logo
logo

Izabela i Marek Budajczakowie Zdjęcie: facebook.com/izamarek.budajczak/ -

Edukacja, która procentuje

Wtorek, 9 września 2014 (10:07)

Z Izabelą i Markiem Budajczakami, pionierami edukacji domowej w Polsce, rozmawia Izabela Kozłowska

 

Państwa przygoda z edukacją domową zaczęła się w 1995 roku. Jako jedni z pierwszych rodziców w Polsce podjęli się Państwo tej formy kształcenia swoich dzieci. Trudno było zdecydować się na edukację domową? Jakie za i przeciw wówczas się pojawiały?

Izabela Budajczak: – Pozytywne rozstrzygnięcie decyzji o edukacji domowej wymagało odrobiny czasu. Ojcu było o tę decyzję łatwiej, naiwnie wierzył bowiem w człowieczeństwo wszystkich funkcjonariuszy oświaty i w sprawiedliwość w ramach państwa, mamie trudniej, bo matczyną intuicją przeczuwała kłopoty dla całej rodziny. Niezależnie zaś od porozumienia między rodzicami, trzeba było dla wdrożenia tej decyzji jeszcze zgody samych dzieci. Nie zmuszaliśmy ich do tego. Dla nas, rodziców, na powiedzenie edukacji domowej „tak” wskazywała wiedza i wiara co do pedagogicznej adekwatności domowej edukacji, na „nie” były: nieprzewidywalność działań oświatowców i przyszłości w ogóle.

Przecierali Państwo szlak dla innych rodziców chcących uczyć dzieci w domu. Z jakimi trudnościami musieli się Państwo zmierzyć?

Marek Budajczak: – Spotykało nas, choć nie wyłącznie, niezrozumienie, brak otwartości na współpracę, czasami wrogość, nawet z przekraczaniem prawa. Trudności te piętrzyli przed nami nieżyczliwi ludzie, przede wszystkim zaś pracownicy i decydenci oświatowi – od dyrektorów lokalnej szkoły, po kolejnych (nie wszystkich, na szczęście) ministrów edukacji narodowej.

Obecnie łatwiej zdecydować się na edukację domową?

Izabela Budajczak: – Decyzje takie zawsze są podejmowane przez konkretne rodziny, które funkcjonują w niepowtarzalnych warunkach, o tyle więc generalny stopień trudności dla decydowania się na edukację domową pozostaje ciągle taki sam. Zmieniają się natomiast warunki zewnętrzne – społeczne. Jeśli chodzi o państwo, to jego regulacje prawne mogą być wobec nauki w domu bardziej lub mniej sprzyjające. Dziś są korzystniejsze, niż kiedyś. Rośnie też stopniowo akceptacja ogólnospołeczna dla tej formy kształcenia.

Czy i kiedy pojawiła się satysfakcja z podjętej wcześniej decyzji?

Marek Budajczak: – Drobnych satysfakcji doświadczaliśmy każdego dnia, w trakcie całej wspólnej nauki. To chyba nic dziwnego, kiedy rodzice mają możliwość obserwowania i towarzyszenia rozwojowi własnych dzieci. Dziś natomiast jesteśmy trwale usatysfakcjonowani tym, jak solidnymi (dojrzałymi) ludźmi są nasze dzieci jako osoby dorosłe.

Jaka była reakcja Państwa dzieci, które w przeciwieństwie do rówieśników nie chodziły do szkoły?

Izabela Budajczak: – Trochę jednak chodziły (córka, Emilia, starsze z rodzeństwa – przez dwa lata, młodsze, Paweł – przez rok). Decyzja o domowej edukacji była, jak już wspominaliśmy, także ich udziałem, gwarantowaliśmy im w dodatku możność rezygnacji z tego rozwiązania. Mimo niełatwych doświadczeń egzaminacyjnych i różnorakich uciążliwości, jakie ich spotykały, preferowali jednak naukę w domu.

A teraz, po latach... jak wspominają swoją edukację?

Izabela Budajczak: – Trzeba by ich samych o to spytać. Mamy nadzieję, że dość dobrze, choć dotknęły ich różne przykrości, a urzędnicy systemu oświaty bezprawnie zablokowali im na kilka lat możliwość studiowania.

Wakacje dobiegły końca. Zdecydowana większość dzieci rozpoczęła naukę w szkołach, ale nie wszystkie. Jak w Państwa rodzinie wyglądał zwykle początek roku szkolnego i całoroczna nauka?

Marek Budajczak: – Odbywało się bez domowej „akademii”, aczkolwiek przy świadomości rozpoczynania się nowego roku edukacyjnej pracy. Powszednie dni natomiast to mieszanka uporządkowanych zajęć, wdrażania okolicznościowych inspiracji i czasu dla siebie w większych ilościach, aniżeli dysponują nimi uczniowie szkół. Realizowaliśmy program obszerniejszy aniżeli przeciętna szkoła i w sposób bardziej elastyczny organizacyjnie.

Jak edukowanie w domu wpłynęło na relacje w Państwa rodzinie?

Izabela Budajczak: - Trudno powiedzieć, jak relacje między członkami naszej rodziny wyglądałyby bez edukacji domowej. Były i są to silne więzi czworga, skądinąd niezależnych osobowości.

Przed rodzicami decydującymi się na edukację domową stoi wiele wyzwań. Wielu z nich mogą one zniechęcać do wyboru takiej formy kształcenia. Jak sobie z nimi radzić, gdzie szukać pomocy?

Marek Budajczak: – Siły i oparcia trzeba szukać w sobie i/lub w małżonku, a u niektórych osób ich stabilność wzmacnia fundament wiary. W razie poważnego wyzwania można też znaleźć ludzi – niekoniecznie w poszerzającym się stopniowo środowisku edukacji domowej – którzy przyjdą nam z pomocą. Znajdują się tacy!

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska

Aktualizacja 9 września 2014 (14:41)

NaszDziennik.pl