logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Nie chodzi o symbole, lecz o efekty

Środa, 19 sierpnia 2015 (13:14)

Z posłem Arturem Górskim (PiS), członkiem sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą, rozmawia Małgorzata Pabis.

Rada Ministrów zaakceptowała program współpracy z Polonią i Polakami za granicą w latach 2015-2020. Program ten zakłada między innymi wzmacnianie pozycji środowisk polonijnych i wspieranie powrotu Polaków do kraju oraz tworzenie zachęt do osiedlania się w Polsce osób polskiego pochodzenia. Jak Pan ocenia ten program?

 

– Bardziej szczegółowy program polityki rządu wobec Polonii i Polaków za granicą dotyczy tylko roku 2015/2016. Pozostałe lata to same ogólniki, czyli obecny rząd nie gwarantuje ciągłości w polityce polonijnej. Gdy czyta się priorytety, brzmią one ładnie, pod wieloma moglibyśmy się podpisać. Jednak jest kilka wątpliwości. Program marginalizuje Polaków mieszkających za naszą wschodnią granicą, na Litwie, Łotwie, Białorusi i Ukrainie czy w Kazachstanie. Zatem w tej kwestii nie jest planowana zmiana, tylko kontynuacja, czyli pozorowanie pomocy, wsparcia finansowego i politycznego dla Polaków na Wschodzie. Od dawna PO traktowało mieszkańców Kresów jako Polaków drugiej kategorii i dlatego rządowi nie zależy na skuteczności. 

Liczba Polaków na Wschodzie stale się zmniejsza. Sam rząd przyznaje w programie, że jest to spowodowane postępującą asymilacją i emigracją mniejszości, której przyczyną są nie tylko względy materialne, ale także poczucie zagrożenia związanego z niesprzyjającą mniejszościom atmosferą polityczną, której rząd nie starał się skutecznie odwrócić.

 

Czego zabrakło w tym programie?

– W priorytetach nie ma dwóch istotnych kwestii: przeprowadzenia repatriacji i prowadzenia państwowej, systemowej polityki historycznej, której istotnym elementem będzie walka o dobre imię Polski, odpieranie oszczerstw dotyczących naszego Narodu, państwa i jego historii. Ponadto nie ma realizacji istotnego postulatu Polonii, by nie być w relacjach z MSZ, z polskim rządem tylko przedmiotem, ale stać się faktycznym podmiotem, partnerem dla rządu w realizacji polskiej polityki zagranicznej w innych krajach. Program ten jest niewiarygodny, bo PO jest niewiarygodna.

 

Wśród zapowiedzi wizyt zagranicznych prezydenta Andrzeja Dudy nie ma Litwy. Wiemy o problemach Polaków żyjących w tym kraju. Tymczasem wydaje się, że Litwini są zawiedzeni, że na liscie państw, które odwiedzi w pierwszych dniach urzędowania nowy prezydent Polski, Litwa nie została uwzględniona… 

– Nie ma też Paryża i Brukseli. Prezydent Andrzej Duda nie chce jedynie kurtuazyjnie odwiedzić Litwy. To byłoby zmarnowanie wizyty. Tam są trudne tematy dotyczące i relacji polsko-litewskich, i stosunku litewskiego rządu do polskiej mniejszości. Prezydent chce realnie wesprzeć Polaków mieszkających na Wileńszczyźnie i dlatego takie spotkanie wymaga długiego, solidnego przygotowania, wcześniejszych, przynajmniej wstępnych, ale wiążących uzgodnień ze stroną litewską, co z powodów oczywistych potrwa. Prezydentowi nie chodzi tylko o symbole, lecz o konkretne efekty.

 

Prezydent Andrzej Duda powołał nowe biuro – ds. kontaktów z Polakami za granicą. Sam dużo mówi o potrzebie tworzenia wspólnoty z Polakami. Co można zrobić w tej dziedzinie i na co czekają nasi rodacy?

 

– To jest logiczna odpowiedź na politykę i zaniedbania rządu. PO odebrała środki na Polonię Senatowi, nie ukrywając, że chodzi o ich kontrolę i realizację polityki rządowej, o zwasalizowanie organizacji polonijnych. Szczególnie pogorszyła się opieka nad Polakami na Kresach i biuro polonijne w Kancelarii Prezydenta ma wypełnić chociaż część powstałych za rządów PO deficytów, ale przede wszystkim przywrócić nadzieję i wiarę w polskie państwo Polakom rozrzuconym po świecie.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Małgorzata Pabis

NaszDziennik.pl