logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Leszek Szymański/ PAP

Legia portugalska

Wtorek, 5 lutego 2019 (21:43)

Zimą piłkarska drużyna Legii Warszawa stała się bardziej portugalska niż polska. Czy to pomysł na miarę mistrzowskiego tytułu i – później – sukcesu w europejskich pucharach – zobaczymy.

Na Łazienkowskiej jest jak zwykle, przynajmniej jeśli chodzi o cele. Nie różnią się w niczym od planów sprzed roku, dwóch, trzech lat itd. Warszawian interesuje wyłącznie mistrzostwo Polski, a wszystko poniżej tytułu zostanie uznane za porażkę. Do sukcesu legionistów ma poprowadzić portugalski trener Ricardo Sa Pinto, otoczony rekordową, jak na nasze warunki, liczbą rodaków.

Portugalski jest boss i jego najbliżsi współpracownicy – asystent, trener bramkarzy i trener od przygotowania motorycznego. Portugalscy są również piłkarze. Jesienią było ich dwóch – środkowi pomocnicy Cafu oraz Andre Martins. Obaj stanowili mocne ogniwo drużyny, w większości spotkań stanowiąc o jej sile. Zimą dołączyła do nich kolejna trójka rodaków – Salvador Agra, Luis Rocha i Iuri Medeiros. Wszyscy swego czasu uważani za niemałe talenty, próbujący sił w młodzieżowych reprezentacjach swego kraju. Najbardziej imponujące CV posiada Medeiros. Legia wypożyczyła go bowiem ze Sportingu Lizbona, a przez ostatni rok występował we włoskiej Genoi. Lewonożny skrzydłowy jest wyceniany na mniej więcej 4,5 miliona euro, co stanowi zarówno dla Legii, jak i jakiegokolwiek polskiego klubu, barierę nie do przejścia, ale Sa Pinto ma nadzieję, że wiosną na Łazienkowskiej się wypromuje, a potem kto wie, być może uda się go pozyskać taniej lub na dłużej wypożyczyć. Jeśli potwierdzi opinie o swych możliwościach – mistrz Polski może otrzymać w jego osobie jedną z gwiazd ligi.

Pięciu Portugalczyków to sporo. Sa Pinto dziwić się nie sposób, ale Legia, ściągając tylu jego rodaków zdecydowała, się na pewne ryzyko. Przerabiała już pomysł „bałkański”, z trenerami i piłkarzami z tamtego rejonu Europy, bez powodzenia. Przerabiała przesadnie duży zaciąg brazylijski – z podobnie kiepskim skutkiem. Czy teraz się uda?

Na razie Sa Pinto pozbył się kilku piłkarzy, którzy w ostatnich latach stanowili o sile zespołu. Z niektórymi pożegnał się do tego w mało elegancki sposób. Co dziwi, pamiętając choćby o tym, co taki Arkadiusz Malarz dla Legii zrobił. Doświadczony bramkarz pozostał co prawda w zespole, lecz nie ma szans na grę. Z Łazienkowską pożegnali się za to Michał Pazdan, Krzysztof Mączyński i Gwinejczyk José Kante. Portugalski trener nie ceni również Włocha Cristiana Pasquato i Luksemburczyka Chrisa Philippsa, których nie zabrał na żadne ze zgrupowań. Na oba legioniści udali się w pobliże Setubal, na portugalskim półwyspie Troia. Tam rozgrywali sparingi z lokalnymi drużynami, w najciekawszym pokonując ekstraklasową Vitorię Setubal 1:0.

Właściciel Legii Dariusz Mioduski zamarzył sobie kiedyś, by stała się ona idealnym miejscem dla najbardziej utalentowanych polskich piłkarzy. Wiosną za „polska” ona nie będzie, ale też klubu nie było stać na duże transfery. Czy Sa Pinto, jego rodacy, Hiszpan Carlitos, Francuz William Rémy czy Chorwat Domagoj Antolić okażą się jakością na miarę mistrzowskiego tytułu? Zobaczymy.

Legia po 20 kolejkach zajmuje drugie miejsce w tabeli i traci trzy punkty do prowadzącej Lechii Gdańsk. Pierwszy mecz ligowy po zimowej przerwie rozegra w niedzielę, na wyjeździe z Wisłą Płock.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl