycielski placówki – wcześniej dokonano tu aborcji tylko raz, w 2006 roku. Jak wyjaśnia prof. Chazan, także wtedy nastąpiło to bez jego wiedzy, podczas jego nieobecności w szpitalu.

Ciężką sytuację panującą teraz w placówce opisał nam jeden z jej pracowników. – Czujemy się beznadziejnie. Atmosfera w szpitalu jest bardzo napięta, jesteśmy wykończeni, nie mamy już siły mówić na ten temat – usłyszeliśmy od naszego rozmówcy. Relacjonuje on, że na oddziałach widać napięcie spowodowane tym, że szpital, lekarze, pielęgniarki stracili dyrektora. – To jest wielki ból, smutek, rozgoryczenie i lęk przed tym, co będzie dalej, że będziemy musieli przyjmować pacjentki ze skierowaniem na aborcję. Teraz szczególnie trudno jest z motywacją do pracy, jest lęk, że jeśli nie zgodzę się na uczestniczenie w tego typu zabiegu, to od razu mnie zwolnią. A jeśli ktoś z nas zdecyduje się na działanie wbrew swoim przekonaniom, to psychicznie tego nie wytrzyma – mówi pracownik Szpitala im. Świętej Rodziny. I podkreśla: – Nie chcemy, żeby ludzie, którzy będą myśleli o personelu w naszym szpitalu, sądzili, że gdy odszedł od nas pan profesor, to gotowi jesteśmy zabijać dzieci. To nie jest takie proste. W szpitalu jest kaplica, można przyjść, pomodlić się za pracowników, wesprzeć nas w ten sposób.

Wszystko, co działo się w ciągu ostatnich dni, wygląda na precyzyjnie zaplanowaną prowokację, która miała zdyskredytować szpital. Poseł Bartosz Kownacki (PiS) mówi, że nie wierzy, że było przypadkiem to, że w szpitalu przy ul. Madalińskiego wykonana została aborcja zaraz po zwolnieniu prof. Chazana. Była to bowiem akcja przeprowadzona z rozmysłem, zaplanowana, nie działa się na pewno „spontanicznie”. Chodziło o to, żeby do zabicia dziecka doszło akurat w Szpitalu im. Świętej Rodziny, który pod kierunkiem profesora Chazana stał się placówką, gdzie personel walczył o życie małych pacjentów, a nie zabijał. – Chodziło o to, aby pokazać, że władza może łamać sumienia ludzi, może ich zastraszać, zwalniać z pracy, a i tak wykona to, co uważa za słuszne, dzieląc przy tym społeczeństwo i łamiąc Dekalog – podkreśla poseł Kownacki.

Bolesław Piecha (PiS), eurodeputowany i były wiceminister zdrowia, mówi, że jeśli zabicie poczętego dziecka w Szpitalu im. Świętej Rodziny było prowokacją, to jest ona wyjątkowo obrzydliwa. – Nie wolno prowokować osób wierzących do wykonywania takich procedur. Dziwię się, że szpital się ugiął, ale prawda jest taka, że są to tylko ludzie i być może w przypadku niektórych pracowników zastraszenie przyniosło właśnie takie skutki. Taka propagandówka przypomina najgorsze czasy systemów totalitarnych – podkreśla Piecha.

Jego zdaniem, w tej chwili sytuacja w szpitalu zależy w dużej mierze od nowego kierownictwa.

Od trzech dni funkcję dyrektora pełni Maria Dziura, zastępca dyrektora szpitala ds. administracyjno-logistycznych. Nie wypowiedziała się na temat śmierci nienarodzonego dziecka, a w oficjalnym oświadczeniu poinformowała, że „w trosce o zapewnienie ochrony danych osobowych, tajemnicy lekarskiej oraz w celu zapewnienia prawa pacjentów do intymności i prywatności dyrekcja szpitala przyjęła za zasadę niepodawanie do publicznej wiadomości jakichkolwiek procedur medycznych dotyczących konkretnego pacjenta czy wykonanych w określonym dniu w Szpitalu”. Dyrektor Dziura zwróciła się z prośbą o uszanowanie decyzji szpitala, „która wynika z troski o pacjentów, ich prywatność, a także o poczucie bezpieczeństwa”. Podkreśliła, że pozbawienie pacjentów zaufania do placówki byłoby przede wszystkim krzywdzące dla osób, które korzystają z jej usług. Zapewniła, że szpital realizuje „cały zakres leczenia w dziedzinie położnictwa, ginekologii, chirurgii onkologicznej oraz pediatrii, które zostały zakontraktowane. Wszyscy pacjenci zgłaszający się do Szpitala otrzymują stosowną poradę lub pomoc medyczną w zakresie usług medycznych, które Szpital oferuje”.

Aleksandra Musiał z Fundacji PRO – Prawo do Życia wskazuje na daleko idące konsekwencje śmierci dziecka. Podkreśla, że wraz z odejściem prof. Bogdana Chazana „skończyły się gwarancje prawa do życia dla każdego dziecka, które wchodziło w mury tego szpitala”. – Kilkutygodniowa nagonka na profesora, dla którego szacunek do życia człowieka jest wyznacznikiem misji lekarza, zbiera swoje żniwo. Biznesowi aborcyjnemu nie chodziło bowiem tylko o to, by stracił pracę ktoś, kto jest im solą w oku. Chodziło o to, by otworzyć puszkę Pandory, z której miały się wylać morderstwa, zaszczuwanie personelu i wytwarzanie w szpitalu atmosfery szafotu – komentuje fakt wykonania aborcji w szpitalu przy Madalińskiego Aleksandra Musiał. Jej zdaniem, konsekwencją dokonanego morderstwa będzie to, że wspaniale prosperujący do tej pory szpital zacznie wkrótce upadać. – Po prostu lekarze, którzy przed chwilą obmyli ręce z krwi niewinnego zabitego dziecka, nie będą mogli tak po prostu przejść do sali obok i zacząć z troską zajmować się innymi pacjentkami. Zmiana stosunku do człowieka przełoży się na pogorszenie opieki w szpitalu. Kobiety stracą też zaufanie do placówki, w której zabija się dzieci – argumentuje Aleksandra Musiał.

I to właśnie największa szkoda, jaką spowodowała decyzja prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz: większość pacjentek darzyła szpital zaufaniem właśnie z uwagi na bezwzględną obronę życia, która była najważniejszą dewizą prof. Bogdana Chazana. – Zaufanie pacjentek do szpitala brało się z zasad, które tam obowiązywały, głównie ze względu na tę najważniejszą, że tam się dzieci nie zabija. Że z szacunkiem traktuje się matki i dzieci w łonach – potwierdza Mariusz Dzierżawski, założyciel Fundacji PRO – Prawo do Życia. Jego zdaniem, jeśli dyrekcja szpitala ugnie się przed władzą i środowiskami lewicowymi, renoma Szpitala im. Świętej Rodziny szybko upadnie.

Rocznie w tej placówce przychodzi na świat około 4,5 tys. dzieci. Na swojej stronie internetowej szpital codziennie informuje, ile dzieci przyszło tu na świat minionej doby. Ostatni wpis mówi: „powitaliśmy na świecie 6 dziewczynek, 6 chłopców”. – Obyśmy nigdy nie „chwalili się” tym, ile dokonaliśmy aborcji – podsumowuje sytuację w Szpitalu im. Świętej Rodziny jeden z lekarzy.

Izabela Borańska-Chmielewska

Nasz Dziennik