logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Odbudować ducha patriotyzmu

Czwartek, 25 października 2012 (02:09)

Z Andrzejem Burghardtem, wiceprezesem Kongresu Polonii Amerykańskiej w stanie New Jersey, rozmawia Piotr Falkowski

Kandyduje Pan na stanowisko wiceprezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej ds. Polskich. Proszę najpierw powiedzieć coś o sobie.

- Jestem w Stanach Zjednoczonych od 1982 roku. Wyjechałem z Polski w stanie wojennym jako były internowany, któremu groziła utrata pracy. Od samego początku działałem w różnych organizacjach. Pierwszą tworzyli sami byli internowani, którzy licznie wówczas emigrowali z Polski. Było nas ponad 500 osób. Byliśmy rozrzuceni po całych Stanach Zjednoczonych. Utworzyliśmy organizację Komitet Członków "Solidarności" - Byłych Więźniów Politycznych. Organizowaliśmy różne protesty w odpowiedzi na to, co komunistyczna władza w Polsce wymyślała. Manifestowaliśmy przed polskim konsulatem w Nowym Jorku. To trwało w zasadzie aż do 1989 roku, po czym rzekomo władza w Polsce przekształciła się z komunistycznej na jakąś inną.

Praktycznie jedynym ogólnokrajowym forum obecności Polaków w USA jest Kongres Polonii Amerykańskiej. Jakie są przyczyny kryzysu tej organizacji?

- Przede wszystkim nastąpił zanik ducha. Zbyt wiele osób uznało, że dzieło już zostało wykonane, ukończone i teraz właściwie już nie ma co robić. Kongres Polonii Amerykańskiej przez wiele lat pod przewodnictwem prezesa Edwarda Moskala (1924-2005) pracował bardzo wydajnie w sferze koncepcyjnej, intelektualnej, wykazując nieprawidłowości w Polsce, a było ich i jest dużo, jednocześnie funkcjonując na gruncie amerykańskim jako rzecznik opcji propolskiej. Najbardziej spektakularnym osiągnięciem była wygrana kampania na rzecz przyjęcia Polski do NATO i ratyfikacji tego przez Kongres USA. Następny prezes Frank Spula niestety tego nie kontynuował. Kongres Polonii Amerykańskiej przede wszystkim powinien odbudować tego patriotycznego ducha, który istniał za poprzednich prezesów. W czasach komunizmu było łatwo rozpoznać, kto jest swoim, a kto wrogiem. Kongres funkcjonował jako orędownik wyzwolenia Polski spod totalitaryzmu sowieckiego. Teraz nastąpiło jakieś zagubienie. Jakby nie wiadomo było, co można jeszcze dla Polski zrobić. W efekcie Polska wypadła z centrum zainteresowania Kongresu. Właśnie to jest w znacznej mierze źródłem problemów. Kongres przestał być postrzegany przez ogół Polonii amerykańskiej jako organizacja ściśle patriotyczna i stąd wszystkie inne negatywne zjawiska, przede wszystkim słaby napływ nowych członków, zwłaszcza młodszych wiekiem, co powoduje osłabienie całej organizacji.

Jaką ma Pan receptę na ten kryzys?

- Odbudowanie ducha patriotyzmu może nastąpić tylko wskutek właściwego zrozumienia roli Kongresu Polonii Amerykańskiej wobec Polski. Uważam, że Kongres powinien pozostać krytykiem nieprawidłowości istniejących w Polsce współczesnej, co jest praktykowane obecnie w niewielu ośrodkach, czyli wydziałach stanowych. A na szczeblu centralnym tego rodzaju działalność usiłująca pokazać problemy Polski jest wręcz torpedowana. Sztandarowym przykładem tego jest brak zdecydowanej reakcji KPA na odmowę prawa do cyfrowego nadawania dla Telewizji Trwam, potraktowanej niesprawiedliwie wyraźnie na podłożu politycznym. Łatwo jest dezinformować w tej kwestii Polonię amerykańską, która z łatwością może odbierać Telewizję Trwam przez internet i nie rozumie, że w Polsce nie jest ten nośnik jeszcze tak powszechnie dostępny. To jest bardzo ważna sprawa, w której Kongres powinien jasno występować, a zarząd centralny ignoruje nawet uchwały przegłosowane na sesjach Krajowej Rady Dyrektorów.

To chciałby Pan zmienić po wejściu do władz krajowych organizacji?

- Naturalnie. Konieczne jest uświadamianie, edukacja na temat tego, co dzieje się w polityce polskiej, amerykańskiej i światowej. Co jest dobre, a co złe, gdzie są nadużycia systemu demokratycznego, wypaczenia i do czego to może prowadzić. Druga sprawa to zrozumienie niebezpieczeństw dla Polski. Być może w mniejszym stopniu jest to dziś zagrożenie militarne na przykład ze strony Rosji. We współczesnym świecie zagrożenia przyjmują postać ekonomiczną, jak np. zastosowanie wobec wielu krajów przez Rosję nacisku energetycznego poprzez windowanie cen ropy albo gazu. Jest również niebezpieczeństwo, które paradoksalnie może pochodzić ze Stanów Zjednoczonych. Chodzi o żądania tzw. przemysłu holokaustu. Odszkodowania dla światowych organizacji żydowskich miałyby zostać wypłacone przez Polskę z tytułu wyolbrzymianego przez propagandę udziału Polaków w eksterminacji Żydów podczas drugiej wojny światowej. Mówi się o "współodpowiedzialności za holokaust". Jest też kwestia mienia pozostawionego przez zamordowanych Żydów czy też zagrabionego przez komunistów. Prawo polskie należycie funkcjonuje w odniesieniu do spadkobierców właścicieli dóbr sprzed wybuchu wojny w odpowiednio udokumentowanych przypadkach. Jednak niesłuszne obwinianie Polaków o szeroki udział w eksterminacji Żydów prowadzi do żądań wykraczających poza sprawy konkretnych osób i związanych z sumami pieniędzy o nieprawdopodobnej skali na rzecz organizacji żydowskich w USA. Są one bardzo aktywne i świetnie zorganizowane, jeśli chodzi o dostęp do ustawodawców i administracji USA.

Dlaczego Polonia i jej reprezentacja, czyli Kongres Polonii Amerykańskiej, jest aż tak podzielona?

- Jeżeli weźmiemy pod uwagę spojrzenie na współczesną Polskę, to podział bierze się niewątpliwie z dezinformacji, jaka zaczęła szerokim strumieniem płynąć przez pewne polskie media dostępne w Stanach Zjednoczonych, na przykład kanały telewizyjne typu TVN czy Polsat albo "Gazeta Wyborcza". Głoszą one propagandę sukcesu Polski. Wystarczy zobaczyć, jakim sosem podlewają informacje o patriotycznych manifestacjach, oburzeniu przebiegiem badania katastrofy smoleńskiej itp. Teraz jest to ważna kwestia wyboru dla poszczególnych ludzi, Polaków w Ameryce, co przyjąć jako rzetelne i wiarygodne źródło informacji. Niedoinformowanie na temat rzeczywistości polskiej rodzi obojętność, która ściera się z argumentacją osób bardziej świadomych. Większość we władzach KPA zamyka uszy na argumenty, że przecież w komunizmie też była pozorowana jakaś demokracja, były wybory, rząd, państwo "zdawało egzamin" i odnosiło sukcesy... Mało kto rozumie dyskusję toczącą się w nielicznych mediach, które widzą sprawy polskie inaczej. Na to nakłada się działanie polskich placówek dyplomatycznych.

Mówił Pan o braku dekomunizacji i lustracji w Polsce. Czy Polonia nie jest też dotknięta problemem postkomunizmu?

- W jakimś momencie pojawił się oddolny ruch w Kongresie Polonii Amerykańskiej, aby wszystkie osoby funkcyjne poddały się lustracji. Byłoby to możliwe za aprobatą zarządu krajowego. Były na ten temat uchwały, ale zarząd ich nie zrealizował. Sama statystyka wskazuje, że wśród działaczy Kongresu Polonii Amerykańskiej muszą być byli komunistyczni agenci. Wystarczy wziąć pod uwagę, ilu ich zostało wysłanych w późnych latach 80. do krajów zachodnich w celu rozbijania Polonii. W 2009 r. był w Stanach Zjednoczonych śp. prezes IPN Janusz Kurtyka ze swoimi współpracownikami. Gościł w Chicago na zebraniu Rady Dyrektorów i miał długą sesję informacyjną. Widać było, że po niej coś zaczęło do ludzi docierać. Potem jednak sprawa została przez władze krajowe Kongresu zbagatelizowana. Nasz wydział jest jednym z nielicznych, którego zarząd złożył do prezesa Spuli dokumenty, aby się zlustrować w IPN. Ale do tego nigdy nie doszło.

Co teraz może zrobić Polonia dla Polski?

- Najgłośniejsza jest sprawa wiz. Można odnieść wrażenie, że jest to jakaś kwestia przetargowa. Mówiłem już o "przemyśle holokaustu". Częścią kampanii mającej na celu wprowadzenie w błąd światowej opinii publicznej o rzekomym współudziale Polaków w eksterminacji Żydów jest szkalowanie w różnych sytuacjach Polski, Polaków i rewizjonizm wobec naszej historii. W tej sprawie Polonia amerykańska od dawna pracuje. Istnieje cały system wyłapywania przypadków tego szkalowania i reagowania na nie poprzez na przykład listy protestacyjne i żądania sprostowań. Kiedy prezydent Barack Obama użył terminu "polskie obozy koncentracyjne", także były protesty. Dopóki polska dyplomacja nie zorganizuje poważnej akcji kontrującej ten proces szkalowania Polaków, także w oparciu o amerykańskie sądy powszechne, dopóty będziemy świadkami kontynuowania tych działań. Wpływowe media muszą odczuć dotkliwe straty finansowe jako karę za uprawianie tej dezinformacji, wtedy może coś do nich dotrze. Samej Polonii nie stać na bardzo kosztowne procesy w tych sprawach. Kolejna kwestia to katastrofa smoleńska. Polonia amerykańska jako pierwsza i chyba najliczniej wsparła zespół parlamentarny Antoniego Macierewicza. Niezależni naukowcy na podstawie bardzo fragmentarycznych, ale jednak istotnych informacji byli w stanie odtworzyć przebieg wypadku inaczej niż oficjalne komisje, obalając wiarygodność ich raportów. To unaocznia konieczność przeprowadzenia niezależnego, międzynarodowego śledztwa w tej sprawie. Było na forum Rady Dyrektorów Kongresu Polonii Amerykańskiej kilka uchwał dotyczących zobowiązujących zarząd krajowy do kroków w tym kierunku. Niestety, władze USA odpowiadają, że jest im trudno powołać tego rodzaju komisję z własnej inicjatywy, bez odpowiedniego współdziałania ze strony polskiego rządu. Myślę, że władze USA posiadają znacznie więcej dokumentów, niż był w stanie odkryć zespół Macierewicza i mogłyby być użyteczne. Rządowi polskiemu niestety nie jest to na rękę.

W katalogu problemów są też sprawy dotyczące Polaków w USA osobiście, bezpośrednio?

- Tak. Wśród nich bardzo istotna jest kwestia sprawiedliwego opodatkowania emerytur. Ludzie, którzy postanowili na tzw. jesień życia wrócić do Polski, pobierają emeryturę amerykańską, która jest podwójnie opodatkowana: w Stanach Zjednoczonych, a potem w Polsce. Kwestia ustalenia między rządami USA i Polski jakiegoś uregulowania tego opodatkowania jest bardzo ważna. Senat USA przygotował projekt ustawy w tej sprawie noszący numer 1332. KPA powinien zorganizować szeroką kampanię poparcia w środowiskach amerykańskich dla tego projektu.

Wobec braku poparcia ze strony władz centralnych organizuje Pan struktury poziome w Kongresie Polonii Amerykańskiej prowadzące aktywną działalność.

- To wyraz nadziei, że zmiana może zostać wprowadzona ruchem oddolnym. Jestem tu jednym z pionierów eksperymentu tworzenia kontaktów pomiędzy różnymi wydziałami stanowymi. Od jakiegoś czasu organizujemy telekonferencje, w których może wziąć udział każdy członek przywództwa Kongresu Polonii Amerykańskiej. Zapraszamy na nie osoby zajmujące się np. katastrofą smoleńską czy polską polityką zagraniczną. W konferencji z udziałem Antoniego Macierewicza i współpracujących z nim naukowców z USA wzięło udział sporo osób z kręgów przywództwa KPA, także spoza grupy założycieli tej naszej "struktury poziomej". Inną formą oddolnej inicjatywy są minikonferencje współpracy regionalnej zainicjowane w naszym okręgu przez trzy spośród czterech wydziałów KPA w ogromnym stanie Nowy Jork, w których uczestniczą również wydziały z sąsiadujących stanów północno-wschodniego wybrzeża, oczywiście nasz New Jersey również.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Falkowski

Nasz Dziennik