logo
logo

Zdjęcie: macblack/ Domena publiczna

Legia zaskoczyła Real

Środa, 2 listopada 2016 (23:08)

Piłkarze Legii Warszawa po wspaniałym meczu – w którym było wszystko, prócz widzów na trybunach – zremisowali 3:3 z wielkim Realem Madryt w czwartej kolejce Ligi Mistrzów.

Nie ma nawet co przypominać – Real był murowanym faworytem, a dla wielu jedyną niewiadomą pozostawały rozmiary jego zwycięstwa. W takim myśleniu utwierdziła pierwsza akcja Hiszpanów, zakończona kapitalnym golem Garetha Bale’a. Walijczyk przymierzył z ponad 20 metrów, trafiając w samo „okienko”.

Wydawało się, że kolejne gole padną lada chwila, że „Królewscy” warszawian rozniosą w proch. Nic bardziej mylnego. Owszem, goście przeważali, górowali nad warszawianami umiejętnościami i kulturą gry, ale nie była to wcale jakaś przewaga kosmiczna. Obu drużyn nie dzieliła przepaść. Podopieczni Jacka Magiery walczyli dzielnie, bez kompleksów, odważnie próbowali rywali „kąsać”. W 35. min przegrywali jednak 0:2. Znów kapitalnie zachował się Bale, który idealnie dograł piłkę do Karima Benzemy, a ten umieścił ją tuż przy słupku w siatce. Chwała mistrzom Polski, że w ten trudnej sytuacji się nie poddali. Że zachowali wiarę i z pasją zaatakowali. Tuż przed przerwą nadzieję dał im Vadis Odjidja-Ofoe, który piękną indywidualną akcję zakończył strzałem marzenie, po którym zbladł nawet gol Bale’a.

Na początku drugiej połowy Real mógł podwyższyć prowadzenie. Najpierw strzał Bale’a obronił Arkadiusz Malarz, potem minimalnie pomylił się Cristiano Ronaldo. W odpowiedzi huknął Guilherme, nieznacznie obok celu. W 58. min trybuny przy Łazienkowskiej eksplodowałyby z radości, gdyby… siedzieli na nich kibice. Miroslav Radovic przeprowadził efektowną solową akcję, po której strzelił nie do obrony. 2:2! To był szok, to była sensacja, ale warszawianie wcale nie zamierzali na tym poprzestawać. Nadal grali odważnie, nadal grali swoje. Real miał co prawda swoje okazje, jednak wynik się nie zmieniał aż do 83. minuty. Wtedy legioniści przeprowadzili popisową akcję, zwieńczoną dokładnym i co najważniejsze skutecznym strzałem Thibaulta Moulina. 3:2 – tak, to prawda, Legia w tym momencie prowadziła z wielkimi „Królewskimi” i była blisko sprawienia megasensacji. Goście odpowiedzieli jednak szybko, bo już po trzech minutach było 3:3, po ładnym uderzeniu Mateo Kovacicia.

W ostatnich fragmentach wojownicy Magiery już nie próbowali szaleńczych szarż, skupili się na obronie. Niewiele brakowało, aby stracili gola, bo w 93. minucie Marco Asensio trafił w poprzeczkę, ale na szczęście rezultat się nie zmienił. A to oznaczało, że w bodaj najbardziej niezwykłym meczu w historii stołecznego klubu, meczu, którego nie mogli na żywo obejrzeć kibice, Legia zremisowała z Realem 3:3. I na ten remis warszawska drużyna zasłużyła, wypracowała go, wybiegała, wywalczyła.

Legia Warszawa – Real Madryt 3:3 (1:2). Bramki: Vadis Odjidja-Ofoe (40.), Miroslav Radovic (58.), Thibault Moulin (83.) – Gareth Bale (1.), Karim Benzema (35.), Mateo Kovacic (86). Sędzia: Pavel Kralovec (Czechy).

Legia Warszawa: Arkadiusz Malarz – Bartosz Bereszyński, Jakub Rzeźniczak, Michał Pazdan, Adam Hlousek – Miroslav Radovic (77. Aleksandar Prijovic), Michał Kopczyński, Thibault Moulin, Vadis Odjidja-Ofoe (86. Tomasz Jodłowiec), Guilherme – Nemanja Nikolic (69. Michał Kucharczyk).

Real Madryt: Keylor Navas – Daniel Carvajal, Raphael Varane, Nacho, Fabio Coentrao (77. Marco Asensio) – Mateo Kovacic, Toni Kroos, Alvaro Morata (85. Mariano Diaz) – Gareth Bale, Karim Benzema (65. Lucas Vazquez), Cristiano Ronaldo.

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 18 lutego 2017 (21:18)

NaszDziennik.pl