logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Walczą o podstawowe prawa

Środa, 3 czerwca 2015 (05:21)

Z posłem Arturem Górskim (PiS), członkiem sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą, rozmawia Rafał Stefaniuk.

Około 2 tys. osób protestowało w poniedziałek w Wilnie w obronie oświaty w językach mniejszości narodowych w tym kraju. Aż dziw bierze, że po 10 latach Litwy w UE Polacy mają problem z nauką we własnym języku...

– Protestujący doskonale wiedzą, że znajomość języka narodowego i codzienne posługiwanie się nim jest podstawą do trwania i rozwoju wspólnoty narodowej. Dlatego tak ważna jest polska oświata. Im mniej polskiego języka w litewskiej szkole, tym więcej języka państwowego, a zatem mniej polskości i więcej litewskości na Wileńszczyźnie. 

– Te lata protestów to także lata bezradności i braku determinacji polskiego rządu. Widać dostatecznie niemoc MSZ i MEN pod rządami PO, które wyraźnie wycofały się z konsekwentnego zabiegania o realizację i przestrzeganie praw polskiej mniejszości na Litwie. Nie broni się Polaków, ale wręcz wypomina im, że swoimi wygórowanymi żądaniami psują relacje polsko-litewskie. Dlatego nie dziwmy się, że Polacy z Litwy czują się opuszczeni przez obecny rząd.

Litwa realizuje obecnie reformę edukacji, w wyniku czego 17 polskich i rosyjskich szkół czeka zmniejszenie rangi ze średnich na podstawowe. To jest aż tak poważny problem? 

– Reforma szkolnictwa na Litwie oznacza degradację i z czasem likwidację szkół mniejszości. Polega ona na zmniejszeniu klas nauczania z językiem polskim i zmniejszeniu liczby godzin przedmiotów nauczanych w języku mniejszości. Oznacza to, że w zdegradowanych szkołach polscy rodzice nie będą mogli nauczać swoich pociech w języku polskim do końca obowiązkowej edukacji, tylko będą zmuszeni do posyłania ich do szkół, gdzie naucza się wyłącznie w języku litewskim. I stanie się to powszechne, gdy szkoły polskie będą zamykane jako niespełniające wymogów dotyczących liczby uczniów w klasach. Ale jest to także polityka uderzenia w polską elitę na Litwie, bo do tej elity należą w znacznej mierze właśnie polscy nauczyciele.

Prezydent Litwy Dalia Grybauskaitė nie zgadza się z zarzutami, że działania te dyskryminują szkoły mniejszości narodowych. Zmiany tłumaczy zmniejszającą się liczbą uczniów w szkołach polskich. Przekonują Pana te tłumaczenia? 

– Musimy pamiętać, jakie obowiązuje na Litwie prawo oświatowe. W przypadku, gdy funkcjonują obok siebie dwie szkoły – szkoła mniejszości i szkoła, w której dzieci uczą się wyłącznie po litewsku, przeważnie brakuje kompletu uczniów w obu szkołach, a w szkołach polskich na Wileńszczyźnie te braki są przeważnie mniejsze. Ale nawet w takiej sytuacji w pierwszej kolejności zamyka się szkoły mniejszości, gdyż prawo oświatowe nakazuje chronić przede wszystkim szkoły z językiem państwowym. Oczywiście zamysł Litwinów jest taki, aby dzieci z likwidowanej polskiej szkoły były wysyłane przez rodziców do pobliskiej placówki litewskiej, gdzie nie ma nauki w języku polskim. Ponadto ograniczając możliwość nauczania w języku narodowym, de facto umniejsza się prawa mniejszości i prowadzi do dyskryminacji Polaków, przez odbieranie im możliwości wolnego wyboru szkoły. Zresztą prezydent Litwy uważa, że nie ma na Litwie polskiej mniejszości, tylko są spolszczeni Litwini, którzy wymagają relituanizacji. A zatem – jak powiedziałaby Dalia Grybauskaitė – nie można dyskryminować mniejszości, której na Litwie nie ma...

Utrzymuje Pan kontakt z Polakami na Litwie. Jak ważne dla nich jest uczenie się w języku polskim na kilku szczeblach edukacji?

– Polacy czują się Polakami, bo od zawsze ich rodziny były polskie, od wielu pokoleń mieszkają na Wileńszczyźnie, uczą się w swoim rodzinnym, narodowym języku, porozumiewają się w nim i traktują to jako wielką wartość, także w możliwościach komunikacji z Polską i zdobywaniu polskiej kultury. A czują, że po odzyskaniu przez Litwę niepodległości, Litwini chcą pozbawić ich tożsamości narodowej i zlituanizować ich dzieci. Litwini robią wszystko, aby Polacy mieszkający na Litwie stali się obywatelami drugiej kategorii, a nasi rodacy chcą być równoprawnymi obywatelami Litwy.

Jakie działania powinien podjąć rząd, aby prawa Polaków żyjących obecnie na Litwie były w pełni szanowane?

– Trzeba przypominać władzy, że są liczne sprawy załatwione z Litwą tylko formalnie, a inne bardzo zabagnione, dotyczące głównie polskiej mniejszości, która w zasadzie w osamotnieniu walczy o swoje prawa, o swoje przetrwanie. Przy tym ja nie wierzę, że rząd PO - PSL coś zrobi w tych kwestiach. Raz, że nie jest nimi zainteresowany, i dwa, że w październiku spakuje walizki po przegranych wyborach. Prezydent Andrzej Duda już zapowiedział, że zajmie się Polakami na Kresach i będzie zabiegał szczególnie o prawa Polaków na Litwie, a PiS ma tę kwestię wpisaną do programu i zamierza traktować ją jako jeden z priorytetów w polityce zagranicznej. Oczywiście trzeba rozpocząć rozmowy polsko-litewskie od dokładnej analizy postanowień traktatu polsko-litewskiego. Obie strony muszą być zgodne co do interpretacji jego zapisów i praw mniejszości w nich zawartych, bo dziś często Litwini zasłaniają się innym rozumieniem zapisów traktatowych, które uważają za realizowane, gdy z naszego punktu widzenia ewidentnie nie są. I trzeba równolegle nakłonić rząd litewski, także z wykorzystaniem mechanizmów i instytucji międzynarodowych, aby Litwa uchwaliła ustawę o mniejszościach narodowych, gdyż dziś żadne prawo na Litwie nie chroni polskiej mniejszości. Nasza polityka na kierunku litewskim musi być aktywna, konsekwentna i zaangażowana w sprawy naszej mniejszości, by nasi rodacy poczuli, że po obu stronach granicy jesteśmy jednym, dużym Narodem, który dba o siebie.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl