logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Jacek Bednarczyk / PAP

Wisła bez licencji. To koniec klubu?

Czwartek, 3 stycznia 2019 (20:57)

Wisła Kraków nie ma obecnie licencji na występy w piłkarskiej ekstraklasie, nie wiadomo, kto nią kieruje, jaki jest jej prawny i formalny status, a krakowska i nie tylko społeczność nie może się doczekać zdecydowanych i szybkich reakcji Zbigniewa Ziobry, ministra sprawiedliwości.

Wisła znajduje się w największym kryzysie w swej historii. Właściwie jej nie ma. 22 grudnia 100 procent akcji spółki piłkarskiej byli działacze pod wodzą Marzeny Sarapaty przekazali w ręce nowych inwestorów. Większościowy pakiet – 60 procent akcji – przejął zarejestrowany w Luksemburgu fundusz Alelega, którego właścicielem jest Vanna Ly, francuski przedsiębiorca pochodzenia kambodżańskiego. Pozostałe 40 procent udziałów trafiło do angielskiego funduszu Noble Capital Partner, reprezentowanego przez Szweda Matsa Hartlinga. Transakcja miała zostać zamknięta w chwili, gdy zagraniczni właściciele przeleją na konto Wisły kwotę w wysokości 12,2 miliona złotych.

Krakowianie pozyskane środki mieli przeznaczyć na spłatę najbardziej pilnych długów, szczególnie wobec piłkarzy. Ci od wielu miesięcy nie otrzymywali bowiem wynagrodzeń i tylko dzięki wyjątkowym charakterom i hartowi ducha grali i osiągali w ekstraklasie wyniki absolutnie ponad stan. Termin przekazania pieniędzy minął o północy 28 grudnia i te na koncie się nie znalazły. Niewielu to zaskoczyło, bo egzotyczni inwestorzy od początku budzili ogromne wątpliwości. W zasadzie do dziś nic o nich nie wiadomo, poza tym, że… nie mieli żadnych funduszy. Ly miał być członkiem kambodżańskiej rodziny królewskiej, ale tak naprawdę nie jest wcale pewne, czy był tym, za kogo się podawał. Jego zachowanie, sposób ubierania, reakcje i całkowita niemożność znalezienia o nim jakichkolwiek wiadomości w internecie (według kilku źródeł powinien być… kobietą) pozwalały raczej uznać go albo za oszusta, albo podstawionego przez kogoś „słupa”, który miał tylko odegrać swoją rolę i zniknąć. Tak też zrobił. Pieniędzy nie przelał, podobno zachorował i tyle w Krakowie go widziano.

Spora grupa sympatyków Wisły podejrzewa, że mógł być częścią kiepsko wyreżyserowanej ustawki spreparowanej przez ekipę Sarapaty. W jakim celu? Choćby po to, by ukryć i zniszczyć dokumenty mogące pogrążyć działaczy. Oczywiście to tylko domysły i spekulacje, na razie niepoparte dowodami. Krakowska i nie tylko społeczność liczy, że sprawą wreszcie zajmą się państwowe organa, w tym minister sprawiedliwości, szczególnie że Sarapata jest prawnikiem świadczącym cały czas swe usługi.

Licencja zawieszona

Jest to o tyle pilne, że Wisła – jeden z najstarszych, najbardziej utytułowanych i najbardziej zasłużonych polskich klubów – znajduje się w sytuacji agonalnej. W środę jej zarząd zerwał umowę z egzotycznymi inwestorami, wybrał też nowego prezesa, ale ten po kilku minutach zrezygnował z funkcji. Dziś Komisja ds. Licencji Klubowych Polskiego Związku Piłki Nożnej zawiesiła licencję „Białej Gwiazdy” na uczestnictwo w rozgrywkach ekstraklasy.

– Komisja podjęła decyzję o zawieszeniu licencji ze względu na brak kontaktu ze strony poprzednich bądź nowych właścicieli Wisły Kraków. Tak naprawdę wszystkie informacje dotyczące klubu czerpiemy tylko z doniesień prasowych, nie mieliśmy bezpośredniego kontaktu z władzami klubu. Nie wiemy, kto jest teraz oficjalnie właścicielem Wisły, kto zasiada na stanowisku prezesa i kto zarządza klubem. Rozumiemy, że wydarzyły się rzeczy formalne, o których my nie zostaliśmy formalnie poinformowani. Nie wiemy tak naprawdę, kto jest licencjobiorcą. To naruszenie zasad zawartych w Podręczniku Licencyjnym, stąd nasza stanowcza reakcja. W trybie natychmiastowym zawieszamy Wiśle Kraków licencję na grę w Ekstraklasie. Czekamy na formalne wyjaśnienia oraz informacje z klubu. Kolejny raz zaprosimy również uprawomocnionych przedstawicieli Wisły na najbliższe posiedzenie plenarne Komisji, aby przedstawili nam obecną sytuację właścicielską i finansową oraz plan działania na najbliższą przyszłość – powiedział Krzysztof A. Rozen, przewodniczący Komisji ds. Licencji Klubowych PZPN, cytowany na stronie związku.

Bardzo ostro o krakowskim klubie wypowiedział się też Zbigniew Boniek, prezes PZPN, który do tej pory starał się go raczej bronić.

- Ostatnie tygodnie i zamieszanie wokół przejęcia tak zasłużonego klubu, jak Wisła Kraków przez grupę ludzi nieznanych i w sumie niewiarygodnych w naszym środowisku, pokazuje niebezpieczne zjawisko, jakie może zacząć funkcjonować w naszej piłce. W skrócie: „nieodpowiedzialni właściciele sprzedają nieodpowiedzialnym nabywcom” jedną z najbardziej zasłużonych futbolowych firm w Polsce. Kłamstwa, mataczenia, oszukiwanie opinii publicznej i wiernych kibiców Wisły, niejasne operacje finansowe oraz organizacyjne, co powoduje pytania o pewność ligowej przyszłości i sportowego bytu. Wszystko to nie tylko brudzi wizerunek naszej piłki, ale i w konsekwencji grozi rozbiciem integralności rozgrywek Ekstraklasy. Jako prezes PZPN chciałbym stanowczo przestrzec przed podobnymi praktykami i zamiarami tych, którzy takimi działaniami, jak w przypadku „sprzedaży Wisły”, chcieliby szybko zarobić wielkie pieniądze i udawać właścicieli poważnego klubu. Szanując autonomię polskich klubów i ich wolność w wyborze organizacyjno-finansowego rozwoju, jako związek nie będziemy tolerować tego rodzaju praktyk, jakie działy się ostatnio w Krakowie – podkreślił sternik PZPN.

Najmniejszym problemem Wisły wydaje się zatem masowy exodus piłkarzy. Ci i tak wykazali ogrom zrozumienia i cierpliwości, nie składając jesienią wniosków o rozwiązanie kontraktów. Mieli takie prawo. Mamieni obietnicami i haniebnie okłamywani, powiedzieli wreszcie dość. Wiadomo, że większość z nich złożyło już wnioski o wypłacenie  zaległości. Wiadomo też, że w przypadku kilku z nich minął już termin, w jakim ustawowo Wisła musiała wypłacić im pieniądze. Lada chwila staną się zatem wolnymi zawodnikami i będą mogli związać się z nowymi pracodawcami, co nie uwolni jednak „Białej Gwiazdy” od odpowiedzialności.

Kto pokryje długi? 

 

Dziś nie sposób jednak powiedzieć, kto miałby pokryć długi. Wisła nie ma władz, nikt nią nie kieruje, w klubie panuje chaos i dezorganizacja. Przypomina ona statek, który nie tonie, ale już znalazł się na dnie. Jeśli nie odzyska licencji – a nie widać na to perspektyw – za każdy kolejny czekający ją mecz zostanie ukarana walkowerem. Trzeci oznaczać będzie karny spadek do I ligi. Realny scenariusz zakłada jednak albo całkowity upadek klubu, albo rozpoczęcie egzystencji w B klasie. Może, w najlepszym wypadku, w IV lidze. Taki jest owoc działań dotychczasowych władz klubu. Działań albo niewiarygodnie nieudolnych, albo prowadzonych ze świadomą premedytacją.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl