logo
logo

Zdjęcie: Stako_CC3.0/ Wikipedia

Bezkarnie bezczeszczą kościół we Lwowie

Piątek, 23 sierpnia 2013 (19:09)

Polscy katolicy ze Lwowa mimo apeli, a także trwającego już dwa lata procesu sądowego wciąż nie mogą się doczekać zwrotu rzymskokatolickiego kościoła pw. św. Marii Magdaleny. Sytuacji nie zmienia ponowne umieszczenie na frontonie świątyni metalowego krzyża, który został brutalnie usunięty po zamknięciu świątyni przez Sowietów w 1962 roku.

Sytuacja wiernych Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie jest zła. Świadczy o tym chociażby fakt, że wiele świątyń wciąż należy do Ukraińców, a tylko nieliczne zostały zwrócone wiernym katolikom. Przykładem jest zabytkowy XVI-wieczny kościół w Komarnie, który zajmują grekokatolicy, mimo iż do dyspozycji w tej miejscowości mają dwie cerkwie, a świątyni rzymskokatolickiej, która coraz bardziej popada w ruinę, nie chcą zwrócić.

Tymczasem wierni katoliccy są zmuszeni gromadzić się na modlitwę latem czy zimą w niewielkiej kaplicy cmentarnej. Podobna sytuacja dotyczy innych miejscowości. Tylko w dawnym Lwowie przed wojną było ponad 30 polskich kościołów. W tej chwili Polacy wciąż czekają na zwrot chociażby kościoła pw. Matki Bożej Gromnicznej.

Po ukraińsku znaczy po europejsku

Sztandarowym przykładem jest jednak parafia rzymskokatolicka pw. św. Marii Magdaleny we Lwowie, która od 1991 r. bezskutecznie domaga się zwrotu swego XVII-wiecznego kościoła, w którym od czasów komunistycznych mieści się Dom Muzyki Organowej i Kameralnej.

Świątynia parafialna, której trzon stanowią Polacy, ale także Ukraińcy, Rosjanie i ochrzczeni Żydzi, oficjalnie należy do władz miasta Lwowa, które robią wszystko, żeby nie zwrócić świątyni jej prawowitym właścicielom. Tylko w niedzielę odprawiana jest tu Msza św. przy ołtarzu głównym, który jako jedyny z ołtarzy nie został zniszczony w 1962 r. przez komunistów.

W pozostałe dni tygodnia kościół, który notabene mieści się przy ul. Bandery, służy jako ośrodek kultury nazywany oficjalnie Salą Organową.

– Przed Mszą św. wierni są zmuszeni obracać krzesła w kierunku ołtarza głównego, który po nabożeństwie jest zasłaniany kurtyną. Na co dzień publiczność uczestnicząca w koncertach czy występach siedzi tyłem do ołtarza w kierunku sceny usytuowanej przy wejściu do świątyni. Ponadto nad organami wisi ukraińska flaga, a poniżej organów można zobaczyć reklamę świeckiej firmy – podkreśla w rozmowie z portalem NaszDziennik.pl Stanisław Szarzyński, członek Zarządu Światowego Kongresu Kresowian, dodając, że w kościele można też znaleźć akcenty banderowskie.

– Przy wejściu do świątyni, do której można wejść jedynie bocznymi drzwiami, jest kantorek ze strzałką „kierunek sala koncertowa”. Bilety sprzedaje czy też może sprawdza pani, nad którą widnieje portret Bandery, a przed rokiem były też umieszczane plakaty przypominające o 65. rocznicy akcji „Wisła” – to musi bulwersować – uważa Szarzyński.

Polityka osłabiania Kościoła rzymskokatolickiego

Doktor Andrzej Zapałowski, adiunkt Uniwersytetu Rzeszowskiego i Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Rzeszowie, były poseł do Parlamentu Europejskiego, przypomina, że w kościele pw. św. Marii Magdaleny były też przypadki prezentowania wystaw o charakterze banderowskim, które wyraźnie miały za zadanie prowokować polską społeczność we Lwowie.

– Umieszczenie krzyża na frontonie kościoła tak naprawdę nie zmienia niczego w sensie prawnym. Podobna sytuacja dotyczy wielu innych obiektów sakralnych, które przejęli Grekokatolicy – uważa dr Zapałowski. W jego ocenie wina leży po stronie Cerkwii Greckokatolickiej, która na zachodniej Ukrainie ma duże wpływy.

– Trzeba jednoznacznie powiedzieć, że nie jest to problem Kijowa, ale lokalny, regionalny problem we Lwowie i na zachodniej Ukrainie. Sieć parafii rzymskokatolickich rozbudowuje się w środkowej, wschodniej i południowej części Ukrainy, gdzie powstają nowe ośrodki kultu religijnego. Berdyczów czy inne miejsca nie mają takich problemów, kościoły odbudowuje się także w Charkowie, na Krymie, w Zaporożu czy w Dniepropietrowsku i wielu innych miejscach, gdzie nie ma wrogiego nastawienia do Polaków – podkreśla dr Zapałowski.

Tymczasem na zachodniej Ukrainie przekazywanie mienia, które jest przecież częścią Kościoła powszechnego jest systematycznie blokowane poprzez urzędników Cerkwi Greckokatolickiej. – Pamiętajmy, że większość radnych obwodowych czy miejskich we Lwowie to grekokatolicy i to oni blokują rozwój Kościoła powszechnego na zachodniej Ukrainie. To jest problem, na który wskazuje metropolita lwowski ks. abp Mieczysław Mokrzycki, a o którym wcześniej mówił ks. kard. Marian Jaworski – zauważa dr Zapałowski.

– Jeszcze jako poseł do Parlamentu Europejskiego, na prośbę sekretarza kardynała Jaworskiego interweniowałem u ambasadora Ukrainy przy Unii Europejskiej, przekazując mu listę kilkunastu obiektów sakralnych, które powinny zostać zwrócone Kościołowi rzymskokatolickiemu. Problem jednak trwa. Moim zdaniem, wskazuje to na z góry zaplanowaną i konsekwentnie realizowaną politykę osłabiania Kościoła rzymskokatolickiego na zachodniej Ukrainie – dodaje. 

Wszystko w majestacie ukraińskiego prawa

W marcu 2010 r. Rada Miasta Lwowa, nie zważając na potrzeby i starania parafii rzymskokatolickiej, zdecydowała o przedłużeniu wynajmu świątyni św. Marii Magdaleny na „cele muzyczne” na kolejne 20 lat.

Odmowę zwrotu świątyni Polakom uzasadniono m.in. obecnością znajdujących się tam organów, które mają duże znaczenie dla ukraińskiej kultury. Wspólnota parafialna, nie zgadzając się z odmową, zwróciła się do sądu w Kijowie przeciwko władzom miasta Lwowa o zwrot kościoła pw. św. Marii Magdaleny, ale sprawa wciąż pozostaje nierozstrzygnięta, a koszty sądowe procesu opłacane są ze składek wiernych parafii.

Przed trzema laty proboszcz parafii pw. św. Marii Magdaleny ks. Włodzimierz Kuśnierz z poparciem parafian wystosował apel do władz i społeczeństwa Lwowa, przypominając, że radni lwowscy, podejmując decyzję o przedłużeniu wynajmu świątyni na „cele muzyczne”, nie uwzględnili potrzeb wspólnoty parafialnej i jej wieloletnich starań o zwrot lub przynajmniej korzystanie na równoprawnych warunkach ze swej prawowitej własności.

Polityka uległości prowadzi donikąd

Tymczasem sytuację Polaków na Ukrainie środowiska ukraińskie określają jako zdecydowanie lepszą niż Ukraińców w Polsce.

Taka argumentacja bulwersuje środowiska polskich organizacji kresowych. Stanisław Szarzyński taką sytuację nazywa nienormalną, a winę upatruje w zbyt zachowawczej postawie polskich władz oraz zbytniej przychylności i uległości wobec mniejszości ukraińskiej w Polsce, która skrzętnie to wykorzystuje, wysuwając coraz to nowe roszczenia.

– Sytuacji nie zmienia fakt decyzji o przekazaniu przez władze Lwowa obiektu, w którym ma się mieścić Dom Polski dla naszej mniejszości, na którą to decyzję Polacy we Lwowie musieli czekać ponad 20 lat. Czyżby we Lwowie, gdzie przed wojną żyło ponad 60 proc. Polaków, nie było polskiego godnego budynku…? To tylko potwierdza, że w stosunkach z Ukraińcami jesteśmy petentami i dopóki polskie władze nie zajmą zdecydowanego stanowiska i nie staną po stronie polskich obywateli zamieszkałych na zachodniej Ukrainie, nie ma co liczyć na lepsze traktowanie Polski i Polaków – przekonuje Stanisław Szarzyński.                                                

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl