logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Adam Warżawa/ PAP

Znów pokonani

Czwartek, 15 listopada 2018 (20:58)

Trwa fatalna seria piłkarskiej reprezentacji Polski. Tym razem przegrała ona z Czechami 0:1 w towarzyskim meczu rozegranym w Gdańsku.

Przed dzisiejszym spotkaniem zarówno Biało-Czerwoni, jak i trener Jerzy Brzęczek zapowiadali walkę wyłącznie o zwycięstwo – pierwsze za kadencji tego selekcjonera. Tym razem trener postanowił nie eksperymentować, przynajmniej jeśli chodzi o taktykę, i na boisko wybiegła drużyna ustawiona tak, jak lubi – ze skrzydłowymi. Bo bokach mieli hasać i siać zagrożenie Kamil Grosicki i Przemysław Frankowski, na którego Brzęczek postawił. Postawił też na czwórkę obrońców, z których każdy, na pewnym etapie swej kariery, występował kiedyś w Lechu Poznań.

Oczekiwania były spore, ale pierwsza połowa rozgrywanego w Gdańsku spotkania rozczarowała, przynajmniej jeśli chodzi o postawę Biało-Czerwonych. Szczególnie w defensywie prezentowali oni dość „radosną twórczość”, popełniając sporo błędów, niekoniecznie nawet wymuszanych przez rywali. W 17. minucie Czesi mogli to wykorzystać, ale Borek Dockal w dobrej sytuacji uderzył obok słupka. W 38. min powinno być 0:1, jednak piłka, po dość przypadkowym zagraniu Tomasa Soucka, minęła słupek o centymetry. Niedługo później znakomitej okazji nie wykorzystał Patrik Schick. Polacy? W 29. min oddali pierwszy celny strzał: Mateusz Klich, obroniony przez Jiriego Pavlenkę. W końcówce nasi nieco się ożywili, w odstępie kilkunastu sekund groźnie uderzali Frankowski i Grosicki, lecz bez efektu bramkowego.

Do przerwy goli nie było, po niej mecz nabrał rumieńców. Początkowo dzięki Czechom, którzy zaczęli grać z dużym animuszem i szybko dopięli swego. W 52. min Jan Bednarek tak nieporadnie próbował powstrzymać szarżę Schicka, że pozwolił mu oddać strzał, obroniony przez Łukasza Skorupskiego – tak nieszczęśliwie jednak, że piłka spadła pod nogi Jakuba Jankty, który bez problemu wpakował ją do pustej bramki. Zrobiło się nerwowo, a goście zamierzali pójść za ciosem.

W 55. min powinien jednak być remis – i chyba tylko Robert Lewandowski wie, dlaczego nie padło wyrównanie. Frankowski doskonale wypatrzył bowiem kapitana naszej drużyny, idealnie wyłożył mu piłkę, „Lewy” stał nieatakowany trzy metry od pustej bramki, lecz zamachnął się tak nieudolnie, że… piłka przeleciała mu między nogami. Gol nie padł, a frustracja napastnika Bayernu stała się widoczna z daleka. Ale Polacy przycisnęli. Widać było, że chcą wyrównać, ale brakowało im kropki nad i. W 65. min Pavlenka znakomicie obronił uderzenie Piotra Zielińskiego. Za moment mogło być… 0:2, lecz tym razem Skorupski popisał się kapitalną interwencją, a potem jego koledzy powstrzymali szarżującego Theodora Gebre Selassie. W 75. min wydawało się, że gol wreszcie paść musi, lecz znów w roli głównej wystąpił Pavlenka, świetnie broniący techniczny strzał Mateusza Klicha. W ostatniej minucie z rzutu wolnego huknął jeszcze Lewandowski, jednak znów na posterunku błysnął czeski bramkarz i wynik się już nie zmienił. W piątym meczu pod wodzą Brzęczka reprezentacja Polski poniosła trzecią porażkę. Nie doczekała się pierwszego zwycięstwa. Za kilka dni zagra na wyjeździe z Portugalią i wtedy o przerwanie fatalnej passy będzie jeszcze trudniej.

Polska – Czechy 0:1 (0:0). Bramka: Jakub Jankto (52.). Sędziował Stephan Klossner (Szwajcaria). Widzów 34 783.

Polska: Łukasz Skorupski – Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Marcin Kamiński, Bartosz Bereszyński – Przemysław Frankowski (63. Jakub Błaszczykowski), Piotr Zieliński (69. Damian Kądzior), Grzegorz Krychowiak, Mateusz Klich, Kamil Grosicki (78. Arkadiusz Milik) – Robert Lewandowski.

Czechy: Jiri Pavlenka – Pavel Kaderabek, Ondrej Celustka, Jakub Brabec (46. Tomas Kalas), Filip Novak – Borek Dockal (89. Michal Travník), Tomas Soucek (46. Vladimír Darida), David Pavelka – Matej Vydra (66. Theodor Gebre Selassie), Patrik Schick (78. Martin Dolezal), Jakub Jankto (66. Jiri Skalak).

 

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl