logo
logo

Zdjęcie: arch./ Inne

W hołdzie ofiarom NKWD

Niedziela, 21 września 2014 (22:40)

W Turzy oddano dziś hołd pomordowanych w 1944 r. przez NKWD żołnierzom Narodowych Sił Zbrojnych i Armii Krajowej z pobliskiego obozu we wsi Trzebuska.

Dzisiejszym uroczystościom przewodniczył biskup senior diecezji rzeszowskiej ks. bp Kazimierz Górny. Po Mszy św. odbył się Apel Pamięci i salwa honorowa żołnierzy 21. Brygady Strzelców Podhalańskich z Rzeszowa. W uroczystości uczestniczyły rodziny pomordowanych, przedstawiciele organizacji kombatanckich, okoliczni mieszkańcy, młodzież oraz harcerze.

Obóz NKWD Trzebuska-Turza, zwany też „Małym Katyniem”, który funkcjonował przy Sztabie Frontu Ukraińskiego powstał w sierpniu i działał do połowy listopada 1944 r. Został zorganizowany po wkroczeniu wojsk sowieckich do Turzy i miał stanowić poszerzenie aresztu śledczo-wydobywczego dla osób podejrzanych o wrogą działalność wobec ZSRS. Przez obóz – według różnych źródeł – przewinęło się od 1700 do nawet kilku tysięcy osób – żołnierzy Armii Krajowej, polskich partyzantów, ale także cywilów z różnych stron Polski. Wśród nich byli m.in. żołnierze AK z Ropczyc: ppor. Eugeniusz Zymróz ps. „Macedończyk”, ppor. Zdzisław Brunowski ps. „Cygan” i kpr. Zdzisław Łaskawiec ps. „Monter”.

Ponad pięciuset więzionych zostało zamordowanych. Niestety tożsamości ogromnej większości z nich nie udało się ustalić. Więźniowie – według relacji świadków – przebywali w nieludzkich warunkach. Rotacja więźniów była duża, a czas pobytu w obozie był stosunkowo krótki. Wszystko za sprawą jednoosobowych sądów prowadzonych przez sowieckiego oficera, które odbywały się w każdy czwartek i kończyły się wyrokami śmierci wykonywanymi potajemnie w lesie obok Turzy. Rozmiar tragedii powiększał fakt, że skazani sami sobie kopali groby, gdzie lądowali po wykonaniu wyroku – najczęściej poprzez strzał w tył głowy, a niekiedy dla oszczędności nabojów podcinano im gardła.

Ubrania, wszelkie dokumenty i rzeczy osobiste zamordowanych niszczono, a miejsce zbrodni starannie maskowano. Żeby utrudnić znalezienie ciał ofiar,  miejsca pochówków dodatkowo zasypywano igliwiem a także sadzono na nich drzewa.

W okresie rządów komunistycznych w Polsce prawdę o sowieckiej zbrodni w Turzy (jak wiele innych) skrzętnie ukrywano. W 1985 r. na miejscu zbrodni postawiono krzyż, pod którym rokrocznie odbywają się uroczystości. Pomordowanych przypomina także pomnik postawiony w 1995 r. na zbiorowej mogile w lesie k. Turzy. 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl