logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: MATTEO BAZZI/ PAP/EPA

Mistrzowskie przywitanie

Środa, 30 stycznia 2019 (22:32)

Wystarczyło niespełna półtora meczu, aby piłkarski Mediolan, a przynajmniej ta jego część, która dopinguje AC Milan, oszalał na punkcie Krzysztofa Piątka.

Polski napastnik piłkarzem Milanu jest tydzień. Został sprowadzony z Genoi za rekordową w historii naszego futbolu sumę 35 milionów euro, z wielkimi nadziejami, jako ktoś, kto pomoże odbudować świetność klubu – jeszcze nie tak dawno jednego z najlepszych w Europie. W nowych barwach były zawodnik Cracovii zadebiutował w sobotnim spotkaniu Serie A z Napoli. Wszedł na boisku w 72. minucie, i choć spędził na nim tylko nieco ponad 20 minut, przez część włoskich mediów został okrzyknięty najlepszym zawodnikiem meczu. Zauważono, że jego wejście rozruszało nudnawe widowisko, dostrzeżono wyjątkowy głód gry i ciąg na bramkę zawodnika, jego ruchliwość, waleczność, serce. W sobotę Piątek gola jeszcze nie zdobył, w ogóle w potyczce awizowanej jako wielki hit, bramki nie padły – a i emocji było jak na lekarstwo.

We wtorek obie drużyny po raz kolejny zmierzyły się ze sobą, tym razem w ćwierćfinale Pucharu Włoch. Piątek pojawił się na murawie w podstawowym składzie i po niespełna pół godzinie miał Mediolan u swych stóp. Już w 11. minucie zdobył efektowną pierwszą bramkę, a w 27. popisał się akcją, którą można uznać za małe dzieło sztuki – zakończoną trafieniem kolejnym, wspaniałym, wyjątkowym. Po dwóch golach Polaka Milan wygrał 2:0, awansował dalej, a bohater meczu potwierdził, że może być dla „Rossonerich” oczekiwanym powiewem świeżości.

Nie chodziło nawet o same bramki, choć oczywiście te były najważniejsze. Piątek we wtorkowy wieczór był wszędzie. Atakował, nieustannie stwarzał zagrożenie, wywierał na rywalach presję. Obrońcy Napoli, nie mogąc sobie z nim poradzić, uciekali się do nieprzepisowych zagrań, a żółte kartki po faulach na Piątku obejrzeli Francuz Kevin Malcuit i Senegalczyk Kalidou Koulibaly. – Było ciężko, ale zagraliśmy świetnie w defensywie, a z przodu Piątek zrobił różnicę – podsumował trener Milanu Gennaro Gattuso.

Kibice „Rossonerich” w naszym reprezentancie „zakochali się” błyskawicznie. Oczarowane nim pozostały również media w Italii. W zasadzie można nawet stwierdzić, że tamtejsi dziennikarze mieli problemy z wynajdywaniem coraz to wymyślniejszych epitetów mających obrazować talent i umiejętności piłkarza, który jeszcze rok temu grał w naszej ekstraklasie i został kupiony z Cracovii za około 4 miliony euro. Jedni nazywali go „robotem do strzelania bramek”, drudzy porównywali do największych gwiazd grających kiedykolwiek w Milanie. Piątek, gdy podpisywał kontrakt z tym klubem, chciał zatrzymać swój ulubiony numer na koszulce, czyli „9”. Usłyszał wówczas, że to dla „Rossonerich” numer szczególny, bo przeznaczony jedynie dla największych klubowych legend – i że być może Polak kiedyś na niego zasłuży. Po wtorkowym meczu zawodnik stwierdził, że ta „9” nadal mu się marzy i przyznać trzeba, że starania o nią rozpoczął w sposób najlepszy z możliwych.

Zresztą sam w tym całym zamieszaniu i szumie wokół własnej osoby zachowywał najwięcej spokoju. – Jestem w formie, chcę strzelać bramki i zachować skuteczność, bo to ważne dla zespołu. Mam przy tym świadomość, jak wiele pracy przede mną. Na razie koncentruję się na najbliższym meczu ligowym z Romą, bardzo ważnym dla obu drużyn – powiedział Piątek, który zdecydowanie prowadzi w klasyfikacji najlepszych strzelców Pucharu Włoch – a i w Serie A ma szansę na „koronę”. Aktualny lider wśród strzelców, Fabio Quagliarella z Sampdorii Genua, ma obecnie na koncie o trzy trafienia więcej – 16.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl