logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Wzór na trudne czasy

Sobota, 1 września 2012 (06:06)

W 32. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych na skwerze przy al. Grunwaldzkiej w Gdańsku-Wrzeszczu otwarto wystawę poświęconą Annie Walentynowicz. To w jej obronie 14 sierpnia 1980 roku w Stoczni Gdańskiej wybuchł strajk, z którego narodziła się "Solidarność".

Ekspozycja zatytułowana "Anna Walentynowicz. Legenda "Solidarności" 1929-2010" składa się z 18 paneli, na których w układzie chronologicznym przedstawiono życie i działalność Anny Walentynowicz.

Są wspomnienia z okresu młodości i pierwszych kroków stawianych w wielkim przedsiębiorstwie gospodarki PRL, jakim była stocznia. Potem rok 1970 i grudniowa masakra robotników poprzedzona wystąpieniami przeciw podwyżkom cen żywności.

Działalność w Wolnych Związkach Zawodowych Wybrzeża, sierpniowe strajki, "Solidarność", inwigilacja i zwalczanie jej przez Służbę Bezpieczeństwa wraz z próbą zamachu na jej życie, więzienie.

Wśród wielu ważnych informacji przypomniano szczególnie ważny dziś fakt, że przez całe lata 70. Walentynowicz domagała się uczczenia pamięci zamordowanych stoczniowców.

To jej determinacja spowodowała, że Gdańskie Krzyże otwarcie mówią o dokonanej na nich zbrodni.

- Po zakończeniu strajku byliśmy smutni. Uświadomiliśmy sobie, że porozumienia to tylko rozejm. Nie podzielaliśmy tego entuzjazmu, co było zresztą początkiem konfliktu w rodzącym się związku - wspomina Krzysztof Wyszkowski.

Wystawa, choć bardzo interesująca i wartościowa, jest także pełna niedopowiedzeń. W tekście poświęconym sierpniowemu strajkowi z pewnością zabrakło mocnego zaakcentowania faktu, że to m.in. ona doprowadziła do kontynuowania strajku 16 sierpnia. Przypomniał o tym prezes IPN Łukasz Kamiński.

- Gdyby nie przywrócono strajku 16 sierpnia, być może Polska byłaby dziś inna. Nie wiemy, jak potoczyłyby się losy tego strajku, a w konsekwencji Polski i naszej części Europy. Jednak to, co było ważne, to fakt, że to w obronie swojej koleżanki rozpoczyna się tak wielki strajk. Można powiedzieć, że ktoś tyle dobrego dla innych zrobił, by inni tysiącami stanęli w jego obronie - podkreśla Kamiński.

Andrzej Kołodziej pamięta ten dzień dokładnie.

- Przewodziłem strajkowi w Stoczni Komuny Paryskiej. Decyzja o zakończeniu strajku przez Lecha Wałęsę była dla mnie trudnym momentem. To właśnie Anna Walentynowicz, Alina Pieńkowska, Maryla Płońska czy Ewa Osowska powstrzymały zakończenie strajku. Bogdan Borusewicz powiedział kiedyś, że wśród tysięcy mężczyzn znalazły się tylko odważne kobiety. Moim zdaniem, stanęły one wtedy w obronie honoru i godności Stoczni Gdańskiej, bo stoczniowcy poszli wtedy za Wałęsą i opuścili stocznię - zauważa.

- To że ten strajk poszedł w kierunku politycznym, a w konsekwencji niepodległościowym i wolnościowym, to zasługa kobiet, w tym Anny Walentynowicz oraz kilku innych - dodaje Krzysztof Wyszkowski. Również w jego pamięci kobiety zapisały się jako autorki fundamentalnego przełomu.

- Mężczyźni okazali się bezradni - potwierdza współzałożyciel WZZ.

Fotografie pokazują również ważne momenty życia Walentynowicz, pierwsze spotkanie z Janem Pawłem II, znajomość z ks. Jerzym Popiełuszką.

- Kiedy Wałęsa mówił: "Wszystkich usunąłem, którzy wam się nie podobali", to odpowiadano mu: "I co z tego, że ich pan usunął, bo ich idee zwyciężały". Ta ocena strony przeciwnej pokazuje, że choć on był wodzem, to jednak idee "Solidarności" zwyciężały. A "Solidarność" powstała m.in. według poglądów Ani. Rozczarowana do komuny przejrzała jej oszustwa - podkreślał Andrzej Gwiazda, jeden z legendarnych liderów "S" i WZZ. Przez wiele lat przyjaciel Anny Walentynowicz, tragicznie zmarłej w katastrofie smoleńskiej w 2010 roku.


- Idea "Solidarności" polegała m.in. na zasadzie, że nie będziemy robić interesów kosztem kolegów. Można powiedzieć, że to wszystko, co tak zapaliło ludzi w 1980 r., zostało porzucone kilka lat potem. Z tym nie godziła się Ania, bo do końca była wierna idei "Solidarności" - podkreślał Gwiazda.

Otwarcia wystawy dokonali prezes IPN dr Łukasz Kamiński oraz przewodniczący "Solidarności" Piotr Duda. Po uroczystości złożono kwiaty pod tablicą ku czci Anny Walentynowicz. Tablica została powieszona nieopodal skweru, gdzie można oglądać wystawę - dokładnie na budynku, w którym przez lata mieszkała bohaterka wystawy.

- Anię znałem od lat 70., gdy jako 18-letni chłopak stawiałem pierwsze kroki podczas spotkań w WZZ. Wiele z nich odbyło się w tym domu. Razem pracowaliśmy w stoczni, razem rozdawaliśmy ulotki, razem nas represjonowano - relacjonuje Andrzej Kołodziej. Jak wspomina, Anna Walentynowicz była ostoją ludzi zaangażowanych w niezależną działalność związkową.

- Jej dom był oazą bezpieczeństwa. Każdy, kto np. opuścił areszt, kierował do niej swoje pierwsze kroki, tam czekała na niego ciepła herbata i opiekuńcza aura - mówi Kołodziej. Jak dodaje, w latach 80. Anna Walentynowicz wspierała jego działalność w strukturach Solidarności Walczącej. - To wśród jej przyjaciółek miałem wiele mieszkań, w których się ukrywałem - wspomina.

Z pewnością kluczowym pytaniem, jakie dzisiaj możemy sobie postawić, jest czy legendarna suwnicowa ze Stoczni Gdańskiej została w Polsce należycie doceniona. Zdaniem prezesa IPN, stało się tak dopiero po przyznaniu jej przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Orderu Orła Białego.

- Na pewno w ten sposób została doceniona, choć ja zapytałbym raczej, czy my jako Polacy wystarczająco czerpiemy z tej postaci, czy wystarczająco jej życie jest znane i czy jest dzisiaj inspiracją - pytał dr Łukasz Kamiński.

Ludzie zebrani wczoraj na rogu al. Grunwaldzkiej i ul. Waryńskiego nie mają wątpliwości: Walentynowicz była idealistką, osobą bezkompromisową, dla której najważniejszy był los drugiego człowieka, sprawiedliwość i dobro Ojczyzny.

- Wyjątkowe w tej postaci jest to, że szła w swoim życiu prostą drogą. Starała się zawsze robić coś dla innych. Może się to wydawać takie zwykłe i nieistotne, ale jak było to ważne, pokazał Sierpień ´80. To cała jej droga życiowa sprawiła, że rozpoczął się ten wielki strajk - podkreśla prezes IPN. Andrzej Kołodziej podkreśla, że to, co ją wyróżniało, to szczerość, bezkompromisowość i otwartość na wszystkich.

Materiały ikonograficzne, które posłużyły do wykonania wystawy, pochodzą z archiwów państwowych, IPN, Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność", Kancelarii Prezydenta RP, muzeów, bibliotek, a także ze zbiorów prywatnych, w tym rodziny Anny Walentynowicz. Autorem wystawy jest historyk Arkadiusz Kazański z pionu edukacyjno-naukowego gdańskiego oddziału IPN.

Maciej Walaszczyk, Gdańsk

Aktualizacja 1 września 2012 (07:53)

Nasz Dziennik