Z Dawidem Hallmannem, pomysłodawcą i koordynatorem „Projektu Inflanty”, rozmawia Izabela Kozłowska
Poprzez inicjatywę „Projekt Inflanty” Fundacja Tradycji Miast i Wsi chce zwrócić uwagę na Polaków mieszkających na Łotwie. Jak zrodziła się idea rozpoczęcia tego projektu?
– Myśl, aby zrobić coś dla Polaków mieszkających na Łotwie, jest starsza niż sama fundacja. Pojawiła się już 2006 roku, podczas mojego rocznego pobytu na terenie dawnego Księstwa Kurlandii i Semigalii. Warto dodać, że ta część Rzeczypospolitej Obojga Narodów odpadła od niej dopiero po III rozbiorze, czyli później niż Lwów i Poznań. I tak pomysł krążył po głowie, ale nie przybrał żadnych konkretnych kształtów. Później wracał, ilekroć jeździłem nad Dźwinę, zwłaszcza podczas wizyt w Łatgalii, zwanej też Inflantami Polskimi. Tam wpływów polskich jest bardzo dużo, zwłaszcza w Kościele katolickim. Dopiero z końcem ubiegłego roku postanowiłem, że definitywnie nadszedł czas działania. Niedługo jednak szukałem formy, wiem bowiem dobrze, że podstawą wszystkich zmian jest edukacja. Stąd też postanowiłem skupić się na dobrze mi znanych grach edukacyjnych.
Co chcą Państwo osiągnąć poprzez swoją inicjatywę?
– Celów tak naprawdę jest kilka. Po pierwsze, chcemy wesprzeć polskie szkoły w edukacji historycznej. Tutaj skorzystają głównie uczniowie, dla których przygotowaliśmy bardzo ciekawą grę pokazującą całe spektrum problemów, z jakimi borykała się Rzeczpospolita w XVII wieku. Oprócz tego chcemy popularyzować polskie gry planszowe. Zabierzemy na Łotwę kilka tytułów, w które będzie można pograć m.in. podczas spotkań w Centrum Kultury Polskiej w Dyneburgu. Tu nie będzie żadnych ograniczeń. Kto będzie chętny, może przyjść.
W jaki sposób planują Państwo to zrealizować?
– W ostatni weekend marca pakujemy wszystkie gry, materiały pomocnicze, wszelkie niezbędne rzeczy, i wyruszamy na Łotwę. Na miejscu zasadniczo zostanę tylko ja. Przez trzy miesiące będę mieszkał w Dyneburgu, sporo jednak podróżując po kraju, prowadząc warsztaty i spotkania. Znam dobrze teren, także język. W latach 2006-2007 mieszkałem na Łotwie. Jestem więc dobrej myśli.
Podczas pobytu na Łotwie zamierzam zaprosić do Dyneburga moich przyjaciół z Towarzystwa Michała Archanioła. Zajmuje się ono m. in. wydobywaniem z niepamięci starych pieśni, które chętnie zagramy dla łatgalskiej publiczności.
Co wyróżnia Państwa projekt spośród innych inicjatyw?
– Inflanty Polskie to terra incognita. Pomoc dla Polaków zwykle kończy się na Wileńszczyźnie. Wielu w ogóle nie jest świadomych tego, że nad Dźwiną przetrwała polskość. Oczywiście w mniejszym wymiarze jak na Litwie. Nie znaczy to jednak, że należy ją zostawić samą sobie. Wręcz przeciwnie!
Zastanawialiśmy się, w jaki sposób możemy pomóc. Nie chcieliśmy wspierać polskości, wożąc na Łotwę pomarańcze, choć i taki wymiar jest potrzebny. Ostatecznie poszliśmy w edukację – i to nie byle jaką, bo w oparciu o gry. Uważamy, że polskie szkoły powinny być krok przed łotewskimi czy rosyjskimi. Dlatego proponujemy formę, która nawet u nas jest wciąż niedoceniona i niewystarczająco spopularyzowana. Wyniki różnych badań dowodzą jednak, że to właśnie gry pozwalają spojrzeć szerzej i zapamiętać więcej.
Warsztaty w szkołach to nie jedyna forma realizacji „Projektu Inflanty”...
– Nie chcemy jednak poprzestać na warsztatach w szkołach. Chcemy wyjść szerzej i pokazać mieszkańcom Łotwy polskie gry planszowe. A mamy się czym pochwalić. Kto wie, może stworzymy nad Dźwiną nowy trend. Ludzie zaczną grać w polskie planszówki... Bardzo byśmy tego chcieli. Ważną kwestią jest również swoista kontynuacja projektu. Drugi etap. Otóż spośród uczestników warsztatów chcemy wybrać kilka osób, które fundacja obejmie opieką. Należy mieć bowiem na uwadze, że wspomniana gra nie tylko uczy historii, ale również pozwala wykazać się cechami niezbędnymi dla dobrego lidera. Są to zaangażowanie, zdolność pracy w zespole, umiejętność analizowania i przewidywania skutków podejmowanych decyzji, a także myślenie w kategoriach dobra wspólnego. Wybrane osoby będziemy zapraszać na organizowane w Polsce spotkania, konferencje, obozy. Będziemy także wspierać je w realizacji ich własnych pomysłów skierowanych do lokalnej społeczności. Zależy nam, by kultura polska promieniowała i wychodziła daleko poza środowisko Polaków.
Zrealizowanie tak obszernego projektu wymaga zaangażowania czasu i przede wszystkim środków finansowych. Jaki jest szacunkowy koszt inicjatywy? Można Państwa wesprzeć?
– Koszt pierwszego etapu to 8 tysięcy złotych. Kwota ta pozwoli sfinansować trzymiesięczne życie na Łotwie, transport i inne niezbędne wydatki. Niestety w chwili obecnej udało się zebrać nieco ponad połowę. Oznacza to konieczność znacznych oszczędności – nie wszędzie więc uda się dojechać, pod znakiem zapytania stoją warsztaty w Rydze. Ale nie poddajemy się. Zbiórka trwa. Jeśli uda nam się przekroczyć założony pułap, wówczas będziemy mogli przeznaczyć pieniądze na drugi etap. Tu szacujemy, że roczny koszt stałego wsparcia tamtejszych lokalnych liderów to 20 tysięcy złotych. Dla fundacji jest to kwota bardzo wysoka, gdy jednak porównać ją z wydatkami instytucji publicznych, jest to kropla. Dodam, że ta kropla może kiedyś przesądzić o zachowaniu polskości na tych terenach. Przyszłość przecież tkwi w młodych.
Dziękuję za rozmowę.
Więcej informacji na temat Fundacji Tradycji Miast i Wsi oraz inicjatywy „Projekt Inflanty” dostępne jest tutaj.

