logo
logo

Zdjęcie: A.Kulesza/ Nasz Dziennik

Afera z Ikarem dla Benedicta

Piątek, 7 września 2012 (06:09)

Stan wrzenia na portalach poświęconych wojsku. Powód? Uhonorowanie statuetką Ikara ppłk. Roberta Benedicta, członka skompromitowanej komisji Jerzego Millera. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że wnioskodawcą jest kolega laureata z tej komisji, płk Mirosław Grochowski.

Poszło o tekst "Chuligan z komisji nagrodzony Ikarem" na stronach Agencji Lotniczej ALTAIR, komentowany bardzo szeroko na Niezależnym Forum o Wojsku (www.nfow.pl). Autor tekstu sugeruje, że ppłk Robert Benedict, były członek skompromitowanej komisji Jerzego Millera, otrzymał nagrodę, choć wcześniej naruszył przepisy bezpieczeństwa lotów, a w 2011 r. naraził MON na stratę prawie 2 mln złotych.

Benedict jeszcze podczas studiów w Wyższej Oficerskiej Szkole Lotniczej w Dęblinie, którą ukończył w 1991 r., był uznawany za "niesystematycznego i wymagającego ciągłej kontroli". Podobne opinie przełożonych miały krążyć o nim, gdy po promocji trafił do lotnictwa myśliwsko-bombowego. "27 lipca 2000 kpt. pil. Benedict, w trakcie wykonywania lotu do strefy nad morzem samolotem Su-22M4 nr 9308 z 8. elt samowolnie obniżył wysokość, kilkakrotnie przelatując nad plażą. Komisja badająca ten incydent oceniła, że pilot świadomie naruszył przepisy i warunki lotu (kwalifikacja D). Doprowadził do powstania niebezpiecznej sytuacji, wykonując lot koszący poza rejonem wyznaczonej strefy pilotażu" - czytamy w tekście na portalu.



Feralny lot komisarza Millera

To jednak ma być nie jedyny przypadek naruszenia przez Benedicta przepisów bezpieczeństwa lotów. Do podobnego incydentu doszło w ubiegłym roku, 1 czerwca. Benedict wraz z mjr. pil. Tomaszem Kozyrą, instruktorem kontrolującym, miał wykonać trzy zadania: lot w chmurach dla sprawdzenia podejścia do lądowania przy minimum pogody, lot do strefy w zasłoniętej kabinie dla sprawdzenia techniki pilotowania według przyrządów i lot szkolny w chmurach w celu wykonania zajścia do lądowania z prostej i metodą dwóch zakrętów o 180 stopni.

Lecieli samolotem Su-22UMK z 21. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie. Członek komisji Millera wykonał podczas tego lotu wiele działań niezgodnych z przepisami, a samolot nie był przygotowany do wykonania ćwiczeń, tj. lotu sprawdzającego bombardowanie i strzelanie z działek z lotu nurkowego, o które dodatkowo poprosił go mjr Kozyra. Na dodatek maszyna zderzyła się z ptakiem. Po wylądowaniu załoga nie zameldowała o jakichkolwiek problemach. Tymczasem technik zauważył ślady kolizji. W trakcie oględzin stwierdzono obecność piór na stożku wlotowym oraz na łopatkach aparatu kierującego i sprężarki silnika.

Powołana do wyjaśnienia przyczyn incydentu komisja stwierdziła, że do zderzenia z ptakiem doszło w czasie lotu na małej wysokości nad poligonem, czyli w czasie lotu wykonywanego niezgodnie z przepisami przez ppłk. Benedicta. Straty wynikające z uszkodzeń silnika AŁ-21F3 oszacowano na blisko 2 mln złotych. Autor tego tekstu sugeruje, że choć przewinienie Benedicta było ewidentne, nie wyciągnięto wobec niego żadnych konsekwencji. On sam był już w tym czasie członkiem Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, badającej przyczyny katastrofy samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku.

"2 lata wcześniej, w 2008 ówczesny mjr Robert Benedict został przyjęty do Inspektoratu ds. BL mimo sprzeciwu jej członków, zorientowanych w przeszłości pilota. W 2011 roku został starszym specjalistą wbrew kolejnym sprzeciwom" - twierdzi autor.



Dla kogo Ikar?

Honorowe wyróżnienie lotnicze statuetką Ikara mogą otrzymać przedstawiciele personelu latającego z różnych rodzajów Sił Zbrojnych w uznaniu zasług w dziedzinie szkolenia lotniczego oraz bezpiecznego wykonywania lotów. Przyznaje je dowódca Sił Powietrznych za nienaganną, wieloletnią służbę w powietrzu i szczególne osiągnięcia w szkoleniu lotniczym, umacniające gotowość bojową SP.

Regulamin nagrody przewiduje, że laureatami wyróżnienia mogą być żołnierze zawodowi, którzy odznaczają się zdyscyplinowaniem, aktywnością społeczną, wnieśli szczególnie duży wkład w szkolenie lotnicze, przyczynili się do umocnienia gotowości bojowej jednostek lotniczych. Kandydaci muszą spełnić następujące wymagania: nie mogą być karani dyscyplinarnie, muszą mieć wysługę co najmniej 20-letnią w składzie personelu latającego, legitymować się nalotem życiowym minimum 2000 godzin przeliczeniowych przewidzianych według grup statków powietrznych, wykonywać aktualnie loty we wszystkich warunkach atmosferycznych, legitymować się mistrzowską lub pierwszą klasą pilota, w ostatnich dwóch latach szkoleniowych nie mogą być sprawcami wypadku lotniczego.

W uzasadnionych przypadkach w uznaniu zasług można wyróżnić kandydata z personelu latającego aktualnie niewykonującego lotów ze względu na stan zdrowia. Tymczasem autor tekstu "Chuligan z komisji nagrodzony Ikarem" przypomina, że po incydencie z 2000 r. Benedictowi zawieszono 1. klasę pilota wojskowego. Żeby ją odzyskać, powinien przystąpić do stosownych egzaminów. Tak się jednak nie stało, bo Benedict do egzaminu nie przystąpił, jednak klasę odzyskał, gdy w 2009 r. przywrócono stare przepisy.



Tłumaczenia DSP

Podpułkownik Artur Goławski, rzecznik prasowy dowódcy Sił Powietrznych, 3 września umieścił na stronie dowództwa komunikat, w którym napisał, że "według informacji posiadanych przez Dowództwo Sił Powietrznych podpułkownik pilot Robert Benedict spełnił wszystkie wymogi regulaminu wyróżniania statuetką "Ikara". Nie istniały więc powody, aby tej nagrody oficerowi nie przyznać".

W komunikacie tym poinformował również, że o przyznanie Ikara Benedictowi wystąpił płk Mirosław Grochowski, szef Inspektoratu MON ds. Bezpieczeństwa Lotów (w jego zastępstwie podpisał się płk pilot Dariusz Mikołajczyk). Wniosek został pomyślnie rozpatrzony przez Dowództwo Sił Powietrznych, a gen. Lech Majewski, dowódca Sił Powietrznych, wydał stosowny rozkaz o wyróżnieniu.

"Zarzuty stawiane podpułkownikowi Benedictowi przez media, dotyczące zdarzenia lotniczego z 21 czerwca 2011 roku, są nieprawdziwe. Okoliczności tego zdarzenia zbadała Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, powołana decyzją numer 272/MON z 18 lipca 2011 roku. Eksperci potwierdzili, że w trakcie lotu samolot Su-22UMK3, na pokładzie którego znajdował się podpułkownik Benedict, zderzył się z ptakiem, ale nie udało im się określić momentu, w którym do tego doszło. Komisja nie dopatrzyła się w tym zdarzeniu winy załogi. Z protokołu jej prac wynika, że piloci wykonywali loty zgodnie z obowiązującymi dokumentami szkolenia lotniczego i nie naruszyli przepisów w nich zawartych" - napisał w komunikacie rzecznik DSP. Co jednak ciekawe, komunikat bardzo szybko zniknął ze strony internetowej dowództwa.

- Nie ma tego komunikatu, bo trochę pospieszyłem się z jego publikacją. On był w odpowiedzi dla redaktora z Agencji Lotniczej ALTAIR, który do nas napisał w zeszłym tygodniu - tłumaczy ppłk Artur Goławski. - Opracowujemy stosowny komunikat, który zapewne niewiele będzie się różnił od tego, ale chcemy go jeszcze przedstawić naszym przełożonym i wtedy się ukaże - dodaje.



Benedict: Zakazano mi rozmowy

"Nasz Dziennik" zwrócił się do ppłk. Roberta Benedicta z prośbą o ustosunkowanie do zarzutów.

- Zakazano mi rozmawiać na ten temat z uwagi na to, że będzie prowadzone postępowanie wyjaśniające, kto i w jaki sposób w takiej publikacji był w stanie przedstawić podobne informacje, będące poświadczeniem jakiejś nieprawdy czy pomówienia z uszczerbkiem na moim imieniu - tłumaczy Benedict, zaznaczając, że ewentualne wyjaśnienia otrzymamy po zakończeniu postępowania w tej sprawie.

- Dlatego nie będę teraz przedstawiał panu swego zdania. Mogę tylko powiedzieć, że jest to daleko idąca nadinterpretacja, niepokryta faktami - dodaje były członek komisji Millera.

Benedict nie chciał jednak sprecyzować, kto dokładnie wszczyna postępowanie wyjaśniające i czy ma na myśli również proces sądowy. - Nic więcej nie mogę powiedzieć - odparł, dodając, że sprawa zdarzenia z czerwca 2011 roku jest dla niego wyjaśniona i zamknięta.


Krytyczny głos internautów

Innego zdania są jednak internauci wojskowego portalu, którzy komentując tekst o Benedikcie, podkreślają zasadność zarzutów. Wielu z nich, sądząc z wpisów, zna osobiście Benedicta. I ma o nim, niestety, bardzo niepochlebne zdanie. "Po Jego i Grochowskiego "występach konferencyjno-telewizyjnych" przy okazji prac komisji Millera miałem poważne wątpliwości co do obu Panów kompetencji, ale przez myśl mi nie przeszło, że jeden z nich - facet z takim własnym "kontem osiągnięć" w dziedzinie bezpieczeństwa lotów może być członkiem KBWL LP. To się po prostu we łbie nie mieści" - pisze internauta o nicku "Ajzik". "Potwierdza się stara maksyma: mierny, ale wierny... a w nagrodę idzie się w górę... - ważne, że swój... To nie jedyny przykład wojskowej kolesiowej sitwy" - wtóruje mu "Dżaba".

W ocenie internautów przyznanie Benedictowi Ikara to prawdziwy skandal, dowodzący degrengolady w armii. "Nie ma żadnych narzędzi prawnych ani pozaprawnych (kodeks honorowy - dla picu), aby eliminować takie patologie, piętnować żenujące, niegodne postawy" - pisze "Dziamdziak".

Inny forumowicz o nicku "Stevie" dodaje: "Szczerze mówiąc, nie spodziewam się, że pod rządami Octa cokolwiek szybciej sie zmieni. Bo, że się zmieni, to pewne - wymusza to sytuacja i postęp. Pytanie, w jakim tempie" - kończy. "Octem" ma być obecny dowódca Sił Powietrznych gen. Lech Majewski. I na koniec uwaga "Pticy", piszącego, że jest jedną z osób, która w ubiegłym roku odbierała Ikara. "Co do statuetek "Ikara", to wspomnę tylko, że w Wojskach Lądowych do dnia dzisiejszego kilku pilotów nie otrzymało ich "fizycznie". W ubiegłym roku przyznanych było dla pilotów z WL bodajże 11 lub 12. Byłem w piątce obecnych pod pomnikiem Lotników Polskich, którzy odebrali to wyróżnienie. Niestety jeszcze w lipcu tego roku dzwoniono do mnie, aby odtworzyć sprawę z zeszłego roku... bo WL nie rozliczyły się z należności za statuetki z SP. To jest żenada!!! Zresztą w tym roku nikt z WL nie otrzymał "Ikara", bo ludziom po prostu się odechciewa. Wiedzą o tym przełożeni (i Ci z wężykami również) i co z tego?" - pyta internauta.

A podpułkownika Roberta Benedicta podsumowuje jednoznacznie: "Co do "bohatera" tego tematu - napiszę krótko. Dał przykład swojej niekompetencji podczas spotkania z lotnikami (latem tego roku) od ppor. do płk. (dowódcy) podczas pobytu KBWL w naszej Bazie" - kwituje "Ptica".

Piotr Czartoryski-Sziler

Nasz Dziennik