logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / PAP/EPA

Władze w Mińsku starają się zastraszyć Polaków

Piątek, 26 marca 2021 (09:44)

Aktualizacja: Piątek, 26 marca 2021 (10:17)

Alaksandr Łukaszenka od lat rozprawia się z własnym narodem, a teraz władze w Mińsku starają się zastraszyć Związek Polaków na Białorusi. Na to nigdy nie było i nie będzie zgody polskiego rządu – powiedział dziś Marcin Przydacz, wiceminister spraw zagranicznych.

Prezes Związku Polaków na Białorusi (ZPB) Andżelika Borys została zatrzymana we wtorek, a w środę skazana na 15 dni aresztu za „organizację nielegalnej imprezy masowej”, za jaką władze uznały doroczny jarmark Grodzieńskie Kaziuki. W czwartek zostali zatrzymani członkowie Zarządu Głównego ZPB – Andrzej Poczobut, Irena Biernacka i Maria Tiszkowska. Biernacka jest szefową oddziału organizacji w Lidzie, Tiszkowska w Wołkowysku. Tam również w czwartek od rana odbywały się rewizje – w pomieszczeniach ZPB, szkołach polskich i mieszkaniach działaczek.

– Alaksandr Łukaszenka od wielu lat, a od kilku miesięcy bardzo intensywnie, rozprawia się ze swoim własnym społeczeństwem, z własnym narodem – podkreślił wiceszef MSZ w radiu RMF FM.

Jak zauważył, „po kolejnych grupach, po wolnych dziennikarzach, aktywistach społecznych dziś władze w Mińsku starają się spacyfikować, zastraszyć organizację pozarządową, jaką jest ZPB”. – Na to nigdy nie było i nie będzie zgody polskiego rządu – zaznaczył.

Pytany, ilu działaczy dotknęły represje, odparł, że w tym momencie w areszcie jest pięć osób, wśród nich m.in. Andżelika Borys oraz Anna Paniszewa, dyrektor Polskiej Szkoły w Brześciu.

Przydacz zapewnił, że Polska stara się objąć opieką konsularną osoby zatrzymane oraz ich rodziny. – Konsulowie mimo ograniczenia przez Alaksandra Łukaszenkę obecności personalnej naszego personelu dyplomatycznego, starają się pomagać – stwierdził wiceminister. Polski konsul wspólnie z ZBP starał się znaleźć odpowiedniego adwokata, co się udało – dodał.

– Konsul jest cały czas na miejscu, choć nie ma bezpośredniego kontaktu z osobami zatrzymanymi. Białorusini nie pozwalają polskiemu konsulowi na kontakty – zauważył wiceminister Przydacz.

Pytany o zarzuty postawione zatrzymanym, dotyczące m.in. podżegania do nienawiści na tle narodowościowym i religijnym, Przydacz wskazał, że są one „bardzo ostre, ale jednocześnie przepis, na który powołuje się prokuratura białoruska, jest bardzo nieostry, dający dużą swobodę i prokuraturze i sądowi”.

– Oczywiście te działania mają charakter polityczny. Alaksandr Łukaszenka, bojąc się nowej fali protestów, próbuje wyprzedzająco uderzyć w takie środowiska, nad którymi nie ma pełnej kontroli – mówił wiceszef MSZ.

Jak wskazał, ZPB nie angażował się w żadne polityczne akcje, koncentrował się na kultywowaniu polskiej kultury i języka. – Przecież dziś Andżelika Borys siedzi w areszcie za organizację Kaziuków, targów od 500 lat odbywających się na Grodzieńszczyźnie – zauważył.

Z informacji aktywistów wynika, że Biernacka, Tiszkowska i Poczobut zostali przewiezieni do Mińska. Borys od wtorku przebywa w areszcie w związku ze sprawą o „organizację nielegalnej imprezy masowej”, za jaką władze uznały doroczny jarmark Grodzieńskie Kaziuki. Z czwartkowego oświadczenia prokuratury wynika, że ona również została objęta postępowaniem karnym.

Prokuratura podała, że zostało ono wszczęte wobec Borys oraz „innych osób”, a także że dotyczy podżegania do nienawiści na tle narodowościowym i religijnym oraz „rehabilitacji nazizmu”.

ZPB to największa na Białorusi organizacja mniejszości polskiej. W 2005 r. władze w Mińsku pozbawiły ją rejestracji. Do celów statutowych działalności ZPB należy pielęgnowanie polskości, krzewienie polskiej kultury, nauka języka i pielęgnowanie miejsc pamięci.

– Mamy do czynienia z kolejną odsłoną nagonki i represji na polską mniejszość na Białorusi – ocenił dziś z kolei szef KPRM Michał Dworczyk. Zapewnił, że każdy, kto osobiście przyczynił się do represji wymierzonych w naszych rodaków na Białorusi, musi się liczyć z tym, że poniesie tego konsekwencje.

Michał Dworczyk zapewnił w Programie Pierwszym Polskiego Radia, że polski rząd zrobi wszystko, żeby żaden Polak, który potrzebuje pomocy, nie został bez niej. – Mamy do czynienia z kolejną odsłoną nagonki i represji na polską mniejszość na Białorusi – ocenił, wskazując, że oprócz Andżeliki Borys i działaczy zatrzymanych w czwartek od kilku tygodni w areszcie przebywa Anna Paniszewa, dyrektor Polskiej Szkoły w Brześciu.

– Niektóre zarzuty, które są stawiane części Polaków, są zagrożone karami do 12 lat pozbawienia wolności. W niemal wszystkich polskich szkołach sobotnio-niedzielnych odbyły się wizyty prokuratorów i przedstawicieli wydziałów ideologii. Zabierano listy dzieci, które uczą się języka polskiego. Mamy do czynienia z typową nagonką i próbą przedstawienia Polaków mieszkających na Białorusi jako piątej kolumny – powiedział szef kancelarii premiera.

Zapewnił, że polskie służby dyplomatyczne i konsularne robią wszystko, co w tej sytuacji jest możliwe, żeby pomagać osobom represjonowanym. Choć – jak mówił Dworczyk – mają one ograniczone możliwości działania, bo np. w grodzieńskim okręgu konsularnym pozostał tylko jeden konsul, a pozostali zostali zmuszeni do wyjazdu przez władze białoruskie.

Dworczyk wskazywał, że premier Mateusz Morawiecki wystąpił do unijnych organów o wsparcie w tej sprawie, w konsekwencji czego Komisja Europejska wydała w czwartek stanowisko z żądaniem zwolnienia Andżeliki Borys i Andrzeja Poczobuta z aresztu.

– Wczoraj premier Morawiecki rozpoczął praktycznie Radę Europejską, przedstawiając sytuację represji wymierzonych w Polaków na Białorusi liderom państw UE. Będziemy konsekwentnie zabiegać o poparcie na forum międzynarodowym dla naszych rodaków prześladowanych na Białorusi. Mam nadzieję, że ta sprawa będzie ponadpartyjna w Polsce i nie będzie wykorzystywana do bieżącej polityki – wskazał szef KPRM.

Przekazał również, że w rozmowie z wicemarszałkiem Sejmu Ryszardem Terleckim dowiedział się, że klub PiS w porozumieniu z innymi klubami planuje, aby 30 marca Sejm przyjął „ponadpartyjną uchwałę odnoszącą się do ostatnich represji wymierzonych w naszych rodaków”.

– Jesteśmy zdeterminowani, żeby osoby, które biorą bezpośredni udział w tych represjach, poniosły tego konsekwencje – oświadczył Dworczyk. Jak mówił, pierwszą taką osobą jest sędzia, który skazał Andżelikę Borys na 15 dni aresztu, został objęty bezterminowym zakazem wjazdu do Polski. – Każdy, kto osobiście przyczyni się do represji wymierzonych w naszych rodaków na Białorusi, musi się liczyć z tym, że wcześniej czy później, ale poniesie tego konsekwencje – dodał.

– Reżim Alaksandra Łukaszenki musi zaprzestać represji i natychmiast uwolnić Andżelikę Borys oraz wszystkich bezpodstawnie zatrzymanych – oświadczył rzecznik Departamentu Stanu USA.

– Odnotowaliśmy wzrost działań wymierzonych przeciwko polskim dyplomatom oraz szerzej polskiej mniejszości na Białorusi, co jest całkowicie nie do przyjęcia – przekazał rzecznik amerykańskiego resortu dyplomacji.

– Reżim Łukaszenki musi zaprzestać tych represji i natychmiast uwolnić Borys i wszystkie osoby bezpodstawnie zatrzymane – wezwał.

W opatrzonym hasztagiem #WolniPolacyNaBialorusi wpisie MSZ podkreślono, że: „To pogwałcenie norm międzynarodowych” – oświadczyło polskie MSZ.

Wiceminister spraw zagranicznych Piotr Wawrzyk, również opatrując tweetta hasztagiem #WolniPolacyNaBialorusi, napisał: „Nie pozwolimy reżimowi, bezkarnie prześladować Polaków”.

Do obu wpisów dodano grafikę z uwięzionymi Borys i Poczobutem.

Prezydent Litwy Gitanas Nauseda napisał na Twitterze, zwracając się do premiera Mateusza Morawieckiego i szefa polskiego MSZ Zbigniewa Raua, że przywódcy polskiej mniejszości na Białorusi są najnowszymi ofiarami tamtejszego reżimu.

„Litwa podziela głębokie zaniepokojenie wyrażone przez prezydenta RP Andrzeja Dudę. Celowanie w mniejszość polską narusza międzynarodowe zobowiązania Białorusi dotyczące ochrony mniejszości narodowych” – czytamy w tweecie litewskiego prezydenta.

Represje dotykają także samych Białorusinów.

O zatrzymaniu w czwartek na Białorusi ponad 200 osób w związku ze złamaniem przepisów o imprezach masowych poinformowało MSW w Mińsku. 25 marca białoruskie środowiska niezależne obchodziły Dzień Wolności. Władze nie uznają tej daty.

„W kraju zatrzymano za złamanie przepisów o imprezach masowych ponad 200 osób. […] Sprawdzamy każdy przypadek” – podano w oświadczeniu MSW w czwartek wieczorem.

Opozycja i środowiska niezależne na Białorusi 25 marca obchodzą nieoficjalnie Dzień Wolności, w rocznicę proklamowania w 1918 r. niepodległości przez Białoruską Republikę Ludową. Władze nie uznają tej daty. W tym roku, w związku z obawą przed protestami, zastosowały one nadzwyczajne środki bezpieczeństwa, na ulice wyjechał milicyjny sprzęt, w tym armatki wodne, centrum Mińska było przez pewien czas częściowo zablokowane.

„Dzień Wolności bez wolności” – napisał niezależny portal TUT.by, wskazując, że „funkcjonariuszy na ulicach było chwilami więcej niż zwykłych ludzi”.

Opozycji, która chciała zorganizować legalne mitingi, władze odmówiły. Przed Dniem Wolności szef Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego ostrzegał przed „próbami destabilizacji”.

Pomimo działań podejmowanych przez władze w całym kraju doszło do niewielkich demonstracji, pikiet. Na budynkach wywieszano biało-czerwono-białe flagi, wieczorem w wielu dzielnicach Mińska i w innych miastach puszczano fajerwerki. Na ulicach trąbiły samochody.

W związku z masowymi protestami przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich władze Białorusi prowadzą od wielu miesięcy działania przeciwko wszelkiej aktywności obywatelskiej. Represje dotknęły dziesiątki tysięcy ludzi.

APW, PAP

NaszDziennik.pl